Przeprowadzone niedawno badanie dotyczące korzystania z usług monitoringu w firmach wskazuje, że urządzenia lokalizujące najchętniej wykorzystywane są właśnie do namierzania firmowych samochodów. Szefowie firm pragną wiedzieć, co dzieje się z ich mieniem, w jaki sposób i do jakich celów korzystają z niego pracownicy. Od tego, jak szczegółową wiedzę menedżerowie chcą posiąść, zależy to, jaki system powinni oni montować w swoich samochodach. Ilość dostępnych funkcji i ilość parametrów, które można odczytać, ograniczone są wyłącznie grubością portfela i fantazją zamawiającego. Firmy z branży monitoringu wykorzystują, najogólniej biorąc, trzy odmienne technologie namierzania.
Znajdę cię przez telefon
Najprostszą metodą odnajdywania pracownika, a zarazem powierzonego mu samochodu, jest określenie pozycji jego telefonu komórkowego. Telefon ma dziś chyba każdy, a służbowy telefon komórkowy każdy, kto intensywnie wykorzystuje go w pracy. Telefonia komórkowa, z uwagi na swoje techniczne uwarunkowania, oparta jest na gęstej sieci nadajników. Aparat telefoniczny zawsze przypisany jest do jednego z nich, o ile tylko jest w zasięgu. Telefon pozostaje również w zasięgu nadajników sąsiednich. Zasięg nadajników to właśnie tak zwana komórka. Kiedy podróżujemy, nasz telefon przełącza się z jednej komórki do drugiej, poszukując najsilniejszego sygnału. Wiedzę o tym, do którego nadajnika telefon ma najbliżej i gdzie znajdują się pozostałe najbliższe maszty telefoniczne, ma system komputerowy sieci telefonii komórkowej. Na tej podstawie operator potrafi podać przybliżoną pozycję aparatu, w mieście z dokładnością do 300 metrów, poza miastem, gdzie nadajników jest mniej, z precyzją około 1-2 km. Stąd już tylko krok do tego, by tą wiedzą podzielić się z właścicielem numerów, na przykład szefem przedsiębiorstwa, które opłaca abonament. Tego typu usługi oferują same sieci GSM, a także kilka firm z branży monitoringu. Pozwalają one stwierdzić, czy handlowiec, który miał być dziś np. w Krakowie, rzeczywiście tam jest, i w jakiej części miasta się znajduje. Nic poza tym.
Satelita plus telefon – w chowanego nie masz szans
Odkąd amerykańska armia udostępniła do użytku cywilnego 24 swoje satelity zawieszone na orbicie, rozpoczął się rozkwit technologii GPS (Global Positioning System). Nagle okazało się, że trafić w najbardziej odległe i nieznane miejsce to żaden problem. Wystarczy mieć odbiornik GPS, określający z dokładnością do 2-3 metrów pozycję w dowolnym punkcie globu, oraz dokładną mapę. A łącząc mapę razem z urządzeniem, otrzymuje się nawigację satelitarną, coraz bardziej popularną i u nas. Wykorzystanie sygnału GPS na potrzeby monitoringu jest o tyle problematyczne, że satelity jedynie wysyłają sygnał, który może być odbierany na ziemi. Nadawać z ziemi do nieba tą samą drogą niestety się nie da. Aby można było zdalnie wykorzystać wiedzę o pozycji samochodu, trzeba ją jeszcze z samochodu przesłać. I tu znów z pomocą przychodzą operatorzy telefonii komórkowej.
Samochód oprócz odbiornika GPS wyposaża się również w minitelefon komórkowy, urządzenie pracujące w standardzie GSM. Pozycja auta jest ustalana przez układ GPS, przekazywana do urządzenia GSM i przesyłana (pakietowy przesył danych GPRS) do centrali firmy zajmującej się monitoringiem. Tam dane o położeniu geograficznym nakładane są na cyfrowe mapy. Wystarczy już tylko zalogować się na odpowiednią stronę internetową, by śledzić samochód, wiedzieć, z jaką prędkością się porusza itp. Do centralki telefonu w samochodzie podpięte mogą być również inne czujniki, na przykład ilości paliwa, otwarcia drzwi, naruszenia linii alarmowej w samochodzie. Łącząc je ze sobą, uzyskuje się kompletną usługę monitoringu. Pracownik, jeżdżąc samochodem z takimi urządzeniami, nie musi nawet wiedzieć, że każdy jego ruch jest pod kontrolą. W sytuacji alarmowej, na przykład kradzieży, samochód namierza się sam i przesyła informacje o swoim położeniu z dużą częstotliwością. Złodziej, nawet jeśli uporał się z alarmem i immobilizerem, nie wie, że jego poczynania są śledzone, a odpowiednie służby działają intensywnie, by zatrzymać go w najbardziej odpowiednim momencie.
Kradzione auto na radio
Trzeci system bywa nazywany monitoringiem pokradzieżowym, ale na takie określenie krzywią się ludzie z branży. – To nie jest monitoring, ale system umożliwiający odnalezienie pojazdu po jego kradzieży. Niczego nie monitorujemy, odnajdujemy sygnał po informacji o kradzieży auta, namierzamy go i wskazujemy miejsce ukrycia samochodu – mówi Tomasz Waligóra z firmy Guard Systems, zajmującej się odnajdywaniem skradzionych aut. W tym wypadku nie korzysta się ani z układów GPS, ani z sygnału telefonii GSM. Firmy stosujące takie zabezpieczenia ufają jedynie falom radiowym, które potrafią przeniknąć nawet ściany podziemnego garażu, czy stalowe dachy budynków, w których ukryto skradzione auto. Sygnał nadawany jest przez montowane w samochodzie urządzenia, które pozostaje „uśpione” do chwili, gdy operator z centrali firmy nie włączy go zdalnie, za pomocą fal radiowych. Podobnie jak zdalnie sterowany samochód. Urządzenie zaczyna wysyłać sygnał, który jest namierzany przez mobilne ekipy z odbiornikami.
Poszukiwanie przypomina namierzanie nielegalnej radiostacji. Im sygnał jest silniejszy, tym bliżej poszukiwanego samochodu, a krąg poszukiwań ciaśniejszy. Firmy z branży chwalą się ponad 90-procentową skutecznością odzyskiwania pojazdów, a auta są odnajdywane z dokładnością co do metra. W Polsce działa już kilkanaście firm oferujących usługi monitoringu pojazdów (łodzi, maszyn budowlanych), które korzystają z technologii GPS/GSM. Chcąc zabezpieczyć swój samochód systemem radiowym, masz do dyspozycji, jak na razie, dwie oferty. Co wybrać? Zależy, jakie są potrzeby Twojej firmy.
Maciek Szczepaniak




























































