„Jeszcze przed latem 2007 r. konsumenci mogą odczuć pierwsze korzyści” powiedziała „Gazecie Wyborczej” unijna komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego Viviane Reding.
Komisja Europejska proponuje w swoim rozporządzeniu, aby abonent sieci komórkowych płacił za połączenie międzynarodowe i lokalne zawsze tyle, ile płaci u siebie w domu. Spowodowałoby to, że Polak za wezwanie taksówki w Hiszpanii zapłaciłby tyle, ile kosztuje rozmowa lokalna w Polsce, a za połączenie międzynarodowe tyle, ile zapłaciłby dzwoniąc z Polski za granicę. Likwidacji ulec mają opłaty za odbieranie połączeń za granicą.
Komisja Europejska jest przekonana, że aktualne stawki za rozmowy międzynarodowe są ustalane bez żadnych konkretnych szacunków kosztów. Świadczyć o tym ma rozstrzał cen, jakie ponoszą abonenci – od 20 eurocentów w Szwecji do 13 euro na Malcie.
Komisja Europejska zamierza postąpić z operatorami telefonii komórkowej identycznie jak z bankami. W przypadku tych drugich doprowadziła do obniżenia cen za transfery transgraniczne. Powołuje się przy tym na prawo zabraniające utrudniania przepływu towarów i usług między krajami UE.
Sami operatorzy komórkowi ostrzegają, że wprowadzenie nowej regulacji może mieć nieprzewidywalne konsekwencje. Trudno powiedzieć, co to zdanie oznacza. Można się jednak domyślać, że w ten sposób dają znać, że utracone z powodu nowego rozporządzenia zyski odbiją sobie w inny sposób. Komisarz Reding jest jednak spokojna i przypomina, że „tak samo mówiły banki, kiedy w 2001 r. zabranialiśmy im stosowania zawyżonych prowizji za zagraniczne transfery”.
M.D.
Na podstawie: „Gazeta Wyborcza”, Konrad Niklewicz, „Roaming na celowniku Komisji Europejskiej"





























































