Kolejne protesty drogowców zablokowały w piątek Sofię, a setki demonstrantów zebrały się przed parlamentem Bułgarii i przeszły głównymi ulicami stolicy, wstrzymując ruch. Protestujący domagają się wypłat za prace wykonane w ostatnim półroczu.


Spór między powołanym w maju tymczasowym rządem a dużymi firmami budującymi i remontującymi drogi oraz autostrady rozpoczął się kilka miesięcy temu, kiedy na jaw wyszło, że większość umów, jakie z nimi podpisano, była niezgodna z prawem.
Naruszono w ten sposób przepisy o zamówieniach publicznych, zawierano bowiem umowy z firmami, które nie były w stanie wykonać zleconych prac, lecz wynajmowały podwykonawców. Ci zaś dostawali w ten sposób zlecenia publiczne bez konkursów.
W budżecie na 2021 rok rząd byłego premiera Bojko Borisowa nie przewidział wszystkich środków na prace publiczne, w sprawie których zawarto następnie umowy. Część tych zleceń wykonano, są jednak poważne zastrzeżenia co do ich jakości; za prace te ponadto nie zapłacono. Według branżowego stowarzyszenia o nazwie Autostrady i Drogi dług państwa wobec wykonawców wynosi 1,3 mld lewów (650 mln euro). Według szefa izby branżowej Georgi Złatewa może się okazać, że niemożliwe będzie oczyszczanie i utrzymanie sieci drogowej zimą.
Na piątkowym posiedzeniu parlamentarnej komisji budżetowej, która obraduje nad nowelizacją budżetu na 2021 rok, minister finansów Asen Wasilew zaproponował, by przyznać drogowcom pieniądze, których się domagają. Jego zdaniem można w tym celu przyjąć specjalną poprawkę i zalegalizować podpisane umowy.

Z Sofii Ewgenia Manołowa (PAP)
man/ fit/ akl/




























































