Stany Zjednoczone nałożyły w czwartek 25-procentowe cła na chińskie towary warte 16 mld USD, by ukarać Państwo Środka za nielegalne praktyki handlowe, w tym kradzież amerykańskiej technologii. Chiny odpowiedziały analogicznymi sankcjami.
Pierwsza partia w tej rundzie karnych ceł, obejmująca produkty warte 34 mld USD rocznie, weszła w życie 6 lipca. Tego samego dnia Chińczycy wprowadzili cła odwetowe na amerykański eksport wyceniany również na 34 mld dolarów rocznie. Już wówczas obie strony potwierdziły, że kolejna pula produktów zostanie objęta taryfami właśnie dziś w ramach tej samej rundy sankcji, ogłoszonych jeszcze 15 czerwca.
Dziś Amerykanie zaczęli pobieranie ceł od kolejnych 284 produktów sprowadzanych zza Muru. Na liście znalazły się m.in. maszyny i aparatura elektroniczna (w tym e-papierosy, które odpowiadają za 94 proc. rynku w USA), układy scalone, diody, silniki elektryczne, urządzenia pomiarowe, taśma klejąca, konstrukcje stalowe i e-rowery (ok. 80 proc. rynku w USA).
Na celowniku Amerykanów znalazły się niektóre towary objęte wsparciem Pekinu w ramach programu "Made in China 2025", który ma uczynić Państwo Środka samowystarczalnym światowym liderem zaawansowanych technologii. Obecnie wiele z tych produktów jest wytwarzanych w Chinach na bazie części importowanych z USA, Korei Południowej czy Tajwanu, zatem amerykańskie sankcje mogą pośrednio uderzyć w firmy z tych krajów.

Pekin zapowiadał proporcjonalną odpowiedź także na drugą partię amerykańskich taryf obejmującą produkty warte 16 mld dolarów. Obietnicę zrealizował - chińskie cła weszły w życie o 6:01 polskiego czasu. Władze Państwa Środka nałożyły dodatkowe cła na olej napędowy, propan, węgiel, styren, smar, duże samochody osobowe i motocykle oraz odpady i złom. Łączna wartość importu tych dóbr z USA do Chin również sięga 16 mld dol.
Wprowadzenie w życie drugiej partii ceł nastąpiło w momencie, gdy w Waszyngtonie odbywają się rozmowy amerykańsko-chińskie poświęcone wojnie handlowej miedzy oboma krajami.
Rozmowy między chińskim wiceministrem handlu Wang Shouwenem a amerykańskim wiceministrem finansów odpowiedzialnym za sprawy międzynarodowe Davidem Malpassem mogą być podstawą do dalszych negocjacji, ale większość ekspertów raczej jest sceptyczna, że może dojść do przełomu.
Są to pierwsze rozmowy od czerwcowego spotkania ministra handlu USA Wilbura Rossa z chińskim wicepremierem Liu He.
Administracja Donalda Trumpa już zapowiedziała nałożenie 25-proc. ceł na kolejne 200 mld dol. importu z Chin, a Pekin odpowiedział groźbą objęcia dodatkową taryfą 60 mld dol. importu z USA. Sam prezydent Trump stwierdził, że jest gotowy nałożyć dodatkowe cła na wszystkie towary sprowadzane z Państwa Środka.
W tym roku Amerykanie podwyższyli również cła na inne towary (sprowadzane nie tylko z Chin), m.in. panele słoneczne, pralki, stal i aluminium, na co władze innych państw odpowiadali własnymi sankcjami. Pekin czasowo nałożył dodatkowe taryfy na sorgo, które zdążył już odwołać, oraz objął cłami niemal 3 mld importu z USA, co odpowiada wartością chińskiemu eksportowi stali i aluminium do Stanów Zjednoczonych.
cyk/ ap/MKa




























































