Obecnie ruch pracowników z Ukrainy jest niemal zerowy; na zbiory czereśni, truskawek czy malin mogą do Polski nie dojechać - podkreśla piątkowa "Gazeta Wyborcza" w artykule "Ukraińców zastąpią bezrobotni Polacy?".
"GW", że obecność sezonowych pracowników w Polsce, to "być albo nie być" dla wielu gospodarstw. Według dziennika skala potrzeb to kilkanaście tysięcy w maju, a od czerwca, gdy będzie dużo owoców do zbioru - kilkadziesiąt tysięcy. Według właścicieli gospodarstw, skoro kierowcy wjeżdżają do nas, to pracownicy do zbiorów mogliby też mieć takie prawo.
Gazeta przypomina, że po obu stronach zapadła decyzja o zamknięciu granic. Na Ukrainie nie pracują też polskie konsulaty - nie ma gdzie załatwić wiz.
Właściciele gospodarstw mają wątpliwości, czy ukraińskich pracowników będą w stanie zastąpić Polacy, którzy przez ostatnie lata nie pracowali już na plantacjach, bo to ciężka praca. Jeśli będą to osoby bez doświadczenia, to praca będzie też mniej efektywna - obawiają się rozmówcy "Gazety Wyborczej".
ago/ par/
































































