BIK zostało stworzone przez polskie banki, by ułatwić proces sprawdzania wiarygodności kredytowej. Zbierane w nim dane mówią o tym kto, kiedy i dlaczego zaciągnął kredyt i dlaczego go zaciągnął, a także czy nie wystąpiły problemy przy jego spłacie.
Przedsiębiorca Andrzej U. miał w pewnym momencie problem ze spłatą kredytu zaciągniętego w Banku BPH, jednak spłata kredytu została zakończona w 1997 roku. Mimo to, do tej pory jego dane były w bazie BIK-u, z adnotacją trudny kredyt. Przez to nie mógł wziąć nowego kredytu.
Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych zalecił, by usunąć dane pokrzywdzonego klienta z bazy BIK. Bank BPH odwołał się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i przegrał. Wczoraj Naczelny Sąd Administracyjny podtrzymał decyzję sądu niższej instancji.
„Bank ma obowiązek udzielania informacji o kredytobiorcy innym bankom. Aby obieg informacji był łatwiejszy utworzono BIK. BIK ma zatem takie prawa i obowiązki jak bank” argumentował adwokat reprezentujący interesy Banku BPH, czym jednak nie przekonał NSA.
Zgodnie z nowym przepisem prawa bankowego, BIK może przechowywać dane kredytobiorcy i udostępniać je bankom przez pięć lat od zamknięcia rachunku, jeśli wystąpiły trudności ze spłatą zobowiązania. Jeśli nie, dane mają zniknąć zaraz po uregulowaniu należności. Banki mają trzy lata na dostosowanie się do tego przepisu.
„Zdaniem banków, oznacza to wolnoamerykankę, a według nas powinny stosować się do tych przepisów. To też będzie musiał rozstrzygnąć sąd” mówi Piotr Wojciechowski, przedstawiciel GIODO.
R.K.
Źródło: „Puls Biznesu”






























































