REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

W sporcie ryzyko, na drodze rozwaga

2010-06-22 11:09
publikacja
2010-06-22 11:09

Krzysztof Hołowczyc lubi rajdy trudne technicznie. Jego marzeniem jest zwycięstwo w tym najtrudniejszym – Rajdzie Dakar. W sporcie lubi ryzyko, jest zwolennikiem walki do końca, do ostatniego metra. Apeluje jednak, abyśmy na drogach jeździli ostrożnie, z rozwagą

Gratulujemy zwycięstwa w rajdzie Baja Rosja. Wiem, że przed chwilą wrócił Pan zza naszej wschodniej granicy. Jak się jeździło na śniegu i lodzie?

Miałem ogromne szczęście, gdyż podobne warunki do tych, które zastałem tam na miejscu, mieliśmy także w Polsce. Podczas poprzednich sezonów nie było możliwości, aby wjechać na zamarznięte jezioro, a teraz udało mi się potrenować na lodzie. Powiem szczerze – byłem całkiem nieźle przygotowany.



Poszło więc gładko?

Tak dobrze to nie było! Konkurencja w tym rajdzie jest silna. Od ośmiu lat nikt nie odebrał Rosjanom zwycięstwa. Nikt dotychczas nie miał szans na lodzie, nie mógł doścignąć rosyjskich mistrzów – specjalistów od takich terenów. Aż do tej pory...

Tym bardziej więc gratulacje się należą! Podobno tak naprawdę uprawia Pan dwie różne dyscypliny sportu. Jedną są rajdy samochodowe, a drugą Rajd Dakar? Czy to prawda, że Dakar to zupełnie inna bajka?

Rzeczywiście. Jeśli wziąć pod uwagę styl jazdy, technikę, strategię, taktykę, to udziału w Rajdzie Dakar nie da się porównać do żadnej innej imprezy. Na Dakarze musiałem wszystkiego uczyć się od nowa. Może to brzmi śmiesznie w ustach doświadczonego kierowcy, ale taka właśnie jest prawda. Myślę, że w życiu już tak jest – człowiek zawsze może się czegoś nauczyć.

Wakacje na giełdzie

Czy myśli Pan już o starcie w następnym Dakarze? Mamy nadzieję, że nie zamierza Pan rezygnować ze startów w tej imprezie.

Dakar jest moim największym wyzwaniem. Mam świadomość, że jest to najtrudniejszy rajd świata. Jednak, jak już się było na piątym miejscu, to czas, aby wjechać na podium lub walczyć o zwycięstwo. Wiem, że w Polsce nie artykułuje się w ten sposób swoich pragnień. Jednak ja śmiało mówię: chciałbym wygrać! Taką mam konstrukcję. Takim jestem sportowcem, który chce walczyć o najwyższą stawkę.

Samochód Pana marzeń. Jak powinien wyglądać i co specjalnego w sobie mieć?

W kategorii samochodów sportowych, rajdowych wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Wciąż pojawiają się nowe pomysły. To są bardzo nowoczesne technologie, wciąż ulepszane. Chciałbym mieć najnowszy, najświeższy samochód. Ten, który dosłownie przed chwilą został wymyślony.

Na co dzień mam to szczęście, że poruszam się różnymi autami. Bardzo lubię szybkie, sportowe samochody, które się fajnie przemieszczają. Ale ważne jest, aby podróż odbywała się komfortowo. Tak jak w np. w Porsche Carrera, w którym bardzo dobrze się czuję. Oczywiście, jeśli jest śnieg, na drodze ślisko – dużo fajniej poruszać się terenówką. Człowiek się nie martwi o warunki pogodowe czy nawet o korki, które w takim samochodzie można ominąć, jadąc polami.



Czy nie sądzi Pan, że organizatorzy imprez sportowych, chcąc przyciągnąć widzów, coraz częściej stawiają przed zawodnikami zbyt ekstremalne wyzwania? Niedawno mogliśmy to obserwować na Igrzyskach Olimpijskich, kiedy alpejki podczas zjazdu walczyły, żeby nie wypaść z trasy i nie połamać sobie nóg, a wcześniej na niektórych odcinkach Rajdu Dakar, kiedy motocykliści ulegali wypadkom, a stopień trudności wielu przejazdów przekraczał wszelkie wyobrażenia.

Moim zdaniem zawodnik powinien startować wszędzie tam, gdzie może coś osiągnąć. Powinien być maksymalnie przygotowany. Dla wszystkich trasa jest taka sama, wszyscy mają takie same możliwości na starcie. Potem trasa weryfikuje umiejętności. W przypadku, gdy niewiele załóg dojeżdża do mety, to organizator powinien się zorientować, że przesadził. Nie chciałbym się bawić w ocenę organizacji. Dla mnie im trudniej, tym lepiej.

Nie przyłącza się Pan więc do głosów niektórych sportowców, którzy – często po przegranej rywalizacji – winą za swoje niepowodzenie obarczają organizatorów sportowych imprez. Mówią, że ryzyko było zbyt duże.

Zdecydowanie jestem zwolennikiem walki do końca, do ostatniego metra. Czasem warto zaryzykować, szczególnie w sporcie. To jest wpisane w konkurencję. Gdzieś oczywiście są granice, które wyznacza zdrowie czy życie. W sporcie jesteśmy bardzo blisko tych granic. Sam mogłem się o tym przekonać, gdy złamałem kręgosłup. Wyglądało to bardzo źle, były obawy, że nigdy nie wrócę do rajdów. Ale wiara i chęć walki czynią cuda, można robić rzeczy, które dla przeciętnego człowieka, który nie jest sportowcem, są nie do zrealizowania. Trzy czy cztery miesiące po złamaniu kręgosłupa byłem gotowy do następnego startu. Dla wielu specjalistów była to czysta abstrakcja.

A co z bezpieczeństwem na co dzień, na polskich drogach? Jakimi kierowcami jesteśmy?

Mój tata zawsze mi powtarza: „Wolę, jak jesteś na rajdzie, bo jak jedziesz po polskich drogach, nigdy nie wiadomo, co może cię spotkać”. Mimo tego, że przebudowujemy drogi, mamy coraz lepsze, bezpieczniejsze samochody, to liczba wypadów jest nadal bardzo duża. Za duża. Jestem przekonany, że powinniśmy wszyscy mieć świadomość, że na polskich drogach nie jest bezpiecznie, nie możemy się czuć pewnie. Podczas jazdy potrzebna jest duża koncentracja, kontrola. Wtedy mamy szansę, że nie popełnimy błędu, że ktoś nas nie „zestrzeli” gdzieś z boku.

A może jakaś rada co do stylu jazdy?

Jedźmy spokojnie i nie przeceniajmy siebie. Ciągle się mówi, że jesteśmy niedoszkoleni i to jest prawda. Miejmy świadomość własnych umiejętności i ograniczeń.

rozmawiała: Anna Zawadzka
foto: www.holek.pl

Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki