Biomed Lublin był kwietniową gwiazdą warszawskiej giełdy. Plotki o zastosowaniu gruźliczej szczepionki w walce z koronawirusem wywindowały notowania spółki. Teraz z Biomedu uchodzi jednak powietrze. Najpierw kontrowersje wywołała sprzedaż akcji przez prezesa, teraz pojawiła się zaś informacja z WHO dotycząca wspominanej szczepionki.


- Nie ma żadnego dowodu potwierdzającego, że szczepionka Bacille Calmette-Guérin (BCG) chroni ludzi przez zakażeniem wirusem COVID-19 - poinformowała 12 kwietnia na swojej stronie Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). WHO przekonuje, że wprawdzie wciąż trwają testy kliniczne dotyczące wspominanej szczepionki, póki co organizacja jednak nie rekomenduje korzystania z BCG jako ze szczepionki na koronawirusa.
Przypomnijmy, że pod koniec marca "Puls Biznesu" informował, iż kilka krajów rozpoczyna testy potencjału szczepionki antygruźliczej we wzmacnianiu odporności na koronawirusa. - Jednym z trzech europejskich producentów jest giełdowy Biomed Lublin - podawano w dzienniku. - Szczepionka prawdopodobnie nie wyeliminuje zachorowań na koronawirusa, ale jest możliwe, że obniży jego wpływ - komentowali zaś eksperci.
Stanowisko WHO, choć nie przekreśla nadziei, studzi jednak gorące głowy inwestorów. Wystarczy powiedzieć, że w momencie publikacji artykułu za jedną akcję Biomedu płacono 1,09 zł, sześć sesji później, w maksimum wzrostów, cena tej samej akcji sięgała 6,5 zł. Dziś za Biomed trzeba zapłacić 3,11 zł. Wciąż wyraźnie więcej niż pod koniec marca, ale i o przeszło połowę mniej niż w szczycie rajdu.

Swoje zrobiło zapewne naturalne chłodzenie nastrojów po zwielokrotnieniu wartości w tak krótkim czasie. Na drodze Biomedu pojawiły się jednak i istotne wyboje. Komunikat WHO to jeden z nich, akcje spółki tanieją dziś o 11 proc.
Wcześniej głośno na rynku odbiła się piątkowa informacja o zachowaniu prezesa spółki, Marcina Piróga. Ten na górce zdecydował o sprzedaniu pakietu akcji Biomedu. I nie były to jakieś błahe transakcje, prezes bowiem pozbył się papierów za ponad 6,5 mln zł w zaledwie dwa dni. Jak tłumaczył, pieniądze zostały zabezpieczone na pożyczkę dla spółki w razie potrzeby.
AT




























































