Kiedy Maciej Jastrzębski usłyszał historię o torcie, nie do końca w nią uwierzył. Nie przeszkodziło mu to jednak uczynić z niego głównego motywu swojej książki. Opowieść Dżaby, taksówkarza i przewodnika autora, jest ważna nie ze względu na swoją realność czy doniosłość, ale przede wszystkim dlatego, że pokazuje, w jaki sposób Gruzini patrzą na siebie i na swój kraj.


Sakartwelo, bo tak mieszkańcy tego niewielkiego kaukaskiego kraju nazywają swoją ojczyznę, ma bogatą historię. Przeplataną w wielu miejscach mitami, ale dla tej książki są one równie ważne, jak same fakty. Bo chociaż traktuje ona w dużym stopniu o historii i stosunkach politycznych w Gruzji, to autor wplata ją w codzienność zwykłych mieszkańców, czyniąc ją taką, jaka zazwyczaj jest dla ludzi. Z jednej strony istotna, z drugiej – będąca jedynie elementem życia przeciętnych obywateli.
To właśnie sami Gruzini są głównymi bohaterami tej książki.
Opisy przyrody, krajobrazu, miast oraz relacje z takich wydarzeń, jak wojna w
Osetii Południowej czy wybory parlamentarne i prezydenckie, można by zmieścić na
kilkudziesięciu stronach. Jednak autor zadał sobie trud pokazania, jak na te
sprawy patrzą sami mieszkańcy Gruzji i jak wpływa to na ich życie.
Ważną osobą w tej opowieści jest Dżaba – można powiedzieć - przeciętny Gruzin, taksówkarz i przyjaciel autora. Razem z nim jeździmy pod południowoosetyjską granicę, bierzemy udział w gruzińskiej biesiadzie z tradycyjnymi toastami, dowiadujemy się od niego, jak widzi sytuację w kraju i jaka jest jego interpretacja tego, co wydarzyło się w Gruzji od upadku Związku Radzieckiego. Tu ukryty jest wątek osobisty – platoniczna miłość do przyjaciółki z młodości – Nino, z którą byli niegdyś świadkami podziału tytułowego tortu. Być może nie było w tej sytuacji niczego niezwykłego – lecz Dżaba wierzy, że był świadkiem wydarzenia, które po dziś dzień wpływa na sytuację w jego ojczyźnie. I ta wiara w działanie zakulisowych sił, które wciąż pociągają za sznurki, jest klątwą, która rozszerza się na znaczną część gruzińskiego społeczeństwa.
W jednym z rozdziałów znajdziemy też spojrzenie z innej, a dokładniej polskiej strony. Autor zadał sobie trud zbadania związków Gruzji z Polakami i ich znaczenia w historii tego kraju. Udamy się też z wizytą do Polaków, którzy postanowili osiedlić się na Kaukazie i związać swoje życie z Gruzją. Polskich akcentów jest zresztą w książce więcej za sprawą fenomenu przyjaźni między naszymi krajami. Jastrzębski sam zastanawia się nad jej źródłami, pyta też swoich gruzińskich przyjaciół. Jaką dostaje odpowiedź? Tu już odsyłam do książki.

W ostatnich latach Gruzja stała się popularnym kierunkiem turystycznym dla Polaków. Z pewnością warto przeczytać tę książkę, jeżeli wybieramy się do tego kraju. Jest to w pewnym sensie przewodnik, jednak nie po krainach geograficznych, a po ludziach – po lekturze na pewno łatwiej będzie nam zrozumieć ich sposób myślenia i postępowania, który dość mocno różni się od polskiego.
Warto też ją przeczytać w kontekście wojny na Ukrainie – historia Gruzji po rozpadzie Związku Radzieckiego przez lata była naznaczona zaogniającym się konfliktem. I, wbrew pozorom, nie chodzi tylko o imperialne dążenia Rosji. Gruziński tort jest dużo bardziej skomplikowany.
Mateusz Szymański























































