Rosyjski przywódca Władimir Putin zapewnił we wtorek, że nie chce wojny z Europą, ale jeśli Europa ją zacznie, to Rosja jest gotowa walczyć choćby zaraz. Powiedział o tym dziennikarzom w Moskwie przed spotkaniem z amerykańskim wysłannikiem Steve’em Witkoffem.


- Nie zamierzamy walczyć z Europą, mówiłem już o tym sto razy. Ale jeśli Europa zapragnie z nami walczyć i zacznie to robić, to jesteśmy gotowi choćby zaraz – powiedział.
Jego zdaniem Europejczycy utrudniają amerykańskiej administracji i prezydentowi Donaldowi Trumpowi osiągnięcie pokoju drogą rozmów. Wyraził też przekonanie, że Europejczycy sami się wykluczyli z rozmów pokojowych.
Oni nie mają programu pokojowego, są po stronie wojny. Nawet wtedy, gdy próbują wprowadzić jakieś zmiany do propozycji Trumpa, (…) to wszystkie one mają na celu tylko jedno – całkowite zablokowanie procesu pokojowego i wysunięcie żądań, które są dla Rosji absolutnie nie do przyjęcia – oznajmił.
Zaapelował przy tym do przywódców europejskich o wyzbycie się „iluzji”, że mogą zadać „Rosji strategiczną klęskę”, i o „powrót do rzeczywistości w oparciu o sytuację w terenie”.
Putin nazwał niedawne ataki na tankowce w pobliżu Turcji piractwem i zapowiedział nasilenie ataków na obiekty i statki ukraińskie.

Ostrzegł też, że Rosja może podjąć kroki przeciw tankowcom krajów, które pomagają Ukrainie. – Jeśli to będzie trwało nadal, to rozpatrzymy możliwość(…) kroków odwetowych wobec statków państw, które pomagają Ukrainie przeprowadzać takie operacje, akcje pirackie.
Za „najbardziej radykalny sposób” rozwiązania tego problemu uznał jednak odcięcie Ukrainy od morza.
Armator tankowca uszkodzonego wybuchami u wybrzeży Senegalu rezygnuje z wożenia rosyjskiej ropy
Turecka firma Besiktas Shipping, której tankowiec Mersin został uszkodzony czterema wybuchami u wybrzeży Senegalu, poinformowała we wtorek, że wstrzymuje wszelkie interesy z Rosją. Armator oświadczył, że zagrożenie dla jego statków i załóg jest nie do wytrzymania.
Statek Mersin stał na kotwicy koło Dakaru, gdy 27 listopada przed północą doszło do wybuchów, po których woda wdarła się do maszynowni tankowca, używanego do transportu rosyjskiej ropy.
Agencja Reutera cytuje oświadczenie armatora, w którym ogłoszona została rezygnacja z pływania do Rosji. "W naszych działaniach ściśle przestrzegaliśmy wszelkich międzynarodowych reżimów sankcyjnych, zachowując pełną zgodność z mechanizmem pułapu cen G7/UE i wszystkimi stosownymi ograniczeniami handlowymi. Niemniej nastąpiła znacząca eskalacja sytuacji w regionie. Po jej wnikliwej ocenie uznaliśmy, że ryzyko dla naszych załóg i jednostek stało się nie do wytrzymania" - ogłosiła firma.
Besiktas Shipping posiada - wedle informacji z jej strony internetowej - flotę 29 tankowców, co, jak zauważył Reuters, czyni go jednym z największych armatorów w Turcji.
Agencja pisze, że przyczyny uszkodzenia Mersin nie są jasne. W poniedziałek przytoczyła jednak inne oświadczenie armatora, który poinformował, że uszkodzenie burty i zalanie wodą maszynowni statku nastąpiło w wyniku czterech zewnętrznych wybuchów.
Reuters przypomina także, że tej samej nocy, gdy Mersin został uszkodzony u wybrzeży Afryki, ukraińskie drony morskie zaatakowały dwa tankowce, wożące rosyjską ropę na Morzu Czarnym, u wybrzeży Turcji.
W poniedziałek turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan podczas spotkania z dziennikarzami w Ankarze nazwał nieakceptowalnymi ataki na statki handlowe na Morzu Czarnym. "Atakowanie jednostek w naszej wyłącznej strefie ekonomicznej sygnalizuje niepokojącą eskalację" - powiedział Erdogan.
Już następnego dnia po wystąpieniu prezydenta Turcji agencje informacyjne doniosły, że płynący na Morzu Czarnym pod banderą Rosji tankowiec, wiozący - jak twierdzi strona rosyjska - olej słonecznikowy, zgłosił atak dronowy u wybrzeży Turcji.
qba/ mal/
mw/ mal/






























































