REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

W sondażach wzrosło poparcie dla niepodległości Szkocji

2014-09-16 23:07
publikacja
2014-09-16 23:07
W sondażach wzrosło poparcie dla niepodległości Szkocji
W sondażach wzrosło poparcie dla niepodległości Szkocji
/ EastNews

Poparcie dla niepodległości Szkocji wśród tamtejszych wyborców wzrosło do 48 proc., ale wciąż zwolennicy utrzymania więzi państwowej z Wielką Brytanią mają przewagę - głoszą opublikowane we wtorek wyniki dwóch sondaży.

Źródło: EastNews

Poparcie dla pozostania w Wielkiej Brytanii wynosi 52 proc. - wynika z sondaży, przeprowadzonych na zlecenie dzienników "Scotsman" i "Daily Telegraph". Referendum w sprawie przyznania Szkocji niepodległości odbędzie się w najbliższy czwartek.

Jak poinformował "Scotsman", przy uwzględnieniu 14 proc. niezdecydowanych, za niepodległością Szkocji opowiada się 41 proc. respondentów jego sondażu, a przeciw - 45 proc.

Wakacje na giełdzie

W poprzednich sondażach obu gazet - "Daily Telegraph" z ostatniego weekendu i "Scotsman" z ubiegłego miesiąca - poparcie dla utrzymania Szkocji w Zjednoczonym Królestwie wyniosło odpowiednio 53 proc. i 55 proc.

Czy niepodległa Szkocja będzie mogła pozostać w UE?

Niepodległa Szkocja nie pozostałaby częścią UE i musiałaby wystąpić z wnioskiem o przyjęcie do Wspólnoty - na takim stanowisku stoi Komisja Europejska. Szkocki rząd uważa zaś, że wystarczyłaby tylko zmiana traktatów, aby Szkocja zachowała członkostwo w Unii.

Szkocki rząd od dawna przekonuje, że jedną z korzyści, związanych z niepodległością będzie to, iż Szkocja stanie się samodzielnym członkiem Unii Europejskiej, gdzie niezależny rząd będzie wreszcie mógł bronić szkockich interesów. Pierwszy minister Szkocji i lider nacjonalistycznej partii SNP Alex Salmond ogłosił kilka miesięcy temu, że gdy tylko Szkoci opowiedzą się w referendum za niepodległością, jego rząd przystąpi do negocjacji z UE na temat warunków członkostwa, tak by z chwilą uzyskania niepodległości od Zjednoczonego Królestwa w marcu 2016 r. Szkocja była już członkiem UE.


Problem pozostania Szkocji w UE może okazać się jednak bardziej skomplikowany, niż uważają zwolennicy niepodległości. Komisja Europejska - która wprawdzie podkreśla, że nie ingeruje w demokratyczne decyzje Szkotów - uważa, że po uzyskaniu niepodległości Szkocja stanie się "państwem trzecim" i musiałaby wystąpić z wnioskiem o członkostwo w UE.

"UE jest oparta na traktatach, mających zastosowanie tylko do krajów członkowskich, które je uzgodniły i ratyfikowały. Jeśli część terytorium jednego kraju członkowskiego przestanie być częścią tego kraju, bo stanie się nowym państwem niepodległym, traktaty nie będą mieć zastosowania do tego terytorium" - napisał już w 2012 r. szef Komisji Europejskiej Jose Barroso w liście do brytyjskiej Izby Lordów, która zwróciła się do KE o wyjaśnienie tej kwestii.

"Innymi słowy, nowe państwo niepodległe (...) stałoby się krajem trzecim" - dodał. Barroso dodaje też, że zgodnie z artykułem 49 unijnych traktatów, każde państwo europejskie spełniające określone kryteria może ubiegać się o członkostwo w UE. Taki wniosek najpierw wymaga jednomyślnej akceptacji krajów członkowskich, a potem negocjacji nad traktatem akcesyjnym, który musi zostać ratyfikowany przez wszystkie kraje Unii.

Negocjacje akcesyjne mogą potrwać co najmniej kilka lat. "Przystąpienie niepodległej Szkocji do UE może być dużo bardziej skomplikowane i zająć więcej czasu, niż wyobraża sobie SNP" - ocenia dyrektor londyńskiego think-tanku Centre for European Reform Charles Grant. "Technicznie będzie bardzo trudne, choć raczej nie niemożliwe, aby zapewnić, by w okresie pomiędzy opuszczeniem przez Szkocję Zjednoczonego Królestwa a przystąpieniem do UE szkoccy obywatele i firmy nie stracili płynących z członkostwa w Unii korzyści" - ocenił Grant w opublikowanym w miniony piątek komentarzu. Dodaje, że w wyniku negocjacji Szkocja może zostać też zobowiązana do przyjęcia euro.

Londyn zechce "ukarać" Szkotów?

Zdaniem komentatorów można też oczekiwać, że niektórzy członkowie Unii byliby niechętni przyjęciu nowego państwa, które dokonało secesji. Być może Londyn zechce "ukarać" Szkotów, blokując negocjacje. Podobnie zachować się może rząd w Madrycie, który obawia się secesji Katalonii. "Hiszpania nie będzie się śpieszyć, aby przykład Szkocji nie był dowodem na to, że niepodległość można uzyskać łatwo i szybko" - ocenia Grant.

Kilka miesięcy temu również Barroso przyznał w wywiadzie dla BBC, że "niezwykle trudne, jeśli nie niemożliwe" byłoby uzyskanie zgody wszystkich państw członkowskich na przyjęcie nowego kraju, który wywodzi się z państwa będącego już w Unii.


W czwartek referendum niepodległościowe, wynik w piątek rano

W czwartek referendum niepodległościowe, wynik w piątek rano

W czwartek, 18 września mieszkańcy Szkocji zdecydują w referendum, czy ma ona stać się niepodległym państwem, czy też pozostać w Zjednoczonym Królestwie. Wynik referendum zostanie ogłoszony prawdopodobnie w piątek, 19 września, wczesnym rankiem.

  • Lokale wyborcze będą czynne w godzinach 7-22 czasu lokalnego (8-23 czasu polskiego).
  • Stacje telewizyjne i ośrodki badania opinii publicznej zapowiedziały, że nie będzie sondaży exit poll.
  • Do udziału w referendum zarejestrowało się 97 proc. z prawie 4,4 miliona uprawnionych do głosowania w wieku od 16 lat. Oczekuje się bardzo wysokiej frekwencji - do 93 proc.
  • Głosy oddane w każdym z 32 okręgów wyborczych będą liczone natychmiast po zamknięciu lokali wyborczych i przekazywane do sprawdzenia w Edynburgu.
  • Głosy z odległych wysp będą transportowane do stolicy statkami i śmigłowcami.
  • Rezultat referendum w poszczególnych okręgach wyborczych będzie podawany do wiadomości zaraz po przeliczeniu oddanych tam głosów. Oczekuje się, że wynik szkockiego referendum zostanie ogłoszony w piątek wczesnym rankiem.

Jednak zwolennicy niepodległości Szkocji, wspierani przez niektórych ekspertów, uważają, że mylą się ci, którzy chcieliby ustawić niepodległą Szkocję w zwykłej kolejce kandydatów do UE. Jak argumentują secesjoniści, w unijnych traktatach jest furtka, przez którą terytorium, będące częścią UE od 40 lat, może płynnie przejść do uzyskania niezależnego członkostwa we Wspólnocie. Próba pozbawienia ponad 5-milionowej Szkocji tego prawa byłaby sprzeczna z interesami całej UE i każdego kraju członkowskiego z osobna - twierdzą.

Tą furtką miałby być artykuł 48 Traktatu UE, dotyczący wprowadzania zmian traktatowych. Zmiany, potwierdzające, że unijny traktat obejmuje niepodległą Szkocję, powinien zainicjować kraj członkowski, Komisja Europejska bądź Parlament Europejski, a jej wprowadzenie wymagałoby zwołania konwentu europejskiego bądź konferencji międzyrządowej oraz ratyfikacji przez wszystkie kraje członkowskie.

Wykluczenie Szkocji z UE to "pęknięcie w jednolitym rynku"

Profesor prawa europejskiego na Uniwersytecie w Oxfordzie Sionaidh Douglas-Scott uważa, że prawo unijne umożliwia poszukiwanie pragmatycznych rozwiązań w sprawach, na które nie daje jednoznacznej odpowiedzi, jak kwestia członkostwa nowego państwa, powstającego w drodze secesji od dotychczasowego członka UE. Wskazuje on w opracowaniu, opublikowanym w lipcu, że również w przypadku zjednoczenia Niemiec w 1990 r. unijne instytucje szybko znalazły pragmatyczną odpowiedź, umożliwiając "wewnętrzne rozszerzenie" Wspólnoty na terytorium dawnego NRD, bez wdawania się w skomplikowane procedury akcesyjne. Podobne wewnętrzne rozszerzenie można by zastosować także wobec Szkocji - ocenia ekspert. Jego zdaniem negocjacje warunków takiego rozszerzenia powinny rozpocząć się natychmiast po referendum niepodległościowym (jeśli wynik będzie na "tak"), aby zakończyć je w ciągu 18 miesięcy.

Ekspert argumentuje, że wykluczenie Szkocji z UE oznaczałoby "pęknięcie w jednolitym rynku", ignorowałoby nabyte prawa oraz zobowiązanie UE do działania w dobrej wierze, jak również prawa mieszkańców tego kraju wynikające z obywatelstwa UE. "Byłoby to trudne do pogodzenia z wartościami i normami, wynikającymi z ogólnych zasad i ducha Traktatu" - ocenił Douglas-Scott.

Co czeka Szkocję po ogłoszeniu niepodległości? Czytaj na następnej stronie

Walutowy bałagan, ucieczka inwestorów oraz zadłużenie publiczne - to zdaniem eksperta Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej Michaela Dembińskiego największe problemy, z jakimi przyjdzie się zmierzyć niepodległej Szkocji, jeżeli w czwartkowym referendum zdecyduje o niepodległości. 

Źródło: EastNewsPrzyszłość Szkocji w rękach Szkotów - hasło zwolenników secesji
 

Zdaniem Dembińskiego, ewentualne oderwanie się Szkocji od Zjednoczonego Królestwa może mieć daleko idące konsekwencje dla gospodarki, waluty, przemysłu oraz sektora bankowego, o czym świadczyć mogą zeszłotygodniowe wyprzedaże akcji i funta brytyjskiego przez inwestorów.

"Jeżeli Szkocja dokona secesji to nie będzie mogła zachować funta brytyjskiego, co zapowiedział w ostatnich dniach Bank Anglii. Wobec tego Szkocja będzie zmuszona do przyjęcia własnej waluty, co odbije się przede wszystkim na kieszeni eksporterów i importerów" - powiedział PAP ekspert BPCC (British-Polish Chamber of Commerce).

Bałagan walutowy

Jak podkreślił, doprowadzi to wówczas do "bałaganu walutowego" na wyspach, bowiem ok. 80 proc. eksportu szkockiego idzie do Anglii; a Szkocja jest największym importerem towarów i usług w całym Zjednoczonym Królestwie.

Dodał, że co prawda zwolennicy odłączenia się od Wielkiej Brytanii chcieliby nadal korzystać z zalet brytyjskiej unii walutowej, jednak władze w Londynie twierdzą, że nie będzie to takie proste. Bank Anglii zapowiada, że będzie nalegał na większą dyscyplinę budżetową przyszłego niepodległego rządu Szkocji.

Referendum działa na szkodę funta

Zdaniem Dembińskiego, negatywne skutki referendum szkockiego na rynku walutowym można było już zaobserwować w minionym tygodniu, kiedy w jednym z sondaży zwolenników secesji było więcej niż unionistów.

"Był to najsłabszy tydzień dla funta w stosunku do dolara amerykańskiego w ciągu ostatniego roku. O tym, że niepewność wobec wyniku referendum i przyszłości Wielkiej Brytanii nie służy funtowi widać było także w Polsce, gdzie funt brytyjski wobec złotówki stracił z dnia na dzień 13 gr." - powiedział ekspert.

Jak podzielą brytyjski dług?

Jak zaznaczył, kolejną ważną kwestią jest poziom brytyjskiego zadłużenia, które w kontekście ewentualnej secesji będzie musiało zostać w jakiś sposób podzielone.

"Debata na temat zadłużenia staje się w kontekście oderwania Szkocji od korony dosyć istotna. Rząd brytyjski, aby uspokoić rynki finansowe zapowiedział, że będzie honorował wszystkie długi, w tym także te ze Szkocji, a to oznacza, że niepodległa Szkocja będzie winna Anglii, według różnych szacunków, ponad 130 mld funtów, co stanowi ok. 10 proc. długu publicznego. Pytanie, czy nowo powstałe państwo będzie wypłacalne i jak bardzo wpłynie to na jego gospodarkę" - mówił Dembiński.

Ponadto - jak ocenił - oderwanie się Szkocji od Korony może sparaliżować działalność dużych instytucji finansowych, których przedstawiciele jak np. Royal Bank of Scotland zapowiedzieli, że przeniosą swoje siedziby z Edynburga do Londynu. Jak dodał, przeniesienie siedzib wielu banków i instytucji może nieść za sobą bardzo duże koszty, bowiem sektor bankowy w Szkocji jest blisko dwunastokrotnie większy niż szkocka gospodarka.

Inwestorzy wstrzymają wydobycie ropy?

Innym - według Dembińskiego - istotnym elementem wyjścia Szkocji z Wielkiej Brytanii są złoża brytyjskiej ropy naftowej, której ok. 90 proc. znajduje się na terytorium Szkocji. Jak zaznaczył, w przypadku ogłoszenia niepodległości inwestorzy, którzy są właścicielami tych złóż mogliby zdecydować się o wycofaniu i zawieszeniu wydobycia, co odbiłoby się negatywnie na całym Zjednoczonym Królestwie.

Kolejnym problemem, z jakim musiałaby zmierzyć się szkocka gospodarka to członkostwo w Unii Europejskiej. Nowa niepodległa Szkocja prawdopodobnie musiałaby przejść całą drogę integracyjną z UE, co potrwałoby z pewnością kilka lat.

"Istotny sygnał wysłał Europejski Bank Centralny, który dał do zrozumienia, że patrzy na niepodległą Szkocję, jak niedawno jeszcze na Grecję. Nacjonaliści bowiem obiecali znaczne obniżenie podatków, nie mówiąc jednak, z czego nowy rząd sfinansuje choćby system służby zdrowia, czy edukacji" - powiedział Dembiński.

Eksperci: oderwanie Szkocji zagrożeniem dla bezpieczeństwa Wielkiej Brytanii i Europy. Czytaj na następnej stronie

Ogłoszenie w wyniku referendum przez Szkocję niepodległości zmieni zarówno bezpieczeństwo Wielkiej Brytanii, jak i architekturę bezpieczeństwa w całej Europie - uważają eksperci, analizujący dla PAP sytuację energetyczną i militarną Zjednoczonego Królestwa.

Źródło: EastNewsCo niepodległość Szkocji oznacza dla Europy?

W ocenie eksperta ds. bezpieczeństwa wojskowego Jakuba Palowskiego, ogłoszenie przez Szkocję niepodległości bardzo poważne osłabi brytyjskie siły zbrojne, jak również doprowadzi do obniżenia potencjału przemysłu obronnego Zjednoczonego Królestwa. Jak podkreślił, świadczą o tym m.in. zapowiedzi szkockich nacjonalistów, którzy w kampanii referendalnej zapowiedzieli, że po oderwaniu Szkocji od Londynu będą dążyć do wydzielenia szkockich sił zbrojnych.

Ponadto - jak zaznaczył ekspert - oderwanie się Szkocji przełoży się także na znaczące obniżenie wpływów do budżetu centralnego Wielkiej Brytanii, w tym na kondycję ministerstwa obrony, co w konsekwencji może doprowadzić do kolejnych redukcji strukturalnych w brytyjskiej armii.

Miliardowe wydatki na relokację wojsk

"Wielka Brytania jest zarówno członkiem NATO, UE, jak również jest mocarstwem nuklearnym. Tak poważne zmiany, jakie pociągnie ze sobą niepodległość Szkocji zmieni znacząco zarówno bezpieczeństwo Wielkiej Brytanii, jak i architekturę bezpieczeństwa w całej Europie" - powiedział Palowski.

Jego zdaniem, skutki szkockiej secesji najbardziej ze wszystkich rodzajów brytyjskich sił zbrojnych dotknęłyby Royal Navy, bowiem to w północnej Szkocji znajdują się najważniejsze bazy brytyjskiej marynarki oraz przemysł okrętowy. Szkoccy nacjonaliści niejednokrotnie zapowiadali w kampanii referendalnej, że będą domagali się przeniesienia w krótkim czasie wszystkich brytyjskich baz wojskowych.

"Brytyjskie siły morskie mają na północy kraju bardzo ważną bazę Clyde w Faslane, gdzie stacjonują niemal wszystkie brytyjskie atomowe okręty podwodne, przenoszące rakiety międzykontynentalne. Tam swoje miejsce mają też nowe szturmowe atomowe okręty podwodne. Te okręty są w zasadzie jedynym elementem potencjału odstraszania nuklearnego Wielkiej Brytanii" - powiedział ekspert.

Palowski zaznaczył także, że ewentualna zmiana miejsca stacjonowania brytyjskiej floty oznaczałaby wielomiliardowe wydatki m.in. na budowę nowej infrastruktury, co - jak ocenił - mocno osłabiłoby budżet brytyjskiej armii.

Jak dodał, równie dotkliwa dla rządu w Londynie byłaby strata stoczni w Glasgow i Rosyth, gdzie koncentruje się cały brytyjski potencjał w zakresie budowy okrętów. To rząd Davida Camerona zdecydował jesienią ubiegłego roku o zamknięciu historycznej stoczni w Portsmouth, która była główną bazą Royal Navy i przeniesienie jej i całej produkcji do Szkocji.

Koniec z dotacjami

Z kolei ekspert ds. bezpieczeństwa energetycznego Piotr Maciążek ocenił w rozmowie z PAP, że negatywne skutki oderwania się Szkocji od Zjednoczonego Królestwa odczują zarówno Edynburg jak i Londyn. Choć - jak dodał - bardziej odczuć je mogą sami Szkoci i ich gospodarka.

"Rozwód po stronie szkockiej będzie wyglądał zdecydowanie gorzej dlatego, że w tej chwili nie tylko infrastruktura wydobywcza ropy naftowej i gazu na Morzu Północnym, ale też źródła energii odnawialnej podlegają wysokiemu subsydiowaniu ze strony rządu centralnego. Można więc zatem spodziewać się, że przyszła niepodległa Szkocja bardzo drastycznie będzie musiała swój budżet konstruować po kątem wyrównywania tych dopłat, bowiem złoża na Morzu Północnym starzeją się i konieczne są duże inwestycje w nowe platformy i projekty" - powiedział Maciążek.

Jak podkreślił, oderwanie się Szkocji będzie skutkować także podjęciem decyzji przez Londyn o imporcie ropy naftowej, bowiem ok. 90 proc. brytyjskich złóż tego surowca znajduje się na terenie Szkocji.

"Pytanie oczywiście brzmi, z jakiego kierunku ten import będzie się odbywał? Z uwagi na bardzo dobre relacje brytyjsko-amerykańskie będzie raczej nacisk na to, żeby ten surowiec importować ze Stanów Zjednoczonych, choć patrząc na pragmatyzm Anglików surowiec rosyjski również mógłby być importowany" - uważa ekspert.

Referendum będzie początkiem końca Unii? Czytaj na następnej stronie

Każde państwo wcześniej czy później się rozpadnie; wynik referendum w Szkocji może oznaczać koniec ponad 300-letniej unii brytyjskiej, ale może też dać impuls do reformy państwa - mówi w rozmowie z PAP historyk prof. Norman Davies.

Źródło: EastNewsHasła przeciwników secesji

"Oczywiście zagrożona jest unia brytyjska między królestwem Szkocji, dawnym królestwem Anglii i Walii, i Irlandii Północnej. Jeśli Szkoci zagłosują na +tak+ w referendum, to już nie będzie Wielkiej Brytanii, która zbudowała największe imperium w historii świata, więc to byłaby ogromna zmiana" - powiedział prof. Davies.

"W ostatniej swojej książce +Zaginione królestwa+ pisałem, że każde państwo wcześniej czy później rozpadnie się. To jest kwestia czasu, nic nie jest wieczne. Już dwadzieścia lat temu czułem, że Zjednoczone Królestwo jest zagrożone. To jest moim zdaniem naturalne - tak jak w życiu ludzkim jednostki rodzą się, żyją i potem umierają. Państwa polityczne mają podobny rytm, tylko oczywiście nieco dłuższy" - zaznaczył.

Historyk podkreślił, że tożsamość brytyjska jest wielowarstwowa. "Można być Szkotem i Brytyjczykiem jednocześnie, Walijczykiem i Brytyjczykiem itd. Ale widać - niezależnie od tego chcemy czy nie chcemy - że ta warstwa brytyjska jest słabsza, niż kiedyś" - powiedział prof. Davies.

Referendum sygnałem do rozpadu królestwa - albo odwrotnie

Według niego wynik referendum może dać sygnał do rozpadu Królestwa, ale może też być odwrotnie - może dać impuls do jego reformy, co - w jego opinii - jest bardzo, bardzo potrzebne. "Mamy ten problem, że Londyn jest bogaty, dynamiczny, ogromny. Niejako wysysa zasoby Wysp. Szkocja próbuje (coś zrobić) przeciw temu, ale i w Anglii ludzie mają podobne poczucie" - mówił. "Zobaczymy albo będzie rozpad i potem jakieś nowe połączenie - bo oczywiście Szkocja z Anglią zawsze będą sąsiadami - albo będzie reforma państwa" - ocenił.

Historyk - jak zaznaczył - jest tu optymistą. "Tak czy inaczej jakieś rozwiązanie się znajdzie. Dopóki istnieje Unia Europejska, każdy naród większy czy mniejszy ma w niej swoje miejsce" - dodał.

Jego zdaniem "rozpad osłabi potencjał wojskowy, militarny Królestwa, ale niekoniecznie osłabi dobrobyt mieszkańców". "Chcieć mieszkać w osobnym państwie nie oznacza być wrogiem. Ci, którzy chcą secesji, chcą być dobrymi sąsiadami narodu angielskiego" - dodał.

Zastrzegł, że sam nie opowiada się po żadnej ze stron. "Ja nie mam głosu, ja jestem historykiem. Que sera, sera. Ale nie widzę tu katastrofy, nie jestem imperialistą" - dodał.

Prof. Davies ma - jak powiedział - "sympatię dla tych Szkotów, którzy czują, że pod jednym dachem (z pozostałymi Brytyjczykami) mieszkali już wystarczająco długo". "Tak czy inaczej, (Szkoci) dobrze robią, będą mieli lepiej - obojętnie, jaki będzie wynik referendum" - powiedział.

Według niego Polacy powinni rozumieć, co się dzieje "w głowach Szkotów". "Oni chcą mieć swoje państwo, być panami swojego kraju" - dodał. I choć tradycje powstańcze Szkocji to już historia bardzo dawna, to psychologiczna sytuacja jest "trochę podobna".

"Szkoci mają swoją historię, odrębną narrację historyczną, własną kulturę, literaturę, nie tylko język, ale języki. Czują się sobą, to jest podstawa" - mówił.

"Nikt nie wie dokładnie, jaki będzie np. efekt gospodarczy (ewentualnej secesji). +Chłodni+ i racjonalni nie bardzo chcą ryzykować. Natomiast ci, którzy chcą głosować na +tak+, działają właśnie trochę romantycznie, tak od serca" - powiedział prof. Davies.

Liderzy największych brytyjskich partii obiecali Szkocji nowe prerogatywy, jeśli wygra opcja "nie". Czytaj na następnej stronie

W zamieszczonym we wtorek w szkockim dzienniku "Daily Record" liście otwartym przywódcy trzech głównych brytyjskich partii parlamentarnych obiecali przekazanie Szkocji dalszych prerogatyw, jeśli czwartkowego referendum nie wygrają zwolennicy niepodległości.

Źródło: EastNewsLiderzy partii obiecują specjalne prerogatywy

Szkocki parlament otrzymałby "rozległe nowe uprawnienia", w tym możliwość decydowania o wielkości udziału Szkocji w całości środków wydawanych na państwową służbę zdrowia. Będzie tak dlatego, że faworyzujący Szkocję mechanizm rozdziału brytyjskich środków budżetowych (tzw. formuła Barnetta) zostanie utrzymany, a jej parlament ma prawo podnoszenia podatków - zaznaczyli premier i przewodniczący Partii Konserwatywnej David Cameron, przywódca opozycyjnej Partii Pracy Ed Miliband oraz wicepremier i lider współrządzących Liberalnych Demokratów Nick Clegg. Wysokonakładowy "Daily Record" opublikował ich obietnicę wraz z podpisami na swej pierwszej stronie.

Szkocki parlament (Holyrood) po reaktywowaniu go w 1999 roku na mocy uchwalonej rok wcześniej ustawy działa w ramach uprawnień odstąpionych mu przez parlament brytyjski. Zakres tych uprawnień w 2012 roku rozszerzono, ale - najwyższą władzą ustawodawczą w Szkocji jest nadal parlament westminsterski.

Przyjęty w 1978 roku na okres przejściowy i obowiązujący do dziś tzw. mechanizm Barnetta zakłada, że Szkocja otrzymuje dodatkowe 10 pensów do każdego funta wydawanego na cele socjalne, choć Szkoci stanowią mniej niż 10 proc. ogółu ludności Zjednoczonego Królestwa (około 8,3 proc.). W rezultacie tego w przeliczeniu na mieszkańca - wydatki na cele socjalne są w Szkocji o ok. 1,5 tys. funtów wyższe niż w Anglii.

Wspólna propozycja Camerona, Milibanda i Clegga została uznana za obraźliwą przez szkockich separatystów. Przeciwny obóz unionistów uznał, że jest to "wizja, wokół której Szkocja może się zjednoczyć".

W ocenie większości komentatorów złożenie Szkotom tego rodzaju obietnicy przez polityczny establishment Westminsteru jest wyrazem zaniepokojenia perspektywą zwycięstwa separatystów w obliczu wyrównanych szans obu obozów. Cameron ze swej strony oświadczył, że zawsze miał w planach zwiększenie zakresu szkockiej autonomii.

Od tych zapewnień zdystansowała się szkocka wicepremier Nicola Sturgeon. "Jeśli rząd od początku miał taki zamiar, to dlaczego wcześniej go nie zrealizował?" - zapytała.

Przedostatni dzień kampanii referendalnej upłynął pod znakiem sporu o wydatki na służbę zdrowia. Powołując się na poufne informacje, BBC wystąpiła z twierdzeniem, że autonomiczny rząd Szkocji nosi się z zamiarem obcięcia wydatków na ten cel, ponieważ ma świadomość, iż nie będzie mógł ich sfinansować.

Z czego znana jest Szkocja? Czytaj na następnej stronie

Szkocja - rozsławiony dziełem Mela Gibsona "Braveheart" kraj dumnych górali, ropy, whisky i pogody, która nie rozpieszcza, znany z bogatej kultury i wielowiekowych tradycji.

Źródło: ThinstockSzkocja to piękne krajobrazy

W czwartek jej mieszkańcy zagłosują w referendum, które może oznaczać koniec politycznego mariażu z Anglią.

Szkocja zajmuje powierzchnię blisko 79 tys. km kw., czyli terytorium porównywalne z Czechami. W jego skład wchodzi blisko 800 wysp i wysepek (m.in. Szetlandy, Hebrydy), z których zamieszkanych jest ponad 90. To państwo słabo zaludnione - choć zajmuje jedną trzecią terytorium Zjednoczonego Królestwa, mieszkańcy Szkocji stanowią zaledwie 8 proc. jego ludności (5,2 mln wobec ok. 64 mln).

Panujący w kraju klimat, określany jako umiarkowany, morski i bardzo zmienny, sprawia, że nie uświadczy się tu mroźnych zim, ale także upalnego lata, za to często pada (w niektórych regionach nawet przez 250 dni w roku!). Pogoda w Szkocji to test dla ducha i kwestia nastawienia - przekonuje turystyczny portal ExploreScotland.net. Sami Szkoci podchodzą do tej kwestii z lekko sardonicznym poczuciem humoru, o czym świadczą krążące w internecie dowcipy i anegdoty (Szkocja ma dwie pory roku - lipiec i zimę czy Co to jest: szaro, ponuro i pada? Lato w Szkocji).

Przez ziemie dzisiejszej Szkocji na przestrzeni wieków przewędrowało wiele ludów, w tym Celtowie, Anglowie, czy Normanowie - a także Rzymianie, którzy po blisko 200 latach i nieudanych próbach porzucili marzenia o skolonizowaniu górzystej Północy i odgrodzili się od niej Wałem Hadriana.

Historia szkockiej państwowości zaczyna się od IX w., kiedy to państwa Szkotów i Piktów połączyły się w Królestwo Szkocji, które przez stulecia krzepło, rozwijało się i toczyło wojny z Anglią (w większości przegrane). W 1707 r. oba kraje połączyła trwająca do dziś unia realna, która włączyła Szkocję do obecnego Zjednoczonego Królestwa, przy okazji likwidując osobny szkocki rząd.

Na skutek plebiscytu z 1997 r. i przyjętej rok później ustawy (Scotland Act) Szkocja odzyskała własny zarówno rząd, jak i jednoizbowy parlament, odpowiedzialne za większość spraw wewnętrznych kraju (np. służba zdrowia, oświata, rolnictwo, sądownictwo). Londyn zachował z kolei prawo do decydowania w tzw. reserved matters, dotyczących np. większości spraw podatkowych, polityki zagranicznej, obronności, polityki gospodarczej i monetarnej, zatrudnienia czy imigracji.

Szkocki parlament autonomiczny mieści się przy Royal Mile, czyli głównym trakcie edynburskiej starówki. Zasiada w nim 129 deputowanych wybieranych na czteroletnią kadencję. Partia lub koalicja z największą liczbą mandatów wyznacza szkocki rząd z pierwszym ministrem na czele (tytuł premiera jest zarezerwowany dla szefa rządu całej Wielkiej Brytanii). Główną siłą polityczną jest obecnie Szkocka Partia Narodowa (SNP), a następnie laburzyści i konserwatyści.

W Izbie Gmin w brytyjskim parlamencie Szkocję reprezentuje 59 posłów, w Izbie Lordów parowie dziedziczni, a na posiedzeniach rządu - sekretarz stanu ds. Szkocji (obecnie: Alistair Carmichael).

W XIX wieku Szkocja była przemysłową potęgą, z dochodowym górnictwem, słynnym na całe Imperium Brytyjskie przemysłem stoczniowym i przemysłem ciężkim. Okres świetności trwał do pierwszej połowy XX wieku. Po II wojnie światowej gospodarka podupadała - dobijana przez konkurencję z zagranicy i własny przestarzały przemysł oraz ciężko doświadczana przez forsowane przez Londyn przechodzenie od gospodarki przemysłowej do opartej na usługach. Trend ten odwrócił się jednak w latach 80., po odkryciu na Morzu Północnym złóż ropy i gazu. Dziś Szkocja ma nie tylko przemysł petrochemiczny, ale również maszynowy, zaawansowanych technologii, nie mówiąc już o gorzelnictwie (słynna whisky), rybołówstwie, prężnym sektorze usług finansowych czy turystyce.

PKB na mieszkańca stosunkowo wysokie

PKB Szkocji na jednego mieszkańca jest wysokie i w Zjednoczonym Królestwie porównywalne jedynie z Londynem i dostatnimi regionami na wschodzie Anglii. Bezrobocie jest stosunkowo niskie (w okresie marzec 2013 - marzec 2014 wyniosło 7,5 proc., czyli mniej niż brytyjska średnia 7,8 proc.). Szkocja odpowiada za ok. 5-6 proc. eksportu Zjednoczonego Królestwa.

Szkoci to naród dumny z własnej odrębności i niezależny, co widać w wielu dziedzinach życia - oddzielnym systemie sądowniczym czy oświacie, własnej reprezentacji w wielu dyscyplinach sportowych (poza igrzyskami olimpijskimi), nie mówiąc już o tradycjach, kuchni, sporcie, religii czy języku.

Trzy języki uznaje się w Szkocji za oficjalne. Są to: szkocka odmiana angielskiego (Scottish English), którą posługuje się zdecydowana większość, następnie wywodzący się z celtyckiego szkocki gaelicki (Scottish Gaelic), którego używa ok. 60 tys.ludzi, oraz tzw. Scots, jak łącznie określa się liczne szkockie dialekty.

Szkoci mają też własny Kościół, zwany Kościołem Szkockim (Kirk). Jest niezależny od państwa, nie należy do Kościoła anglikańskiego i wywodzi się z tradycji kalwińskiej. Inne większe wspólnoty wyznaniowe w Szkocji to Kościół rzymskokatolicki, Kościół anglikański oraz mniejsze kościoły prezbiteriańskie.

Do najbardziej znanych symboli Szkocji należą m.in. krzyż św. Andrzeja, tradycyjny ubiór, czyli kilt, wzory w różnobarwną kratę, zwane tartanem, czy muzyka wykonywana na dudach. Nie należy też zapominać o sportach, które swój początek wzięły właśnie w tym kraju, takich jak curling czy golf.


Źródło: ThinkstockSzkocja - kraj pełen zabytków

Kraj ten dał światu ważnych przedsiębiorców, odkrywców i wynalazców, polityków, ludzi nauki, literatury, filmu i muzyki, a nawet postaci fikcyjne światowej popkultury takie jak agent Jej Królewskiej Mości James Bond. W Szkocji urodził się m.in. magnat stalowy Andrew Carnegie, założyciel magazynu Forbes Bertie Charles Forbes, wynalazca telefonu Alexander Graham Bell, odkrywca penicyliny sir Alexander Fleming, filozof i ojciec ekonomii politycznej Adam Smith, a także były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, pisarz sir Arthur Conan Doyle czy autor Piotrusia Pana James Matthew Barrie, tenisista Andy Murray, Annie Lennox z zespołu Eurythmics, wokalista Dire Straits Mark Knopfler, aktorzy Sean Connery i Ewan McGregor. Znane nazwiska można by mnożyć.

Typowo szkockim przysmakiem jest haggis - specjał zdecydowanie nie dla wegetarian, przyrządzany z owczych podrobów i dodatków, które zaszywa się i dusi w owczym żołądku (na jednym z portali jako jeden z dowodów na bycie prawdziwym Szkotem podano: Wiesz, z czego robią haggis, a mimo to je zjadasz). Ze szkockich napojów najlepiej chyba znana jest whisky; sposób jej wytwarzania, doskonalony przez wieki, szczegółowo określa szkockie prawo.


PAP/awi/ ala/dmi/ sp/inni

Źródło:PAP
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~johar
Po kiego czorta chcą sie odłączyć od Brytanii i zostać w UE z walutą brytyjską. Jakaś agentura (może rosyjska) zdrowo miesza Szkotom we łbach. Polskę też podzielić na województwa. Pan na zagrodzie równy wojewodzie.

Powiązane: Referendum w Szkocji

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki