Podczas szczytu NATO w Madrycie Stany Zjednoczone ogłoszą kolejne kroki w kierunku wzmocnienia europejskiego bezpieczeństwa, uzupełniając znaczące zwiększenie sił przez innych sojuszników - zapowiedzieli przedstawiciele administracji prezydenta Joe Bidena. USA mają również zaproponować kolejne sankcje przeciwko Rosji.


Urzędnicy Białego Domu przedstawili podczas telefonicznej konferencji plany na nadchodzącą podróż Bidena do Niemiec i Hiszpanii na szczyty G7 (26-28 czerwca) i NATO (29-30 czerwca).
Omawiając pierwsze ze spotkań oficjele zapowiedzieli, że przyniesie on szereg rezultatów, w tym przedstawienie "konkretnego zestawu propozycji, by zwiększyć presję na Rosji i zademonstrować nasze wsparcie dla Ukrainy", a także w kwestii ograniczenia wpływu wojny na wzrost cen i bezpieczeństwo żywnościowe. Ogłoszony zostanie też formalny start globalnego programu inwestycji infrastrukturalnych dla państw o niskich i średnich dochodach, Build Back Better World (B3W). Program ma być odpowiedzią na chińską Inicjatywę Pasa i Szlaku.
Z kolei podczas szczytu NATO w Madrycie, "Stany Zjednoczone ogłoszą kroki, by wzmocnić europejskie bezpieczeństwo, obok poważnych nowych wkładów ze strony sojuszników".
Urzędnicy zapowiedzieli też, że nowa koncepcja strategiczna NATO, która zostanie przyjęta podczas szczytu, po raz pierwszy wyjaśni strategię i postawę Sojuszu wobec Chin.

"To pokazuje, że Ukraina nie sprawiła, że odwróciliśmy uwagę od Chin. Wręcz przeciwnie" - powiedział jeden z oficjeli, zaznaczając, że podczas szczytu NATO obecni będą także liderzy Japonii, Korei Płd., Australii i Nowej Zelandii. Na szczyt G7 do Bawarii zostali zaproszeni z kolei przywódcy Indii, Argentyny, Senegalu, Indonezji i RPA.
Podczas obydwu spotkań wystąpi również prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Biały Dom zapowiedział, że Waszyngton "w bliskiej przyszłości" ogłosi kolejny pakiet pomocy wojskowej dla Kijowa.
„El Confidencial”: na szczycie NATO będzie kluczowa debata o zwiększeniu obecności wojskowej w krajach bałtyckich
Na szczycie NATO, który odbędzie się pod koniec czerwca w Madrycie, spodziewane jest dogłębne rozważenie kwestii ewentualnego zwiększenia obecności wojskowej Sojuszu w krajach bałtyckich w związku z trwającą rosyjską inwazją na Ukrainę - pisze hiszpański dziennik „El Confidencial”.
Istnieją różne, kolidujące ze sobą stanowiska w tej sprawie – zauważa gazeta. Niektórzy wydają się mieć dosyć wojny na Ukrainie, podczas gdy inni uważają, że ta zbliża się coraz bardziej do NATO.
Według „El Confidencial” odnosi się wrażenie, że wszyscy pomylili się w ocenie rosyjskiej inwazji: Kreml oczekiwał szybkiego zwycięstwa, a UE opowiedziała się za sankcjami przekonana, że Rosję można pokonać ekonomicznie. Tymczasem wydaje się, że Rosja, choć sprzedaje mniej surowców, to dzięki znacznemu wzrostowi cen zarabia na nich więcej niż przed atakiem na Ukrainę.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski codziennie apeluje o więcej broni przekonany, że może odeprzeć agresję, a nawet odnieść militarne zwycięstwo - wskazuje „El Confidencial”. Wspierają go Amerykanie i Brytyjczycy, podczas gdy Francuzi i Niemcy wydają się być zmęczeni wojną i jej konsekwencjami dla swoich gospodarek, a więc „knują” jak wynegocjować pokój, w którym Rosja i Ukraina pójdą na jakieś ustępstwa.
Zdaniem dziennika, na szczycie w stolicy Hiszpanii może dojść do starcia tych różnych stanowisk, a inicjatorem polemiki będą prawdopodobnie państwa bałtyckie ze względu na swe ograniczone zdolności obronne. Od aneksji przez Rosję Krymu w 2014 roku kraje te czują, że są następne na liście do zaatakowania przez Kreml.
„El Confidencial” przypomniał, że po rosyjskiej agresji na Ukrainę z 2014 roku NATO przeprowadza duże manewry na swej wschodniej flance, a w 2017 roku utworzyło wielonarodowe siły tzw. wzmocnionej wysuniętej obecności. Takie kontyngenty zostały rozlokowane na Litwie, Łotwie, w Estonii i Polsce. W związku z obecną inwazją Rosji na Ukrainę zdecydowano o utworzeniu następnych czterech grup bojowych - w Bułgarii, na Węgrzech, w Rumunii i na Słowacji. Głównym celem było wykazanie spójności krajów NATO, a przesłanie do Rosji było jasne: jak zaatakujesz jednego z nas, to zaatakujesz wszystkich.
Mimo obecności NATO w krajach bałtyckich, państwa te dalej niepokoją się o swoje bezpieczeństwo i apelują o znaczne zwiększenie obecności Sojuszu. Jeżeli NATO zaakceptuje ich prośby, co wcale nie jest pewne, oznaczać to będzie przejście do obrony aktywnej, czyli siły NATO będą musiały być przygotowane do odparcia rosyjskiej inwazji podobnej do tej na Ukrainę - twierdzi „El Confidencial”.
Jednak w związku z poniesionymi na Ukrainie przez Rosję stratami zdolności jej armii wydają się być mniejsze niż sądzono. Pojawiają się wątpliwości, czy taki poziom przygotowania obronnego NATO, jakiego chcą państwa bałtyckie, jest naprawdę konieczny. Na większe zaangażowanie wojskowe NATO na flance wschodniej będzie nalegać Zełenski, kraje bałtyckie i prawdopodobnie Polska - twierdzi hiszpański dziennik.
Grażyna Opińska
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ ap/





























































