Zapasy ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych osiągnęły w ubiegłym tygodniu rekordowo wysoki poziom. Mimo to cena czarnego surowca podskoczyła o ponad 5%. Wystarczyła jedna wypowiedź saudyjskiego ministra.


„Rynki się uspokoiły.... a popyt rośnie” - powiedział w środę Ali al-Naimi, minister ds. ropy naftowej w rządzie Arabii Saudyjskiej- największego na świecie eksportera ropy naftowej.
Po tej wypowiedzi ceny ropy zaczęły rosnąć. Surowiec typu Brent podrożał o 5,5%, osiągając kurs 61,96 dolarów za baryłkę i zbliżając się do tegorocznego maksimum z połowy lutego. Amerykańska ropa Crude zyskała 3,8%, na zamknięciu notowań osiągając cenę 51,02 USD/bbl.
Wcześniej rynek zignorował raport amerykańskiego Departamentu Energii, który pokazał przeszło dwukrotnie silniejszy od oczekiwań wzrost zapasów ropy w USA. Komercyjne rezerwy tego surowca zwiększyły się w ubiegłym tygodniu o 8,4 mln baryłek (wobec 7,7 mln tydzień wcześniej), podczas gdy analitycy spodziewali się wzrostu o 3,6 mln baryłek.


W ten sposób amerykańskie zapasy ropy wzrosły do 434,1 mln baryłek i osiągnęły najwyższy poziom od przynajmniej 80 lat – czyli odkąd sięgają statystyki Departamentu Energii.































































