Brak reakcji administracji USA i NATO na państwowy terroryzm rosyjskiego przywódcy Władimira Putina, to przyzwolenia na eskalację konfliktu i „ciche zaproszenie do wojny” - ocenia we wtorek publicysta „Washington Post" i ekspert prestiżowej amerykańskiej Rady Stosunków Zagranicznych (CFR) Max Boot.


Putin, który w swej kampanii przeciw Ukrainie otrzymuje duże wsparcie od Chin, Korei Północnej i Iranu, oskarża Zachód o to, że przedłuża wojnę, ponieważ pomaga Ukrainie. W ubiegłym tygodniu nazwał zachodnie państwa „rekinami imperializmu” i zagroził: „Jeśli ktoś spróbuje przesunąć nas w dół łańcucha pokarmowego (...) dostanie w zęby” - przypomina autor. I ocenia, że rosyjski dyktator pozwala sobie na groźby oraz akty sabotażu i dywersji w Europie, ponieważ nie natrafia na wystarczający opór i nie spotykają go proporcjonalne retorsje.
Jego kampania nazywana bywa „wojną w szarej strefie lub hybrydową, ale bardziej akuratnym terminem jest terroryzm sponsorowany przez państwo” - zauważa Boot.
Putina w najmniejszym stopniu nie odstraszą takie gesty jak to, że po nieudanym ataku dronowym w Lipsku niemiecki rząd zamknie konsulat generalny Rosji w Bonn i ośrodek kulturalny Rosyjski Dom. Ale przynajmniej Europejczycy otwarcie wskazują, kto stoi za tym państwowym terroryzmem - konstatuje ekspert.
Putin terroryzuje Europę, a Ameryka milczy
Ambasador USA przy NATO Matthew G. Whitaker napisał na X, że Ameryka solidaryzuje się z Niemcami i innymi sojusznikami „wobec prób wyrządzenia szkód i wywołania chaosu na terytorium NATO”; ani słowa o tym, kto te próby podejmuje - podkreśla Boot i dodaje: „Trump zachowuje w tej sprawie całkowite milczenie, a to co w ogóle mówi i robi wysyła na Kreml niewłaściwe sygnały”.
W sobotę wysłannicy Trumpa Steve Witkoff i Jared Kushner odbyli z Putinem „przyjacielskie spotkanie”. I wszystko to dzieje się, gdy prezydent już zdołał wywołać różne międzynarodowe kryzysy, podważyć sojusz z Europą i ograniczyć pomoc dla Ukrainy. Misja szefa CIA Johna Ratcliffe'a, który złożył wizytę w Moskwie, by odwieść Rosję od eskalowania wojny przeciw Ukrainie, nie przyniosła żadnego skutku, bo sam Trump wysyła zbyt sprzeczne komunikaty - uważa publicysta.

„Państwowy terroryzm” Kremla i strategiczny paraliż Zachodu
Ameryka i Europa muszą podjąć radykalne kroki, by lepiej wesprzeć Ukrainę i wysłać Putinowi jednoznaczny komunikat, że jego państwowy terroryzm nie będzie tolerowany. Jeśli jednak reakcja Zachodu pozostanie letnia, to „będziemy mieć poważny powód, by martwić się ekspansją rosyjskiej agresji - na przykład na kraje bałtyckie - co spowodowałoby wojnę z NATO na pełną skalę” - ostrzega na zakończenie Boot.
W piątek wpływowy publicysta David Ignatius napisał na łamach magazynu „Foreign Policy”, że wojna przeciw Ukrainie eskaluje, Rosja sięga też po kraje NATO, atakując je w ramach swych kampanii hybrydowych, a USA nie robią nic, by to powstrzymać. Podkreślił, że ponowne zaangażowanie Waszyngtonu we współpracę z UE i w ramach NATO jest konieczne „dla uniknięcia katastrofy”. (PAP)
fit/ kj/

































































