Na co zwiększyli swoje wydatki Amerykanie? Przede wszystkim więcej pieniędzy (aż 6,0% m/m) zostawiają oni na stacjach paliwowych. Jest to skutkiem zwyżki ceny ropy naftowej – w przypadku ropy Brent w listopadzie nastąpił wzrost ceny o ponad 4% do 78,32 dolarów za baryłkę. Na pocieszenie można dodać, że wzrosły też wydatki na elektronikę, o 2,8% m/m.
W ujęciu całościowym dynamika sprzedaży detalicznej wzrosła w listopadzie z 1,1% m/m do 1,3% m/m. Zaskoczyło to analityków prognozujących spadek tego wskaźnika do 0,7% m/m. Na te dane umocnieniem zareagował dolar. Po godzinie szesnastej za jedno euro płacono już niewiele ponad 1,46 USD. Z kolei indeks zaufania konsumentów Uniwersytetu Michigan w grudniu przyniósł jeszcze większą niespodziankę, zwyżkując z 67,4 punktów do 73,4 punktów wobec oczekiwanych 68,5 punktów.
Piątkowa sesja może być już trzecią z rzędu zakończoną wzrostami czołowych indeksów. Jednak jak do tej pory wspomniane wzrosty nie są przekonujące. Dane o sprzedaży detalicznej przyczyniły się do zwyżki cen walorów McDonald’s i Home Depot. Pierwsza z tych spółek około godziny 16.30 zdążyła już zarobić 1,2%, natomiast druga 1,1%.
Od marca indeks S&P 500 zwyżkował aż o 64%. Napawa to kolejnych inwestorów niepokojem i zwiastuje rychłą przecenę na rynku akcji. Powinna ona nastąpić już w styczniu. Wskaźnik P/E spółek uwzględnionych w indeksie wynosi już 22, co oznacza, że za jednostkę zysku trzeba zapłacić jej 22-krotność. Taka rentowność zdecydowanie zniechęca do inwestycji.
W tym kontekście ciekawie prezentuje się prognoza Thomasa Lee z JPMorgan Chase, który na koniec 2010 wróży S&P 500 dobicie do poziomu 1300 punktów. Według analityka inwestorzy są zbyt sceptycznie nastawieni do obecnej sytuacji. Zobaczymy... Na początku sesji S&P 500 wzrósł o 0,3% do 1106 punktów, Nasdaq Composite o 0,2% do 2194,3 punktów, a DJIA o 0,3% do 10440 punktów.
TW




























































