Minister spraw zagranicznych Estonii Margus Tsahkna powiedział w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „Financial Times”, że zabłąkane ukraińskie drony rozbijające się na terytorium NATO to cena, którą warto zapłacić za zniszczenie rosyjskich rafinerii i baz wojskowych.


„Oczywiście nie jesteśmy zadowoleni (z takich incydentów)” – powiedział Tsahkna, zaznaczając jednocześnie, że ukraińskie drony uderzają w obiekty o strategicznym znaczeniu dla Rosji.
Płoną rosyjskie rafinerie, Putin w opałach. "Desperacja Kremla jest śmieszna"
W rozmowie z „FT” szef estońskiej dyplomacji określił jako „śmieszne” rosyjskie oskarżenia, że państwa bałtyckie uczestniczą w nalotach i umożliwiają Ukrainie wykorzystywanie swojej przestrzeni powietrznej. Jego zdaniem, zarzuty te świadczą o desperacji Kremla.
„FT” przypomniał, że w ubiegłym tygodniu na polu w Estonii znaleziono niewybuch ukraińskiego drona z pięciokilogramową głowicą bojową. W bieżącym roku ukraińskie bezzałogowce spadły także na Litwie i w Finlandii.

Gazeta dodała, że na Łotwie polityczne kontrowersje wokół reakcji władz na incydenty z bezzałogowcami przyczyniły się, w ubiegłym miesiącu, do upadku rządu koalicyjnego. W maju ukraińskie drony, które nadleciały od strony Rosji, naruszyły łotewską przestrzeń powietrzną i uderzyły w zbiorniki paliwa w pobliżu wschodniej granicy kraju.
Ataki na Moskwę i Petersburg kompromitują Putina
Estoński minister zauważył, że „ton wokół Putina zmienił się w ciągu ostatnich dwóch i pół miesiąca. Nie jest już tak optymistyczny. Głównym powodem jest sytuacja gospodarcza, na którą wpływ mają ataki w głąb Rosji”.
Tsahkna ocenił, że Kreml „wydawał się głęboko zaniepokojony” ukraińskimi atakami, zwłaszcza ich wpływem na eksport przez Morze Bałtyckie. Jak podkreślił, przez Zatokę Fińską transportowanych jest około 60 proc. rosyjskiego eksportu ropy.
Niedobory paliwa stały się powszechne w całej Rosji. Gazeta podkreśliła, że ukraińskie ataki na instalacje naftowe w Petersburgu i Moskwie były dla Kremla wyjątkowo kompromitujące i podważyły autorytet ich przywódcy Władimira Putina w kraju.
Zdaniem szefa dyplomacji założenie, że Putin jest gotów do negocjacji, okazało się przedwczesne. Dodał, że rosyjski przywódca będzie prawdopodobnie kontynuował swoje strategiczne błędy.
„Putin próbował już w ciągu ostatniego miesiąca wciągnąć Europę w rozmowy. Żeby wykorzystać Europę jako okazję do zyskania na czasie. Żeby nas podzielić” – powiedział minister. Jak zaznaczył, Moskwa chciałaby, aby państwa europejskie występowały w roli mediatorów. „Prawdopodobnie mamy w Unii Europejskiej wiele krajów, które sprzeciwią się dalszym naciskom na Rosję (jeśli państwa UE pełniłyby rolę mediatora), ponieważ powiedzą: »Jeśli prowadzicie negocjacje, a my jesteśmy mediatorami, musimy zachować neutralność«. »Pokój wkrótce«, powiedzą, »porozumienie wkrótce«. To jednak tylko wymówka i bardzo niebezpieczna ścieżka” – ocenił.
Dlaczego Władimir Putin pilnie szuka europejskich mediatorów?
Odnosząc się do ewentualnego udziału Unii Europejskiej w negocjacjach z Rosją, Tsahkna podkreślił, że najpierw państwa członkowskie powinny uzgodnić wspólne stanowisko. „Zanim Europa zdecyduje, kto ma ją reprezentować, musi najpierw uzgodnić wspólne przesłanie, a dopiero później wybrać swojego przedstawiciela” – powiedział.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował 25 czerwca, że zatwierdził 40-dniową „operację wpływu”, której celem jest skłonienie Rosji do zakończenia wojny. Z kolei Władimir Putin przyznał w niedzielę podczas spotkania z ministrami i urzędnikami na Kremlu, że ukraińskie ataki spowodowały niedobory paliwa w różnych regionach Rosji. Dodał również, że Ukraina zaproponowała wzajemne wstrzymanie ataków dalekiego zasięgu jako krok w kierunku pokoju. (PAP)
mgp/ kj/































































