W ocenie BBC ewentualny amerykański atak na Iran, którym grozi prezydent Donald Trump, mógłby doprowadzić do jednego z kilku rezultatów. Pierwsza, optymistyczna wersja jest, zdaniem brytyjskiej stacji, najmniej prawdopodobna.


Ów optymistyczny scenariusz zakłada, że na amerykański atak złożyłyby się precyzyjne, chirurgiczne ataki, które spowodowałyby minimalne straty wśród ludności cywilnej. Celem takiego ostrzału byłyby bazy irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) i jednostki Basidż - sił paramilitarnych, kontrolowanych przez IRGC. Bombardowane byłyby też magazyny i wyrzutnie pocisków balistycznych oraz centra powiązane z irańskim programem nuklearnym.
Osłabiony reżim zostałby obalony, a kraj przekształciłby się w prawdziwą demokrację. Jednak scenariusz ten jest mało prawdopodobny - oceniła BBC, przypominając, że interwencje wojskowe w Iraku i Libii nie przyniosły demokracji. Choć w obu przypadkach zakończyły brutalne dyktatury, zapoczątkowały też lata chaosu i rozlewu krwi. Syria, która przeprowadziła własną rewolucję, obalając w 2024 r. prezydenta Baszara Al-Asada bez zachodniego wsparcia wojskowego, jak dotąd radzi sobie lepiej - podkreślił brytyjski nadawca.
W drugiej wersji BBC zakłada, że reżim ajatollahów przetrwałby atak, ale ostrzał wymusiłby na nim złagodzenie polityki. Wsparcie dla finansowanych przez Iran ugrupowań terrorystycznych - Hezbollahu, Hamasu, milicji szyickich w Iranie czy jemeńskich Huti - zostałoby ograniczone, a program nuklearny - przekierowany na tory pokojowe. Dysydenci byliby traktowani łagodniej. Także ten scenariusz ma, zdaniem BBC, niewielkie szanse na realizację, ponieważ przywódcy Republiki Islamskiej nie skłaniają się ku zmianom.
Trzeci scenariusz jest, według BBC, najbardziej prawdopodobny. Władza teokratów zostałaby obalona, a stery przejęłyby rządy militarne, głównie opierające się na Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej. Korpus uważany jest za grupę, która w przypadku upadku systemu straciłaby najwięcej. Organizacja ta dysponuje bowiem nie tylko wpływami politycznymi i strukturami militarnymi, ale jest też twórcą rozległego imperium gospodarczego. Kontroluje węzły transportowe i sektor energetyczny, gdzie jest kluczowym partnerem dla nabywców ropy, objętej sankcjami. Posiada udziały od sektora obronnego po budownictwo i infrastrukturę krytyczną - oceniała w niedawnej analizie agencja Bloomberga.
Czwarta wersja również bierze pod uwagę upadek rządów ajatollahów. Przewiduje jednak, że po odejściu autorytarnych władz pojawiłby się chaos. Obawiają się tego bardzo m.in. Katar i Arabia Saudyjska, ponieważ w takim przypadku mogłaby wybuchnąć wojna domowa - jak w Syrii, Jemenie i Libii. W sytuacji chaosu i zamieszania do głosu doszłyby napięcia etniczne - w Iranie, poza dominującą grupą Persów, żyją również Beludżowie, Kurdowie, grupy arabskie, Azerowie, Turkmeni i inni.

O ile wielu mieszkańców Bliskiego Wschodu ucieszyłaby się z końca Republiki Islamskiej, o tyle nikt nie chce, by najludniejszy kraj regionu (liczący około 93 mln mieszkańców) pogrążył się w chaosie, co skutkowałoby kryzysem humanitarnym i uchodźczym.
Największym zagrożeniem - jak ocenił brytyjski nadawca - jest ryzyko, że prezydent USA Donald Trump, zgromadziwszy potężne siły blisko granic Iranu, postanowi działać, by nie stracić twarzy. W takim przypadku rozpocznie się wojna bez jasnego celu, której rezultat byłby nieprzewidywalny. (PAP)
os/ rtt/




























































