Agencja Fitch umieściła rating USA na negatywnej liście obserwacyjnej, co grozi jego obniżeniem ratingu w perspektywie półrocznej. Tyle że już jutro Stanom Zjednoczonym może nie starczyć pieniędzy na wywiązanie się ze swoich zobowiązań.

Źródło: Thinkstock
Wszystko z powodu niepodniesienia na czas limitu długu publicznego, który osiągnął ustawową wartość 16,7 biliona dolarów. Jeśli Biały Dom nie porozumie się z republikańską większością w Izbie Reprezentantów, to już jutro (17 października) rządowi USA skończą się pieniądze na regulowanie bieżących rachunków.
Co mówi Fitch?
I co na to Fitch Ratings – jedna z trzech głównych agencji ratingowych na świecie? Analitycy Fitcha twierdzą, że „nic się nie stało”. Również w mojej ocenie jest mało prawdopodobne, aby Stany Zjednoczone nie wykupiły na czas własnych obligacji lub spóźniły się ze spłatą odsetek. Jednakże takie ryzyko istnieje i nie należy go lekceważyć. A niczym innym jak właśnie lekceważeniem jest utrzymanie najwyższej możliwej oceny wiarygodności kredytowej (nota AAA) dla dłużnika, który jutro może stać się niewypłacalny.
„Fitch wciąż wierzy, że porozumienie (w sprawie limitu długu – przyp. red.) zostanie osiągnięte, by zakończyć obecny polityczny impas i podnieść limit długu publicznego Stanów Zjednoczonych. Nawet jeśli limit zadłużenia nie zostanie podniesiony przed lub tuż po 17 października, to przypuszczamy, że istnieje wystarczająca zdolność i wola polityczna do zapewnienia, że papiery skarbowe nadal będą honorowane w pełni i terminowo” – konkludują eksperci Fitch Ratigns. Czysta poezja, nieprawdaż?

Wiara – i owszem – czyni cuda i ponoć jest w stanie nawet góry przenosić. Ale w świecie finansów sprawdza się słabo. Nie jest siłą zdolną sprawić, aby bankrut zaczął być wypłacalny. Wyobraźmy sobie, że pożyczyliśmy sąsiadowi milion dolarów. Gość ma dobrą pracę, bogatą rodzinę, wozi się drogim samochodem, choć regularnie wdaje się w bijatyki z szemranym towarzystwem. Sąsiad zapewnia, że jutro odda nam ten milion, bo pójdzie do banku po nowy kredyt. Kłopot w tym, że jego żona zabroniła mu pożyczać więcej pieniędzy. Jaka jest wiarygodność takiego dłużnika? Moim zdaniem jest ona co najmniej wątpliwa i zasługuje co najwyżej na podwójne B, i to z minusem. Bazując na ratingach Fitcha, taka ocena sytuowałaby USA gdzieś w towarzystwie Serbii, Argentyny czy Gruzji. A niżej niż Tunezję (BB+), Meksyk (BBB+) czy Indonezję (BBB-).
Dlaczego bankrut jest godny zaufania
Gdy ktoś nie potrafi regulować swoich zobowiązań bez zaciągania nowych długów, nazywamy to pętlą zadłużenia, która prędzej czy później prowadzi do bankructwa. Tak jest w przypadku ludzi i przedsiębiorstw. Ale już niekoniecznie w przypadku państw, dla których w ostatnich latach jest to stan normalny. Żaden z dużych rozwiniętych krajów nie byłby dziś w stanie sfinansować swoich wydatków bez kredytu.
Najlepiej ujmują to pracownicy Fitcha w oficjalnym komentarzu, choć sens ich stanowiska kryty jest między wierszami. „Władze USA nie podniosły na czas ograniczenia długu (...), pozostając z rezerwą gotówki na poziomie tylko 30 mld USD” – piszą analitycy Fitcha. Dla porównania: tegoroczny budżet USA zakłada 3,8 biliona USD wydatków, czyli ok. 10,4 mld USD dziennie. Oznacza to, że Barackowi Obamie zostanie kasy na trzy dni.
„Stany Zjednoczone ryzykują możliwość wprowadzenia szeroko rozpowszechnionych opóźnień w płatnościach na rzecz dostawców, pracowników, jak również transferów socjalnych do obywateli (...). To wszystko pogorszy postrzeganie wiarygodności kredytowej USA i jej gospodarki” – ostrzega Fitch Ratings.
Ameryka zasługuje na AAA. Bo tak!
Mimo wspomnianych powyżej wątpliwości analitycy Fitcha potrafią jednym tchem wymienić kilkanaście powodów, dla których Stanom Zjednoczonym wciąż należy się elitarna nota w postaci potrójnego A. „Rating AAA odzwierciedla mocne fundamenty ekonomiczne i kredytowe USA” – twierdzi Fitch. I dalej pisze o „wysoce wydajnej, zdywersyfikowanej i bogatej gospodarce”. To prawda: włodarze Białego Domu wciąż mają co (i kogo) opodatkować. Fitch wymienia także „nadzwyczajną elastyczność polityki monetarnej i kursu walutowego.” Czytaj: Fed ma drukarki, których nie zawaha się użyć, aby zniszczyć siłę nabywczą dolara, aby tylko rząd USA był w stanie rolować swoje długi. I to też jest prawda. Mimo to amerykański dolar wciąż cieszy się statusem globalnej waluty rezerwowej i mimo szybko malejącej siły nabywczej nadal jest powszechnie akceptowany jako środek płatniczy. Nie bez znaczenia jest także „płynny i głęboki” amerykański rynek kapitałowy, w tym zwłaszcza segment papierów skarbowych.
Jednakże kolejne uzasadnienia dla amerykańskiego potrójnego A budzą istotne wątpliwości. Fitch dość optymistycznie zakłada, że gospodarka USA w przyszłym roku nabierze dynamiki i zacznie rosnąć w tempie 2,6% oraz ponad 3% w latach 2015-17 wobec skromnych 1,6% prognozowanych na rok 2013. Lekceważone jest ryzyko związane z koniecznością delewarowania gospodarki, przerośniętymi i wszechwładnymi bankami oraz rosnącą rzeszą niepracujących Amerykanów.
Ale najzabawniej brzmi argument, że Ameryka „ograniczyła deficyt budżetowy o połowę względem roku 2010” i że administracja Obamy prowadzi politykę „znaczącej konsolidacji fiskalnej”. Ta „konsolidacja” wygląda tak, że po czterech latach z deficytem rokrocznie przekraczającym bilion dolarów w tym roku ma on wynieść „tylko” 901 miliardów dolarów, czyli jakieś 5,5% PKB wobec przeszło 10% w rekordowym pod tym względem 2010 roku. Nie ma to jak „oszczędności” w wydaniu socjaldemokraty.
Trochę niepoważnie brzmi też argument, że nawet przekroczenie granicy 100% długu publicznego w relacji do PKB nie stanowi problemu. Co prawda analitycy Fitcha nieśmiało przebąkują, że to najwięcej spośród wszystkich państw o ratingu AAA i dwukrotność mediany w tej grupie. Ale co tam! Przecież Ameryka to Ameryka, ma lotniskowce, dolara, Statuę Wolności i w ogóle jest cool.
Osobiście takiemu dłużnikowi jak rząd Stanów Zjednoczonych nie pożyczyłbym złamanego centa, nawet gdyby obiecywał 27% odsetek, a nie 2,7%, jak obecnie. Uważam, że długi Ameryki są niespłacalne w pieniądzu o sile nabywczej zbliżonej do obecnej. Dla mnie nie ma różnicy, czy dłużnik odda 30 centów z każdego pożyczonego dolara (jak Grecja), czy odda dolara o sile nabywczej obecnych 30 centów.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl



























































