W poniedziałek upadł bank inwestycyjny Lehman Brothers, a we wtorek AIG został faktycznie znacjonalizowany – jeszcze kilka tygodni temu takie doniesienia uznano by za mało śmieszny żart. Dzisiaj rynek zastanawia się, ile jeszcze ofiar będzie trzeba ponieść, aby wreszcie zakończyć kryzys finansowy.
Gazeta „New York Post” donosi, że federalny nadzór finansowy już organizuje akcję ratunkową dla banku Washington Mutual, który był jednym z większych graczy na rynku kredytów hipotecznych i teraz gorączkowo poszukuje kapitału na pokrycie gigantycznych strat. Ponoć w rozmowach o kupnie Wa-Mu uczestniczą przedstawiciele Wells Fargo, JP Morgan, HSBC oraz kilku innych banków.
Nastroje w branży finansowej tylko w niewielkim stopniu poprawiła informacja, że brytyjski bank Barclays za 1,75 mld dolarów kupi północnoamerykański dział bankowości inwestycyjnej Lehman Brothers.
„Strach przed ryzykiem systemowym powoli maleje, ale to nie zmienia faktu, że malejące wydatki konsumentów mogą doprowadzić do nagłego spowolnienia gospodarczego” – powiedział agencji Reuters Yann Lepape, główny ekonomista w paryskim Oddo Securities.
Dość nerwowo jest na europejskich giełdach, gdzie indeksy z trudem utrzymują niewielkie wzrosty. Notowania kontraktów terminowych na S&P500 i Nasdaq100 oscylują wokół poziomów z wczorajszego zamknięcia.
Inwestorzy z pewnym niepokojem obserwują też zmianę polityki Rezerwy Federalnej, która wczoraj nie usłuchała ich błagań i nie obniżyła stóp procentowych. Wydaje się, że Fed nie będzie ratował już każdej zagrożonej firmy (jak choćby Lehman Brothers) i nie podporządkuje polityki monetarnej żądaniom Wall Street.
Niespodzianką pozostaje też reakcja rynku na publikowane przed sesją dane z budownictwa mieszkaniowego. W ostatnich miesiącach inwestorzy zazwyczaj lekceważyli złe wiadomości napływające z tego sektora. Jednak w obecnej sytuacji ewentualne rozczarowanie może mieć dużo poważniejsze konsekwencje.
K.K.





























































