W przeciwieństwie do Citigroup zarząd Bank of America nie próbował oszukiwać inwestorów i wprost przyznał, że słabe wyniki są skutkiem „słabości amerykańskiej i globalnej gospodarki oraz kłopotów finansowych konsumenta, co skutkuje wyższymi kosztami”. W trzecim kwartale BofA stracił miliard dolarów netto, co po doliczeniu 1,2 mld $ odsetek od rządowych i prywatnych akcji uprzywilejowanych pozostawiło zwykłych inwestorów ze stratą 26 centów na akcję. Analitycy kazali się spodziewać rezultatu na poziomie –7 centów.
Największy pod względem aktywów bank w Stanach Zjednoczonych musiał wpisać w straty kredyty o wartości nominalnej 2,1 mld $. Kolejne 2,6 mld $ pochłonął spadek wartości rynkowej posiadanych przez bank papierów wartościowych. Współczynnik wypadalności wyniósł 7,25% - gdyby Bank of America podlegał polskiemu nadzorowi, to już od dawna miałby zarząd komisaryczny.
Bardzo słabe, choć nieznacznie lepsze od prognoz analityków, były też zyski General Electric – zwanego amerykańską gospodarką w pigułce. Wynik netto spadł o 44% r/r przy obrotach o 20% niższych niż przed rokiem. O ile zysk tego giganta mógł usatysfakcjonować inwestorów, to z pewnością rozczarowały przychody o dwa miliardy dolarów niższe od prognoz. Podobne rezultaty przedstawił IBM – nieco wyższemu wynikowi netto towarzyszyła gorsza sprzedaż. Nie błyszczał też Google, którego EPS wyniósł 5,13$ wobec oczekiwanych 5,42$. Dopiero rezultat operacyjny na poziomie 5,89$ mógł się spodobać inwestorom.
Po publikacji tych wszystkich raportów kontrakty terminowe na nowojorskie indeksy znalazły się pod kreską. O godzinie 13:20 futures na S&P500 oraz Nasdaq100 traciły po ok. 0,4%. Rynek będzie teraz czekał na dane o produkcji przemysłowej i nastrojach konsumentów. Jeśli również tu inwestorów spotkałoby rozczarowanie to odwrót od wczorajszych szczytów może być dość gwałtowny.
K.K.





























































