Złoto znajduje się na najlepszej drodze aby odnotować najsilniejszą tygodniową przecenę od ponad dwóch lat. To ciekawe zjawisko zwłaszcza gdy pomyśleć, że w tym roku złoto drożało już ponad 30 proc., a cała wzrostowa seria trwa więcej niż dekadę.

O tym, że najwięcej do powiedzenia mają politycy i banki centralne można było się przekonać wczoraj. Kilkanaście minut po godzinie 15:00 Europejski Bank Cetralny poinformował w swoim komunikacie, że wraz z Rezerwą Federalną Stanów Zjednoczonych, Bankiem Angli, Bankiem Japonii oraz Szwajcarskim Bankiem Narodowym, będzie prowadził działania płynnościowe mające na celu dostarczenie dolarów do europejskiego systemu bankowego (FED pożyczy europejskim bankom).
Nie da się ukryć, że banki centralne zdecydowały się na dość odważne posunięcie. Tym samym obawy o europejskie banki, które posiadają dużą ekspozycję na greckie zadłużenie zostały przyćmione przez euforyczne działania polityków. Reakcja rynków finansowych okazała się wybuchem optymizmu i dobrych nastrojów. Europejskie indeksy, które w czwartek znajdowały się na stabilnych plusach, nagle zaczęły rosnąć o 3-4, a nawet 5 proc..
Tymczasowe odłożenie kwestii niewypłacalności Grecji spowodowało, że kapitał odpływał z rynku złota, a kierował się w stronę ryzykowniejszych instrumentów finansowych. Wszystko to w trzecią rocznicę upadku Lehman Brothers, który doprowadził do eksplozji kryzysu finansowego. W czwartek złoto traciło nawet -2 proc..
Inflacja wyższa, ale złoto w dół?
Ciekawych przemyśleń dostarczał wczoraj odczyt sierpniowej inflacji w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że inflacja przyspieszyła z 3,6 do 3,8 proc.. Z reguły powinno to utwierdzić w przekonaniu, że wycena złota w dolarach będzie z tego powodu rosła, jednak mógł tutaj zadziałać jeszcze inny mechanizm.
Otóż odczyt inflacji, który okazałby się niższy od oczekiwań, mógłby stać się dobrym pretekstem dla Bena Bernanke do realizacji swojej znanej polityki. Niższa inflacja to większa swoboda w ewentualnym dodruku pieniądza, co oznaczałoby większe prawdopodobieństwo kolejnej rundy luzowania polityki monetarnej. Drukowanie pustych dolarów to wyższa wycena złota.
Tym samym przyspieszenie inflacji może znacząco ograniczyć szefowi Fedu wachlarz dostępnych narzędzi stymulacyjnych. Chwilowy spadek notowań złota może znajdować swoje wytłumaczenie w odłożonej w czasie niewypłacalności Grecji i paradoksalnie wyższej inflacji w USA.
Największy tygodniowy spadek od 2009 roku
Złoty kruszec potaniał w tym tygodniu o 4,7 proc., co stanowi nasilniejszą tygodniową przecenę od lutego 2009 roku (23-27 lutego 2009). Wszystko zależy jeszcze od piątkowego handlu na rynkach. O godzinie 9:50 w elektronicznym handlu na giełdzie Comex w Nowym Jorku za jedną uncję płacono 1 778$, czyli o 0,28 proc. mniej niż wczoraj. Wcześnie rano kruszec tracił niemal 1 proc., ale z czasem systematycznie redukował skalę spadku.
Jak powiedział Jean Claude-Trichet, ministrowie finansów, którzy spotkają się dzisiaj na szczycie Ecofinu we Wrocławiu, powinni pokazać pełną determinację do działania - podobną do tej, jaką pokazały wczoraj największe banki centralne na świecie.
Krzysztof Gołdy
Bankier.pl
k.goldy@bankier.pl
Zobacz też:
» Sytuacja gospodarcza Polski się pogorszy
» Atak spekulacyjny na złotego
» Kto będzie płakał nad słabym frankiem?
» Sytuacja gospodarcza Polski się pogorszy
» Atak spekulacyjny na złotego
» Kto będzie płakał nad słabym frankiem?






























































