Tomasz Szapiro: Ekonometria ma logikę czarnej skrzynki

Ekonometria a decyzje inwestycyjne - wywiad z Tomaszem Szapiro, Profesorem SGH i Członkiem Rady Nadzorczej WGI Domu Maklerskiego rozmawiał Wojciech Pysiewicz.

WOJCIECH PYSIEWICZ: W jaki sposób po raz pierwszy zetknął się Pan z ekonometrią i co zadecydowało o tym, że zaczął się Pan nią interesować?

TOMASZ SZAPIRO: W życiu zawodowym, z klasyczną ekonometrią zetknąłem się stosunkowo późno. Długo interesowałem się wyżynami teorii - metodami optymalizacji, algorytmami decyzyjnymi i potem sztuczną inteligencją. Dziś myślę, że obok szczerego zainteresowania teorią w tej ucieczce od praktyki sporo było niepewności, prób wywyższenia się i naukowej buńczuczności. Przecież to teoria rozstrzyga, dowodzi, wspomaga… Teraz taka postawa wydaje mi się nieco naiwna, może zarozumiała, choć sympatycznie oparta o romantyczne przekonanie o potędze nauki i jej królowej - matematyki. Pokory, a raczej - umiaru i docenienia zdrowej proporcji teorii i praktyki, nauczyli mnie koledzy w Kanadzie oraz doświadczenia z praktyki. Parametry modeli decyzyjnych trzeba bowiem jakoś wyznaczyć i tu bez inteligentnej analizy danych, bez ekonometrii niewiele można zdziałać. Ale zadecydowało swoiste przeżycie intelektualne - poznałem rozumowanie, dowodzące, że decyzja zależy od wiedzy o metodach decyzyjnych nie mniej niż od przedmiotu decyzji i podmiotu, który tę decyzję podejmuje. Ponieważ decyzja to droga do celu, więc ten, kto nie zna metod decyzyjnych, po trosze rezygnuje z wpływu na osiąganie swych celów. No i już nie mogłem pozostać obojętny...

WP: Jeżeli prześledzimy historię Nagrody Nobla z ekonomii to okaże się, że znaczna część nagrodzonych naukowców to ekonometrycy. Czy to oznacza, że nie ma już ekonomii bez ekonometrii?

TS: Sądzę, że wydzielenie ekonometrii z ekonomii to zabieg nieuprawniony. Ekonometrycy dążą do zrozumienia zjawisk ekonomicznych. Ekonomiści sięgają po ekonometrię, gdy ich decyzje trzeba wyrazić liczbą, czyli - niemal zawsze. Niejako po drodze tworzą, jak np. Robert Engle i Clive Granger - nobliści z 2003 r. - innowacyjne metody, które nie są dla nich celem samym w sobie, lecz stają się narzędziami w objaśnianiu zjawisk gospodarczych i budowie decyzji rozmaitej skali. Jana Tinbergena i Ragnara Frischa - twórców terminu ”ekonometria” - nagrodzono pierwszą Nagrodą Nobla z ekonomii w 1969 r. za budowę i zastosowanie matematycznych modeli do analiz makroekonomicznych. W 1980 r. Lawrence Kleina nagrodzono za modele skomputeryzowane, wykorzystywane w budowie polityki gospodarczej. Tę listę można wydłużać. Warto też odnotować znakomite wykształcenie matematyczne noblistów z ekonomii.

WP: Kilka lat temu Nagrodą Nobla nagrodzono dwóch ekonometryków, którzy zajmowali się budowaniem modeli opisujących zachowania konsumentów i gospodarstw domowych. TS: To kolejny przykład interdyscyplinarności... Daniel McFadden oraz James Heckman w 2000 r. dostali Nagrodę Nobla za mikroekonometrię - stworzenie i wykorzystanie metod włączających np. dane gospodarstw domowych do klasycznej analizy ekonomicznej. To wyraz uznania dla nurtu, w którym wychodzi się poza analizy klasycznych danych makroekonomicznych, co wymaga świetnej znajomości ekonomii i statystyki.

WP: W takim razie czy ekonometria może wyjaśniać za pomocą wzorów matematycznych tak nieprzewidywalne cechy, jak np. nasz gust?

TS: Gusty można tworzyć. Co robiliby specjaliści marketingu, gdyby uwierzyli, że gustu nie można kształtować? Że nie można wpływać na potrzeby nabywców? Że nie można kształtować popytu? Ekonometria ma logikę black box'u, swoistego magicznego pudełka, do którego coś wkładamy, a po chwili wyjmujemy przetworzone. Do równań wprowadzamy dane i po magicznej obróbce otrzymujemy wynik. W podejściu klasycznym dane musiały być mierzalne, co bardzo ograniczało przedmiot analizy. Dziś potrafimy łączyć zalety twardego, matematycznego przetwarzania danych z opisem zmiennych subiektywnych czy rozmytych. To tzw. modelowanie miękkie pozwala objaśnić nowe obszary zjawisk i przewidywać zmiany na tej podstawie. Przewidywania są też zazwyczaj miękkie, nieprecyzyjne czy precyzyjne inaczej - przewidywane są np. prawdopodobieństwa zmian, a nie fakty. Ale warto też pamiętać o cytowanych po wielokroć słowach Izaaka Newtona: ”Potrafię wyliczyć ruch ciał niebieskich, ale nie potrafię wyliczyć ludzkiego szaleństwa…”, kiedy to w 1720 r. stracił 20 000 tys. funtów na giełdzie, w wyniku odwrócenia się koniunktury giełdowej i spadku akcji firmy South Sea, w które zainwestował. Wiedza i nieprzewidywalność zachowań ludzkich są w nieustannej opozycji.

WP: Przejdźmy do obszaru zbliżonego do działalności WGI Domu Maklerskiego. Jak ekonometria radzi sobie z kursami walutowymi?

TS: Radzić sobie znaczy tu: umieć wprowadzić zmienne tak, by ich wartości objaśniały zmiany kursu. Ponieważ ekonomia przekonująco uczy o wzajemnym wpływie zjawisk ekonomicznych i kursu walutowego, więc mamy tu morze zmiennych - np. makroekonomicznych - do wybrania zestawu, który można wykorzystać w modelu do objaśnienia poziomu kursu. Dobrą wiadomością dla zwolenników tego podejścia jest naukowe uzasadnienie związku między zmiennymi, a złą to, że mniej jasne jest, które zmienne wybrać. Co gorsza, jeśli je nareszcie dobierzemy i potwierdzimy stosownymi testami, to i tak pozostaje pytanie czy zmienne te nie utracą swojej objaśniającej mocy i czy nie trzeba będzie dobierać innego zestawu.

WP: Trochę to zawiłe i złożone - czy są może radykalnie inne podejścia?

TS: Rzeczywiście istnieje także prostsza strategia analizy ekonometrycznej, polegająca na objaśnianiu kursu, przy wykorzystaniu jego historycznych wartości. To jakby twierdzić, że kurs ma pamięć - wartość kursu w piątek zależy od kursu z czwartku i środy, a może nawet z ubiegłego miesiąca. Z dopuszczalnym tu uproszczeniem powiemy, że rynek, który potrafi odzwierciedlić w cenie wszystkie informacje, jakie ją kształtują i dzięki temu pozwala wykorzystywać te informacje zaszyte w przeszłych wartościach jest efektywny. Badania pokazują, że rynki nie są efektywne i trzeba w decyzjach uwzględniać dane z przeszłości odleglejszej.

WP: Coraz popularniejszy jest pogląd, że prognozowanie pogody i rynków finansowych w dłuższym terminie jest równie nieskuteczne. Jak to jest?

TS: Popularność bywa zdradliwym kryterium prawdy… Niemniej faktem jest, że pewne prognozy wychodzą zaskakująco dobrze, a jednak trzeba powiedzieć, że są nieskuteczne. Ten paradoks wynika stąd, że inwestor zarabia na zmianie kursu. Tymczasem analiza ekonometryczna może prowadzić do ponad 90-procentowej trafności przewidywania wartości kursu i niemal 100-procentowej nietrafności przewidywań zmiany tendencji spadkowej czy wzrostowej na przeciwną. Wtedy bez innych sygnałów nie wiadomo, czy sprzedać czy zatrzymać waluty. Mówiąc metaforycznie: nietrudno przewidzieć w kwietniu zmienną pogodę, ale gdyby nie łamało w kościach na zmiany, to nie wiedzielibyśmy czy brać z domu parasol. I na tym koniec analogii z pogodą.

WP: Jakie są główne różnice między systemami mechanicznymi i inwestorami, którzy biorą pod uwagę wszystkie inne czynniki?

TS: Ależ inwestorzy, czy raczej analitycy, nie biorą pod uwagę wszystkich innych czynników, cokolwiek by to nie znaczyło. I niestety na tym się kończy to, co wiemy o nich naprawdę. Sposoby decydowania są tak różne, że nie dają się ubrać w zestaw aksjomatów i modeli. Efekty indywidualnych decyzji też są zróżnicowane, a ich wpyw na kurs uśrednia się, tworząc wypadkową, co nie pozwala ocenić ich odrębnie. Umówmy się, że przez system mechaniczny rozumiemy system zarządzania, umożliwiający automatyzację decyzji inwestycyjnych - algorytm, który monitoruje kurs, decyduje o doborze zmiennych do modeli ekonometrycznych i wreszcie zamyka lub otwiera pozycję. System można kontrolować, jest szybki, drogi w budowie, a wtedy w utrzymaniu tani i niekłopotliwy (chyba, że zdecydujemy się na odwrót). Inwestor ze swoją intuicją - przeciwnie: jest trudny do kontrolowania, wolniejszy od komputera i drogi - gdy uwzględnimy konieczność jego kształcenia, leczenia w przypadkach chorób, itp. Różnice są więc zasadnicze. Mają też - analitycy i systemy - cechy wspólne z magiczną skrzynką: dostają coś na wejściu, dają coś na wyjściu i nie potrafią się z tego wytłumaczyć w sposób zrozumiały dla inwestora - laika. W obu przypadkach brak na dziś wyników teoretycznych, pozwalających oszacować błąd, zmierzyć ryzyko. Dlatego dywersyfikujemy to ryzyko, korzystając z usług jednych i drugich.

WP: Ekonometria to często dziedzina zbyt trudna nawet dla wielu studentów uczelni ekonomicznych - w wyszukiwarce Google po wpisaniu słowa ”ekonometria” jako pierwsze pojawiają się serwisy, za pośrednictwem których można zamówić napisanie pracy. Czy zatem początkujący inwestor lub menedżer może samodzielnie nauczyć się wykorzystywania tego rodzaju narzędzi? Jakie mógłby odnieść korzyści?

TS: Chciałbym zedrzeć kostium sensacji z tego bardzo ważnego pytania. Odnotujmy więc na początek niespotykaną dotąd mobilizację kierownictw wyższych uczelni do wyeliminowania plagiatów i życzmy im (kierownictwom) szczęścia. Zauważmy następnie, że przeogromna liczba ludzi miała problemy z tabliczką mnożenia czy działaniami na ułamkach. Jednak dopóki tych umiejętności nie opanowali, nie był możliwy nie tylko ich sukces, ale wręcz przetrwanie w świecie, w którym płaci się procentowo wymierzane podatki, odsetki od kredytu, itp. Bardzo niewiele z tych osób, rozumiejąc i wybaczając podobne trudności swoich dzieci, zaleciłoby im zarzucenie nauki matematyki. Trzeba dążyć do rozumienia narzędzi analitycznych. Sądzę też, że laik - początkujący inwestor - natknie się na poważniejsze bariery w innych miejscach niż zrozumienie modelu. Wyznaczanie parametrów w modelach wymaga rozstrzygania wielu drobnych dylematów, takich jak wspomniany problem doboru i wymiany zmiennych makroekonomicznych. Podobnie jest w sytuacji korzystania ze znajomości historycznych wartości kursów - trzeba wtedy odpowiedzieć sobie na pytanie: jak głęboko sięgać pamięcią, ile tych danych uwzględniać w aktualnej analizie.

WP: Jakie może być wykorzystanie ekonometrii w biznesie? Dlaczego menedżerowie powinni na dobre zaprzyjaźnić się z Excelem?

TS:Mam pokusę, żeby odesłać pana do książki „Decyzje menedżerskie z Excelem”, wydanej przez PWE, pod moją redakcją naukową, gdzie w obszernej przedmowie odpowiadam na pytanie „dlaczego arkusz kalkulacyjny?”, a potem wraz z kolegami podajemy dziesiątki zastosowań wykorzystujących studia przypadków, które powstały w trakcie naszych zajęć - zwłaszcza ze studentami pracującymi. Najkrótsza odpowiedź na pytanie o przyjaźń z Excelem brzmi: w tę stronę poszedł świat! Wprawdzie żaden arkusz kalkulacyjny nie nadaje się do budowania finalnych modeli złożonych problemów dużej skali, ale takie modele buduje się startując z uproszczeń, a we wstępnej, najważniejszej fazie modelowania arkusz bezdyskusyjnie dowodzi swej przydatności.

WP: Czy mógłby Pan dokonać porównania popularności i wykorzystywania metod ekonometrycznych w Polsce i na Zachodzie?

TS: Nie znam wyników wiarygodnych badań, ani zbyt wielu ocen subiektywnych tego problemu. Ale trend można łatwo ocenić: następuje szybka konwergencja - szybko gonimy Zachód. Widzę tu dwie ważne okoliczności. Po pierwsze, zbliżenie to wynika z procesów integracyjnych, skutkujących w przejmowaniu i adaptacji zachodnich procedur wewnętrznych przez firmy działające w Polsce. Po wtóre, najważniejsze trudności w poznawaniu i korzystaniu z ekonometrii - czyli brak solidnych podstaw matematycznych wyniesionych ze szkoły - dotykają nas mniej niż bywa w wielu innych krajach. Przez lata mieliśmy niezłe programy nauczania matematyki i choć wiele zmieniło się na niekorzyść, to jednak ciągle warstwa osób najlepiej wykształconych ma bardzo przyzwoite podstawy. Nasz spokój może tylko burzyć fakt, że kto chce mieć przewagę, ten musi aspirować do tworzenia (sprzedawania) metod, a nie pozostawać z tyłu, stosując (kupując) metody istniejące.

WP: Jakimi cechami powinna się wyróżniać osoba, która chce skutecznie zarządzać pieniędzmi na rynku finansowym?

TS: W mojej ocenie najważniejsze jest to, czym górujemy nad maszynami. Intuicja, choćby skromne doświadczenie w modelowaniu oraz wiedza o teorii i praktyce inwestowania, odwaga do funkcjonowania warunkach niepewności, spokój i odporność psychiczna. No i nie lekceważyłbym ani losu - szczęścia czy pecha - ani dobrych doradców…

WP: Dziękuję za rozmowę

Tomasz Szapiro (ur. w 1950 r.) od ponad 30 lat związany ze Szkołą Główną Handlową w Warszawie, gdzie jest m.in. Kierownikiem Zakładu Wspomagania i Analizy Decyzji w Instytucie Ekonometrii. Ukończył fizykę na Uniwersytecie Warszawskim, obronił doktorat z matematyki w Polskiej Akademii Nauk. Habilitację i tytuł profesorski uzyskał w dziedzinie nauk ekonomicznych. Adjunct Professor International Business Studies w renomowanej Carlson School of Management na Uniwersytecie Minnesoty w USA. Jest autorem lub współautorem ponad stu artykułów naukowych opublikowanych w kraju i za granicą. Koordynował wiele krajowych i międzynarodowych projektów badawczych. Współpracuje naukowo z zagranicznymi uczelniami (m.in. Universite Catholique, Louvain-La-Neuve w Belgii, Strathclyde University w Wielkiej Brytanii, University of Minnesota w USA i University of Ottawa w Kanadzie).

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj
WIG -0,29% 58 780,55
2018-12-14 17:05:00
WIG20 -0,31% 2 303,41
2018-12-14 17:15:00
WIG30 -0,27% 2 620,67
2018-12-14 17:15:00
MWIG40 -0,25% 4 066,57
2018-12-14 17:15:00
DAX -0,54% 10 865,77
2018-12-14 17:35:00
NASDAQ -2,26% 6 910,67
2018-12-14 22:02:00
SP500 -1,91% 2 599,95
2018-12-14 21:59:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.

Przemek Barankiewicz - Redaktor naczelny portalu Bankier.pl

Jesteśmy najważniejszym źródłem informacji dla inwestorów, a nie musisz płacić za nasze treści. To możliwe tylko dzięki wyświetlanym przez nas reklamom. Pozwól nam się dalej rozwijać i wyłącz adblocka na stronach Bankier.pl

Przemek Barankiewicz
Redaktor naczelny portalu Bankier.pl