Na łamach Bankier.pl pisaliśmy już o bankowej modzie na kredyty z zerowym oprocentowaniem. Jakiś czas temu w ofercie Eurobanku pojawiła się pożyczka, w której nie spłaca się odsetek. Jedynym kosztem jest prowizja i opłata przygotowawcza wynoszące łącznie 1/10 pożyczanej kwoty. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że takie warunki są równoznaczne z kredytem oprocentowanym na 10 proc.


Propozycja Eurobanku pod kilkoma względami wyróżnia się na rynku. Promuje ją pomysłowa nazwa – „wypożyczka”. W serwisie internetowym banku czytamy: „Tak jak pożyczasz samochód czy kajak z wypożyczalni, tak samo pożyczasz gotówkę: oddajesz dokładnie tyle, ile pożyczyłeś, a płacisz tylko ‘opłatę za wypożyczenie’”. Brzmi intrygująco, chociaż, jeśli zastanowić się chwilę, to wystarczy zamienić termin „opłata za wypożyczenie” na „odsetki” i mamy prostą definicję kredytu.
Drugą charakterystyczną cechą „wypożyczki" jest fakt, że występuje ona zaledwie w trzech opcjach. Można pożyczyć 3500 zł, 5000 zł lub 10 tys. zł. Okres spłaty jest zawsze ten sam – 12 miesięcy. Bank proponuje zatem gotowe pakiety, niczym pudełka na półce w supermarkecie.
Zgodnie z zataczającą coraz szersze kręgi modą na kredyty z zerowym oprocentowaniem, za pożyczone środki nie płaci się odsetek. Jedynym kosztem jest prowizja wynosząca ok. 10 proc. kwoty zobowiązania.
Dlaczego takie RRSO?
Załóżmy, że decydujemy się pożyczyć od banku na takich warunkach 5 tys. zł. Po roku oddajemy łącznie 5500 zł. Moglibyśmy się spodziewać, że rzeczywista roczna stopa oprocentowania w opisanym przypadku wyniesie 10 proc., czyli mniej niż u większości konkurentów. W materiałach banku widzimy jednak, że wskaźnik ten jest niemal dwukrotnie wyższy. Skąd bierze się różnica?

Eurobank, podobnie jak inne instytucje stosujące kredytowanie prowizji, dolicza opłatę do pożyczanej kwoty (w tym przypadku dokładnie 499,95 zł), a następnie dzieli wynik na 12 równych rat. Klient co miesiąc spłaca 458,33 zł, czyli 1/12 z 5499,96 zł. W efekcie RRSO takiego kredytu wynosi 19,41 proc. Nie jest to więc wartość odbiegająca od kosztów innych pożyczek o podobnych parametrach.
Rzeczywista roczna stopa oprocentowania mogłaby wynosić 10 proc. przy takim samym poziomie opłaty, gdyby spłata następowała jednorazowo, po dwunastu miesiącach. Wówczas płacilibyśmy za pożyczone środki „z dołu”. W rzeczywistości płacimy jednak z góry, gdyż opłatę dolicza się do długu. I pod tym względem można powiedzieć, że „wypożyczka” rzeczywiście przypomina wizytę w wypożyczalni samochodów.


























































