Grudniowe statystyki sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych zszokowały zarówno ekonomistów, jak i inwestorów. Amerykańskie i europejskie giełdy zareagowały spadkami.


Sprzedaż detaliczna w USA w grudniu była aż o 1,2% niższa niż miesiąc wcześniej – poinformował Departament Handlu. Według danych Reutersa był to najsilniejszy spadek sprzedaży detalicznej w Ameryce od września 2009 roku, gdy światowa gospodarka wygrzebywała się z najsilniejszej od kilku dekad recesji.
Opublikowany w czwartek raport o sprzedaży detalicznej z powodu 35-dniowego zamknięcia rządu federalnego był mocno opóźniony. Teoretycznie na piątek zaplanowana jest publikacja danych za styczeń, ale raczej nie ukaże się ona w oryginalnym terminie.
Mimo że raport z handlu detalicznego był mocno przeterminowany, to kompletnie zaskoczył ekonomistów. Rynkowy konsensus zakładał wzrost sprzedaży detalicznej o 0,2% mdm. Takiego obrotu spraw nie zapowiadały także raporty notowanych na Wall Street sieci handlowych. Tymczasem rządowe statystyki mówią, że w grudniu sprzedaż internetowa i wysyłkowa spadła aż o 3,9%, co było najgorszym wynikiem od listopada 2008 roku!
Amerykanie mocno cięli też wydatki na różnego rodzaju dobra wyższego rzędu – czyli takich, których zakup można przełożyć na później lub w ogóle z nich zrezygnować. I tak najmocniej od dekady spadła sprzedaż w sklepach muzycznych, księgarniach i innych sklepach hobbystycznych. Zmalały także obroty sklepów meblowych, odzieżowych, restauracji i barów.
- Te wyniki są okropne. Mocno kontrastują one z raportami o bożonarodzeniowej sprzedaży, które generalnie były dość zdrowe – nie krył zaskoczenia Ward McCarthy, główny ekonomista Jefferies cytowany przez agencję Bloomberg.
Tym bardziej, że po wyłączeniu ze statystyk sprzedaży samochodów i benzyny sprzedaż detaliczna obniżyła się aż o 1,4% mdm, co było najgorszym wynikiem od marca 2009 roku – czyli apogeum wielkiej recesji po kryzysie finansowym. Spontaniczne wytłumaczenia tej detalicznej sensacji koncentrowały się wokół obserwowanego od pewnego czasu pogorszenia nastrojów amerykańskich konsumentów, paraliżu rządu federalnego (którego pracownicy zostali bez pensji) oraz ostrych spadków cen akcji, jakie w grudniu miały miejsce na Wall Street.
Mimo wszystko inwestorzy zdają się nie dowierzać w tak słabe wyniki amerykańskiego handlu. Albowiem po niespełna 30 minutach handlu w Nowym Jorku Dow Jones spadał tylko o 0,6%, a S&P500 zniżkował o niespełna 0,5%. To niewiele, jak na skalę i znacznie czwartkowego rozczarowania. W Europie DAX szedł w dół o 0,6%, ale już indeksy w Londynie i Paryżu utrzymywał się ponad kreską.
Krzysztof Kolany



























































