Polityka urbanizacyjna, wyburzanie kwartałów starych dzielnic, przeludnienie jako wymówka do zwiększania kontroli nad obywatelami - to tylko niektóre tematy poruszone w środę w Pekinie na spotkaniu z ekspertami zajmującymi się planowaniem miast.
Do 2025 r. 70 proc. Chińczyków, czyli ok. 900 mln ludzi, będzie mieszkać w miastach - wynika z najnowszych badań, na które powoływali się przedstawiciele pekińskiej pracowni Crossboundaries podczas spotkania poświęconego polityce urbanizacyjnej obecnych Chin.
Kraj przechodzi transformację, a do zrozumienia kierunku przemian należy wziąć pod uwagę nie tylko demografię, ale także warunki społeczne, zatrudnienie, stabilność polityczną, infrastrukturę miast, rozwój ekonomiczny oraz zmiany wywoływane obecnością w życiu dzisiejszego społeczeństwa przez nowoczesne technologie.
Pekin w najbliższych latach planuje utworzenie megalopolis o nazwie JingJinJi (czyt. Dzing-dzin-dzi), które połączy w jeden obszar stolicę, miasto Tianjin (Tiencin) oraz prowincję Hebei (Hopej). Nazwa pochodzi od: "jing" - drugiej sylaby Beijing (czyt. Pei-dzin), chińskiej wersji Pekinu; "jin" - drugiej sylaby nazwy Tianjin oraz "ji" - skróconej nazwy prowincji Hebei. JingJinJi ma liczyć nawet 130 mln mieszkańców.
Dyrektor chińskiej edycji najpopularniejszego architektonicznego serwisu świata "ArchDaily" Zhang Han wskazała na dwa największe uboczne skutki urbanizacji: migrację zarobkową oraz zanieczyszczenie środowiska. Według niej po kilku dekadach intensywnego rozwoju branży budowniczej Chiny wchodzą obecnie fazę dojrzałej urbanizacji, której podstawowym zadaniem nie jest tworzenie nowych budynków, ale szukanie nowych funkcji dla już istniejących.
Holenderski architekt Martijn de Geus, wykładowca na Uniwersytecie Tsinghua uważa, że ten proces można podnieść na wyższy poziom dzięki nowym technologiom. "Gdy cały świat mówi o rozwiązań sharingowych, jak Uber czy Airbnb, można zastanowić się nad przeorganizowaniem każdego elementu jednostki chińskiego miasta, jaką jest hutong (tradycyjne chińskie parterowe budynki mieszkalne blisko przylegające do siebie - PAP)" - mówił de Geus, dodając, że można by wyobrazić sobie łączenie tradycyjnego budownictwa z ekonomią współdzielenia na przykładzie wspólnej toalety w hutongu.
"Mogłaby stać się dodatkowo miejscem, w którym mieszkańcy podładują swój elektryczny skuter, zrobią pranie, spotkają się ze znajomymi" - przekonywał architekt, wskazując, że już obecnie w chińskich miastach można znaleźć wiele rozwiązań opartych na nowym modelu ekonomii, jak wypożyczalnie rowerów czy chiński odpowiednik Ubera, aplikację Didi.
Eksperci wskazywali także na dobre i złe strony wynikające z wyburzania całych kwartałów hutongów w chińskich miastach. "Wiele ludzi nie rozumie, dlaczego są wyburzane. Nie każdy przypadek ma uzasadnienie wprowadzania polityki rządu. Takie decyzje dyktowane są polityką, często osobistymi rozgrywkami pozwalającymi zbudować własny kapitał. Jeżeli przeorganizuje się miasto, można liczyć na awans" - wyjaśniał de Geus, jako drugi powód podając chęć przyspieszenia wzrostu PKB danego regionu.
Pekin myśli o zimowych igrzyskach olimpijskich
Według architekta jednym z powodów szybko postępujących na przestrzeni ostatnich miesięcy w Pekinie zmian urbanizacyjnych były decyzje poprzedniego burmistrza stolicy Cai Qi, który sprawował urząd od końca października ub.r. do końca maja br. Przez media Cai nazywany jest bliskim współpracownikiem obecnego prezydenta Chin Xi Jinpinga.
"Cai chciał przyspieszyć tempo przerabiania Pekinu na miasto światowej klasy, szczególnie w kontekście zimowych igrzysk olimpijskich planowanych na 2022 r." - powiedział de Geus, powołując się na plan prezydenta Xi. "Cai miał wsparcie prezydenta, awansował siedem razy w ciągu ostatnich pięciu lat" - podsumował Holender.
Wieloletni pracownik Pekińskiego Instytutu Planowania Miasta oraz wykładowca Uniwersytetu Tsinghua profesor Long Ying podkreślił, że nowy burmistrz Chen Jining to były rektor jego uczelni, specjalista inżynierii społecznej i były minister ochrony środowiska.
Na podstawie swoich kontaktów z kadrą naukową, z którą władze miasta konsultują kierunki urbanizacji, Long twierdzi, że planiści, w większości profesorowie uniwersyteccy, nie zgadzają się z obecną polityką polegającą głównie na wyburzaniu.
Profesor zaryzykował twierdzenie, że ze względu na dogłębne zmiany społeczne, którym podlega urbanizacja oraz naród chiński, trudno mu wyobrazić sobie Pekin za 10 najbliższych lat.
Long wielokrotnie podkreślił znaczenie nowych technologii w życiu młodych ludzi i zmiany mentalności. "Zmienia się sposób działania ludzi, coraz mniej z nich ze sobą rozmawia, technologie mobilne są wszechobecne. Dlatego w najbliższej przyszłości pojawi się także wynikająca z tego nowa teoria architektury" - podsumował Long.
W dyskusji podkreślono również wagę polityki wykorzystującej urbanizację do zwiększania kontroli nad obywatelami. "Za nimi stoi system polityczny, chęć kontroli. Dzięki wyburzaniu rząd chce usunąć mieszkańców poza centrum, żeby uzyskać bardziej przewidywalne otoczenie" - twierdzi de Geus, mówiąc, że szeroko zakrojone decyzje o reorganizacji centrów wielkich miast podejmowano również w Europie. "W Pekinie jednak robi się to z dnia na dzień, bez uprzedzenia i planu" - powiedział Holender, powołując się na reformy urbanizacyjne w dzielnicy Amsterdamu Jordaan.
Oficjalne statystyki liczby miast w Chinach się mylą?
Poruszono także konsekwencje procesów urbanizacyjnych w kontekście chińskiej prowincji. Profesor Long na podstawie prowadzonych przez siebie badań uważa, że chińskie statystyki błędnie oceniają oficjalną liczbę miast na 600. Według niego jest ich w Chinach co najmniej 4 tysiące.
Dodatkowo coraz silniej widoczny jest trend ich kurczenia się. Jedna trzecia miast w Chinach traci mieszkańców. Na podstawie porównania spisu ludności między 2000 a 2010 r. można twierdzić, że proces ten dotknął 200 miast z oficjalnej listy. "W ciągu najbliższych pięciu, dziesięciu lat takich kurczących się miast będzie coraz więcej, dlatego trzeba zmienić strategię rozwoju" - mówił Long, dodając, że to zjawisko dotyka również Japonię, Koreę Płd. oraz Niemcy.
Jako kolejne problemy stojące przed chińskimi miastami wskazano również brak krytycznego oceniania centralnych wytycznych rządu, które są w jednakowy sposób stosowane w każdym regionie bardzo zróżnicowanego kraju.
Zwrócono uwagę na konieczność połączenia potencjału terenów rolniczych, na których mieszka 85 proc. populacji Chin. Proces traktujący miasta jako jednostki sprzężone z terenami uprawnymi jest określany jako "rurbanizacja" (od angielskich terminów "rural", wiejski, oraz "urbanisation" - urbanizacja). De Geus zwrócił uwagę na przykład Holandii, która skutecznie łączy produkcję rolną na światowym poziomie z zagęszczeniem zaludnienia.
Podkreślił, że gęstość zaludnienia nie jest w środowisku architektów jednoznacznie definiowana, i powtórzył, że dla chińskiej władzy służy jako przykrywka do zwiększania kontroli nad obywatelami.
Z Pekinu Rafał Tomański
rto/ klm/ kar/




























































