

Po zamieszaniu związanym z kartami zbliżeniowymi, banki przywiązują większą wagę do limitów transakcji. Dziś za pomocą skradzionej karty nie powinno być możliwe wykonanie transakcji na kwotę wyższą niż 150-250 zł. Banki przekonują, że złodziej nie da już rady wyczyścić konta.
Wokół kart zbliżeniowych narosło wiele kontrowersji i mitów. Pomińmy te związane z hakerami skanującymi karty w zatłoczonych autobusach, bo jak stwierdziła analiza KNF taki scenariusz jest mało prawdopodobny. Do dziś panuje jednak przekonanie, że za pomocą skradzionej karty zbliżeniowej można wyczyścić klientowi konto do zera i narazić go na ogromne straty. Kilka dni temu ponownie poproszono mnie o komentarz w tej sprawie na łamach telewizji śniadaniowej, bo ten temat cały czas nurtuje klientów korzystających z kart.
Po części może to też wynikać z faktu, że same banki niechętnie mówią klientom o zabezpieczeniach. „Ze względów bezpieczeństwa wolimy nie mówić jak chronione są karty” – stoją na stanowisku bankowcy.
Moim zdaniem to błąd, bo stąd biorą się kolejne wątpliwości. Całe zamieszanie z kartami powstało zresztą też po części na skutek niedopowiedzeń i plotek, a po części na skutek zaniechań ze strony samych banków. Okazało się bowiem, że nie wszystkie banki przestrzegały zaleceń organizacji płatniczych i w dowolny sposób definiowały limity w ramach kart. W rzeczywistości skradziona karta mogła więc posłużyć do wykonania nawet kilkudziesięciu transakcji zbliżeniowych pod rząd. Media nagłośniły takie przypadki, a banki mało elegancko próbowały \zamieść problem pod dywan. Ostatecznie jednak uszczelniły procedury. Dziś mówią, że wyczyszczenie konta do zera przez wykonanie kilkudziesięciu transakcji zbliżeniowych jest już niemożliwe.

Niedozwolony debet i przekręcony licznik
W modelowym założeniu, karta bezstykowa nie powinna pozwolić na wykonanie więcej niż od 3 do 5 transakcji pod rząd bez podania kodu PIN. Jeśli ujmiemy to kwotowo, to jest to od 150 do 250 zł. Później karta powinna poprosić o PIN nawet wtedy, gdy klient dokonuje transakcji zbliżeniowej. Zdarzały się jednak przypadki, że banki podwyższały na własną rękę wspomniane limity. Z doniesień medialnych wynika, że ustawiano nawet licznik na 9999. Z jednej strony było to pewnie dla klienta wygodne, bo nie musiał wklepywać PIN-u, z drugiej stwarzało zagrożenie, że karta w niepowołanych rękach może zrobić spustoszenie na rachunku.
Drugim zagadnieniem, na które skarżyli się klienci, to sposób autoryzacji transakcji. Karta może łączyć się podczas płatności z bankiem (autoryzacja online) lub dokonywać autoryzacji bez sprawdzania, czy na koncie klienta są środki (autoryzacja offline). Ten drugi sposób pozwala zaoszczędzić dodatkowo kilka sekund czasu przy dokonywaniu płatności. Niestety stwarza inny rodzaj zagrożenia – klient może w ten sposób wejść na niedozwolony debet. Karta nie sprawdza bowiem, czy klient rzeczywiście ma pieniądze na koncie i pozwala realizować płatności do limitów ustalonych na chipie (czyli 3-5 transakcji, lub kwota 150-250 zł). Zdarzało się więc, że klienci bez swojej wiedzy schodzili pod kreskę, a banki naliczały im opłaty karne (...).






























































