Od początku roku złoto zdrożało o 10,3% i w poniedziałek osiągnęło najwyższą cenę od 30 października. Jednakże póki co trudno traktować ten ruch inaczej niż jako odreagowanie po najsilniejszych spadkach od 32 lat.
Ostatni dzień A.D. 2013 był symbolicznym zwieńczeniem całego roku – kurs złota niemal wyrównał 3-letnie minimum (1.180 USD/oz.). Był to rok, w trakcie którego złoto doznało zawału, spadając o 28%. Był to pierwszy roczny spadek cen kruszcu od 2001 roku i zarazem najgorsza stopa zwrotu od roku 1981.
W tym kontekście noworoczny, 10-procentowy rajd złota można traktować jako odreagowanie skrajnie negatywnego sentymentu panującego jesienią. W poniedziałek wczesnym popołudniem za uncję złota płacono 1.326 dolarów, czyli o 0,6% więcej niż na koniec ubiegłego tygodnia, w trakcie którego żółty metal zyskał 4,1%.
Na korzyść złota zaczęły przemawiać czynniki natury technicznej. W piątek, po raz pierwszy od roku notowania kruszcu znalazły się powyżej swej 200-sesyjnej średniej kroczącej. Przebicie tej długoterminowej średniej od dołu na gruncie analizy technicznej stanowi silny sygnał kupna. Po drugie, złotu dwukrotnie udało się obronić wsparcie w postaci 1.180 USD/oz. leżące tylko kilka dolarów powyżej 61,8% zniesienia wzrostów z lat 2008-2011.

Patrząc w krótkim terminie złoto wydaje się być już nieco wykupione, z 14-dniowym RSI rzędu 74,7 pkt. W średnim terminie kruszcowi szkodzi polityka Rezerwy Federalnej ograniczającej program skupu obligacji (tzw. QE3). Nie widać też odwrócenia trendu odpływu gotówki z funduszy inwestujących w metale szlachetne, ani inflacji wywołanej skrajnie ekspansywną polityką pieniężną banków centralnych. Z tym wszystkim kontrastują jednak fundamenty w postaci trwającego kryzysu nadmiernego zadłużenia i bezprecedensowej ekspansji monetarnej, która na dłuższą metę powinna gwarantować znaczący spadek siły nabywczej papierowych walut.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl


























































