zysków spadnie, a to już powinno zmieniać trend na rynku akcji. Takie dywagacje nie liczą się jednak pod koniec kwartału, kiedy funduszom bardzo zależy na wysokich kursach akcji. W tym celu robią wszystko, żeby rynek rósł. Z pozoru dziwne było zachowanie rynku obligacji i walutowego, ale tylko z pozoru. Rentowność obligacji nadal rosła, bo aukcja obligacji 5-letnich nie przebiegła tak dobrze, jak oczekiwał tego rynek. Wychodzące z obligacji kapitały najwyraźniej kierowały się na rynek akcji. Wydawało się, że jeśli rośnie rentowność obligacji to dolar będzie zyskiwał, ale tak się nie stało. Dolar lekko tracił. Pewnie dlatego, że na rynku pojawiała się obawa, iż skoro nie ma odpowiedniego popytu na obligacje to znaczy, że mniejszy będzie też popyt na dolara. Na rynku akcji najbardziej aktywną spółką był Sun Microsystems, na temat którego analityk z Morgan Stanley opublikował bardzo pozytywną opinię. Z kolei analitycy z Cowen podnieśli rekomendację dla całego sektora
producentów urządzeń łączności bezprzewodowej z Qualcomm i Motorolą na czele. Merrill Lynch podniósł rekomendację dla 3M, a Standard & Poor's poinformował, że Boston Properties i Kimco Realty (spółki zajmujące się rynkiem nieruchomości) wejdą niedługo do indeksu S&P 500. Jak widać analitycy dwoili się i troili, żeby tylko odwrócić wczorajszy trend. Poza tym mocno rósł kurs Google przed piątkowym wejściem tej firmy do indeksu S&P 500 i po informacji mówiącej, że zyskała 6 pkt. procentowe udziału w rynku (ilość zapytań). Mocno rósł również kurs Apple po zapowiedzi wprowadzenia nowego oprogramowania do odtwarzacza iPod.
Gracze starali się lokować pieniądze w spółki TMT, czyli te, które najbardziej zyskają na ożywieniu gospodarczym. Pomagał również wzrost cen ropy - dane o tygodniowej zmianie zapasów paliw w USA pokazały, że zapasy paliw spadły najwięcej od 2003 r. Szeroki rynek to zlekceważył, ale sektor paliwowy zyskiwał. Indeksy wzrosły i nie było to tylko odbicie po wtorkowym spadku. Widać, że gracze są niezdecydowani. Czekamy na zakończenie kwartału i dopiero wtedy zobaczymy, jaki jest prawdziwy stan rynku.
Publikowane dziś raport o wzroście PKB w czwartym kwartale i o deflatorze (miernik inflacji) w tym samym okresie zazwyczaj bardzo mocno wpływają na rynki, ale tym razem są to dane ostateczne po dwóch weryfikacjach i wydaje się nieprawdopodobne, żeby się wyraźnie różniły od prognoz. Poza tym to są już dane bardzo historyczne - kończy się przecież pierwszy kwartał nowego roku. Z tego też powodu nie widzę możliwości, żeby te raporty miały wpływ na rynki. Być może jakiś wpływ wywrze publikacja raportu o tygodniowej zmianie ilości nowo rejestrowanych bezrobotnych. Im większe bezrobocie tym gorzej dla dolara, ale wcale niekoniecznie dla akcji (spadają rynkowe stopy procentowe).
Kurs EUR/USD zanegował formację podwójnego dna, która okazała się być pułapką. Teraz jednak nie może się zdecydować. Jeśli pokona wsparcie na poziomie 1,1950, to ruszy ku 1,1850. Opór jest na 1,2081.
Źródło:Informacja prasowa




























































