Nie wyjdziemy z Iraku, chyba że Bagdad nam zapłaci za budowę bazy - oświadczył w niedzielę prezydent USA Donald Trump, grożąc przy tym Irakowi sankcjami. W niedzielę parlament w Bagdadzie wezwał rząd do zakończenia obecności w kraju obcych wojsk.
Parlament Iraku na nadzwyczajnej sesji uchwalił w niedzielę rezolucję, wzywającą rząd do podjęcia działań zmierzających do zakończenia obecności w Iraku wszystkich zagranicznych żołnierzy, w tym amerykańskich.
Po tej decyzji Trump zagroził Bagdadowi nałożeniem sankcji, jakich Irakijczycy "nigdy wcześniej nie widzieli" i przy których sankcje na Iran "będą wyglądać na łagodne".
Przeczytaj także
Administracja USA zdecyduje się na nie - zastrzegł prezydent - jeśli sprawa wyjścia zagranicznych wojsk z Iraku "nie zostanie rozwiązana po przyjacielsku", jeśli "będzie jakaś wrogość" lub Irak "zrobi coś, co uznamy za nieprawidłowe".
Trump argumentował, że w Iraku Stany Zjednoczone mają "nadzwyczajnie drogą" bazę sił powietrznych. "Kosztowała miliardy dolarów, na długo przede mną. Nie wyjdziemy, chyba że nam za to zapłacą" - przekazał prezydent dziennikarzom na pokładzie Air Force One podczas lotu z Florydy do Waszyngtonu.

The United States just spent Two Trillion Dollars on Military Equipment. We are the biggest and by far the BEST in the World! If Iran attacks an American Base, or any American, we will be sending some of that brand new beautiful equipment their way...and without hesitation!
— Donald J. Trump (@realDonaldTrump) January 5, 2020
Prezydent potwierdził również deklarowaną przez niego wcześniej możliwość zaatakowania irańskich obiektów kultury. "Oni mogą zabijać naszych ludzi. Oni mogą torturować i okaleczać naszych ludzi. Oni mogą używać bomb przy drodze i wysadzać naszych ludzi. A my nie możemy dotknąć ich obiektów kultury? To nie działa w ten sposób" - mówił.
Przeczytaj także
Nadzwyczajną sesję irackiego parlamentu zwołano po ataku przeprowadzonym w Bagdadzie przez amerykańskie siły w nocy z czwartku na piątek, w którym zginął irański generał Kasem Sulejmani i iracki dowódca Abu Mahdi al-Muhandis.
Premier Iraku ocenił, że zabicie Sulejmaniego i Muhandisa było "politycznym zabójstwem". Zaznaczył, że planował spotkać się z Sulejmanim w piątek rano.
Teheran zapowiedział odwet za zabójstwo Sulejmaniego, bardzo wpływowego na Bliskim Wschodzie dowódcę wojskowego. (PAP)
mobr/ jm/






























































