Środowa, dwuprocentowa przecena amerykańskich akcji okazała się jedynie „wypadkiem” przy pracy. W poniedziałek nowojorskie indeksy podążały po ścieżce prowadzącej z powrotem na historyczne szczyty. W cenie były zwłaszcza spółki zbrojeniowe i technologiczne.


Gdy w środę Nasdaq spadł o ponad 2,5%, a S&P500 i Dow Jones po blisko 2%, wielu zastanawiało się, czy to nie jest początek z dawna oczekiwanej korekty. Była to tak właściwie dopiero trzecia „porządnie spadkowa” sesja na Wall Street od dnia po brytyjskim referendum w czerwcu 2016. Nadzieje niedźwiedzi były chyba jednak przedwczesne.
Po raz kolejny okazało się, że jedną z lepszych strategii w tej hossie jest „kupowanie dołka” (ang. BTFD). Kupowanie akcji po choćby drobnym cofnięciu znów dało zarobić. Poniedziałek przyniósł trzecią z rzędu wzrostową serię na nowojorskich parkietach, wynosząc trzy główne indeksy w pobliże niedawnych rekordów wszech czasów.
Dow Jones poszedł w górę o 0,43%, na zamknięciu osiągając wartość 20.894,83 pkt. Indeks S&P500 zyskał 0,52%, finiszując z wynikiem 2.394,02 pkt. Nasdaq Composite po zwyżce o 0,82% znalazł się na wysokości 6.133,62 pkt.

Silnym punktem rynku były akcje producentów uzbrojenia. Notowania General Dynamics, Raytheon i Lockheed Martin w trakcie sesji ustanowiły historyczne rekordy. I nic dziwnego, skoro prezydent Trump załatwił im w Arabii Saudyjskiej kontrakty na sumę 110 miliardów dolarów.
Jeszcze większy wpływ na indeksy miały spółki technologiczne wagi superciężkiej: akcje Amazona i Microsoftu podrożały po ok. 1%. Solidne 0,6% zyskały także walory Apple'a. To wsytarczyło, aby Nasdaq wzrósł o przeszło 0,8%.
Krzysztof Kolany
































































