Spotkanie prezydenta Petra Pavla z premierem Andrejem Babiszem nie przyniosło w piątek ostatecznej decyzji o składzie czeskiej delegacji na szczyt NATO w Ankarze. Rząd odrzuca udział prezydenta, który zapowiada, że „ tak lub inaczej” na szczycie będzie.


Prezydent Pavel podczas piatkowego spotkania z premierem nalegał na swój udział w szczycie Sojuszu. Przywoływał zapis konstytucji o reprezentowaniu kraju na zewnątrz. Jest zdania, że mógłby uczestniczyć w nieformalnej kolacji szefów państw i debacie na temat bezpieczeństwa europejskiego i globalnego.
W oficjalnej części szczytu uczestniczyliby premier oraz ministrowie spraw zagranicznych i obrony. - Postrzegam to jako ustępstwo wobec rządu. Zdecydowanie nie widzę w tym żadnego wyważania zamkniętych drzwi. Takie były dotychczasowe zwyczaje konstytucyjne - powiedział prezydent po spotkaniu z premierem.
Jednym z powodów, dla których rząd Babisza sprzeciwia się udziałowi prezydenta w szczycie NATO jest jego silna krytyka obecnego budżetu i przewidzianych w nim wydatków na obronność. To niecałe 1,8 proc. PKB. Zdaniem Babisza i innych członków jego gabinetu, Pavel na szczycie nie broniłby decyzji rządu. - To my powinniśmy bronić tego stanowiska - powiedział Babisz po spotkaniu w piątek. Jego zdaniem, rząd nie podjął ostatecznej decyzji dotyczącej składu delegacji do Ankary. Czeka na ministerialne spotkanie NATO z udziałem sekretarza generalnego Marka Ruttego w Szwecji, po którym ma zostać opublikowany program szczytu w Ankarze.
Po piątkowym spotkaniu Pavel-Babisz media piszą o najgorszych stosunkach między najważniejszymi przedstawicielami czeskiego państwa. Zwracają uwagę, że znany z punktualności premier spóźnił się do prezydenta o piętnaście minut.

- Wśród przyzwoitych ludzi obowiązuje zasada, że jeśli umówią się na określoną godzinę, to przychodzą o tej godzinie, a jeśli nie mogą, to przepraszają. Jeśli tego nie zrobią, jest to przejaw nieuprzejmości - powiedział prezydent dziennikarzom. Babisz odrzucił krytykę: - Ta jego uwaga jest nie na miejscu, a ja nie jestem jego podwładnym i nigdy nim nie będę. My nie mamy systemu prezydenckiego – oświadczył.
Według czeskich mediów, które powołują sie za swoje zródla w obu urzędach, spóźnienie premiera było zaplanowane, a wywołać je miał opublikowany w czwartek wieczorem wywiad Pavla, w którym prezydent przedstawił swoje oczekiwania publicznie, zanim poznał je premier.
O czeskiej wersji „sporu o krzesło” może rozstrzygnąć Sąd Konstytucyjny (US) jeżeli głowa państwa zdecyduje się na takie rozwiązanie. Prezydent uważa, to za rozwiązanie ostateczne.
Z Pragi Piotr Górecki (PAP)
ptg/ kj/




























































