W piątkowe popołudnie wyraźnie ożywiła się sytuacja na rynku surowców. W górę ruszyły m.in. miedź i ropa naftowa, która wyznaczyła swoje siedmiotygodniowe maksima.


Kwadrans przed godziną 16 za baryłkę ropy Brent płacono na giełdach 36,8 dolarów, o 4,9% więcej niż wczoraj. Po raz ostatni tak "czarne złoto" tak drogie było 5 stycznia, a więc niemal dwa miesiące temu. Drożała także ropa WTI, tutaj wzrosty sięgały 3%. To trzeci z rzędu dzień umacniania się tego surowca.
Jako główną przyczynę dzisiejszych wzrostów analitycy wskazują mniejszą podaż ze strony Iraku i Nigerii. Spowodowała ona, że codziennie na rynek trafia 800 000 baryłek ropy mniej.
- Są dwa źródła siły, po pierwsze zaburzenia w podaży, po drugie popyt na paliwa - skomentował dla Reutersa sytuację na rynku Olivier Jakob, zarządzający w PetrolMatrix.
ReklamaZobacz także
Na miedzi również wzrosty
Ruch w górę wykonała także miedź. W najlepszym momencie dzisiejszej sesji wspięła się ona na poziomy najwyższe od listopada 2015 roku. Wzrosty zbliżały się momentami do 4%, później miedź jednak nieco wyhamowała i rosła "tylko" o 2,25%.
Wpływ na notowania miedzi mogły mieć informacje z Chin, głównego odbiorcy tego surowca. Szef tamtejszego banku centralnego stwierdził, że bankierzy centralni nadal mają pole do działania, jeśli chodzi o politykę monetarną i stymulowanie gospodarki.
- Dzisiejszy komentarz Ludowego Banku Chin jest bliższy realiom i sygnalizuje, że chiński bank centralny może w tym roku dalej łagodzić politykę monetarną - ocenił Liao Qun, główny ekonomista Citic Bank International Ltd.


























































