REKLAMA

Spłacasz kredyt, płać za powódź. Nawet gdy to bez sensu

Malwina Wrotniak2020-08-20 06:00redaktor naczelna Bankier.pl
publikacja
2020-08-20 06:00
Spłacasz kredyt, płać za powódź. Nawet gdy to bez sensu
Spłacasz kredyt, płać za powódź. Nawet gdy to bez sensu
/ Shutterstock

Klienci spłacający kredyty mieszkaniowe w niektórych bankach muszą dopłacać do ubezpieczenia nieruchomości za ryzyko powodzi – ustalił Bankier.pl. Nawet jeśli mieszkają na 10. piętrze albo w miejscu, gdzie zwyczajnie nie ma co wystąpić z brzegów.

– Pamiętam kilka sytuacji, kiedy lokalizacja ubezpieczanego mieszkania w zasadzie w stu procentach wykluczała możliwość wystąpienia powodzi, a i tak polisa bez tego ryzyka została przez bank odrzucona. I na nic zdały się jakiekolwiek tłumaczenia, że przecież powodzi nie będzie. „Ma być i już” – opowiada jeden z dolnośląskich agentów ubezpieczeniowych. Banki przyznają, że wymagają od klientów szerszego zabezpieczenia, niż w niektórych przypadkach nakazywałaby logika. Twierdzą, że z kilku powodów.

Płacisz, gdzie chcesz, ale nie za co chcesz

Komunikacji banków w tym zakresie na poziomie ogólnym trudno cokolwiek zarzucić. Klient jeszcze przed zawarciem umowy jest informowany o konieczności dostarczania w każdym roku spłaty kredytu ubezpieczenia mienia od ognia i zdarzeń losowych z cesją na bank.

Zgodnie z treścią Rekomendacji U Komisji Nadzoru Finansowego, klient powinien mieć swobodę wyboru zakładu ubezpieczeń, co w praktyce oznacza, że może skorzystać z oferty polisy „do kredytu” proponowanej w banku lub zakupić ją samodzielnie na rynku, a do banku dostarczyć jedynie odpowiedni dokument. W wielu bankach obsługa kredytu jest dziś w pełni internetowa, a co za tym idzie, nie ma konieczności stawiania się co rok w oddziale, żeby przekazać polisę kupioną na przykład u zaprzyjaźnionego agenta. Być może właśnie ta wygoda powoduje, że część kredytobiorców nie przywiązuje wagi do tego, za co płaci.

Ubezpieczenia mienia od ognia i zdarzeń losowych są jednym z najprostszych typów polis majątkowych, ale na tyle pojemnych, żeby pomieścić pewien margines niedomówień. Jeden z czytelników zgłosił się do nas nie rozumiejąc, dlaczego musi dopłacić do polisy za ryzyko powodzi, chociaż mieszka w miejscu położonym z dala od jakiegokolwiek zbiornika wodnego, w dodatku istotnie powyżej pierwszej kondygnacji. „Lepiej zapłacić, żeby bank nie odrzucił polisy” – radził agent. Zresztą słusznie.

„Nie od tego jest bank”

– Towarzystwa ubezpieczeniowe definiują w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia „powódź” bardzo różnie. Często definicja obejmuje także szkody z tytułu spływu wody po zboczach i stokach oraz zalania z tytułu intensywnych deszczy. Dlatego BOŚ standardowo wymaga, aby ubezpieczenie objęło to ryzyko – podaje w oficjalnym stanowisku biuro prasowe Banku Ochrony Środowiska. Jak tłumaczy, bank nie jest od tego, żeby szacować ryzyko objęcia powodzią danej nieruchomości i zakłada, że „nawet jeśli ubezpieczona nieruchomość minimalnie podlega ryzyku powodzi, to instytucją, która to znikome ryzyko powodzi powinna ocenić i uwzględnić w kosztach klienta, jest instytucja ubezpieczeniowa”.

– Powodzie są bardzo nieregularne, niesezonowe i występują na różnych terenach, a kredyt zawiera się zazwyczaj na długi czas – takiej argumentacji używa Krzysztof Olszewski, rzecznik prasowy mBanku. Instytucja również wymaga od swoich klientów, żeby ubezpieczenie nieruchomości nie wyłączało takiego ryzyka. W podobnym tonie wypowiada się przedstawicielka Credit Agricole Bank Polska. Tu też każda kredytowana nieruchomość musi być objęta ryzykiem powodzi. – Jest to ryzyko, które coraz częściej występuje, a jego skutki są bardzo dotkliwe. Zależy nam na pełnej ochronie ubezpieczeniowej przedmiotu zabezpieczenia – uzasadnia Mariola Willmann, manager zespołu kredytów hipotecznych.

Podobny warunek obowiązuje w PKO Banku Polskim – dla kredytów zawieranych po 22 lipca 2017 roku. W opinii banku udzielającego finansowania na zakup mieszkania „ryzyko powodzi - obok pożaru i zalania - jest jednym z podstawowych ryzyk, jakie powinno być objęte polisą ubezpieczeniową”.

Przy zawieranych dzisiaj umowach włączenia ryzyka powodzi domaga się BNP Paribas Bank Polska, chociaż wskutek wcześniejszych przejęć w portfelu banku znajdują się dziś kredyty, które takich wymogów nie zawierają, co za tym idzie – ich klienci nie muszą uwzględniać tego ryzyka, spłacając zaciągnięty w przeszłości kredyt.

Bardziej elastyczne podejście deklaruje ING Bank Śląski. Co do zasady ryzyko powodzi powinno być uwzględnione w polisie z cesją na bank. Ten jednak deklaruje, że jeśli ubezpieczenie ryzyka nie obejmuje, do każdej sprawy podchodzi indywidualnie.

Są na rynku i banki, które nie domagają się powodzi w polisie z cesją. Takie podejście deklaruje Bank Millennium, jednak przyznaje, że inaczej było w przypadku umów kredytowych zawieranych przez klientów z przejętym w ubiegłym roku Euro Bankiem.

Drożej, a finalnie taniej

Dopłata za ryzyko powodzi w przypadku uśrednionej nieruchomości na kredyt i przeciętnej oferty ubezpieczeniowej nie kosztuje wiele. Ale warto pamiętać, że tej czasami nieuzasadnionej nadpłaty w przypadku długoterminowych kredytów dokonuje się latami.

– Logicznym i słusznym jest taki sposób myślenia, że jeśli mieszkamy w miejscu, w którym nigdy powodzi nie było, a prawdopodobieństwo jej wystąpienia w praktyce jest równe zeru, to dlaczego mielibyśmy płacić dodatkową składkę za to ryzyko – pyta Joanna Brzezińska, specjalista ds. sprzedaży ubezpieczeń w Multiagencji Conditor.

Jak jednak wyjaśnia, w znakomitej większości wypadków - wyłączając klientów mieszkających na terenach stricte zalewowych i tych gdzie faktycznie takie zdarzenia miały w ostatnim czasie miejsce – „ryzyko powodzi w ubezpieczeniu mieszkania to udział w składce rzędu kilku do kilkunastu złotych, a więc stosunkowo niewielki”. Znajdą się jednak też nieruchomości o ryzyku mniej oczywistym, a wartości znacznie wyższej, zatem i różnicy w składce znacznie bardziej wyraźnej.

Joanna Brzezińska na obronę banków przywołuje kwestię całościowych kosztów oceny zagrożenia. Tłumaczy, że nie dysponują one tak szczegółową i na bieżąco aktualizowaną wiedzą w zakresie ryzyka powodziowego, jak towarzystwa ubezpieczeniowe. – Banki poszły po linii najmniejszego oporu i zamiast gromadzić, a później przetwarzać ogromną ilość danych, większość uznała, że ryzyko powodzi ma być wliczone w polisę i już. Tak jest zwyczajnie prościej i paradoksalnie dla wszystkich chyba również taniej. Przeprocesowanie takiej ilości informacji kosztowałoby krocie, za co ostatecznie przecież i tak zapłaciliby klienci.

Źródło:
Malwina Wrotniak
Malwina Wrotniak
redaktor naczelna Bankier.pl

Redaktor naczelna Bankier.pl. Autorka wielu publikacji z zakresu finansów, ukazujących się na łamach serwisu od 2008 roku. W przeszłości dziennikarz specjalizujący się w tematyce ubezpieczeń, doceniona Nagrodą Polskiej Izby Ubezpieczeń dla Środowiska Dziennikarskiego. Autorka emigracyjnych projektów "Tam mieszkam" i "Zawróceni", uhonorowana Nagrodą im. Macieja Płażyńskiego dla dziennikarzy i mediów służących Polonii. W 2016 r. wydała książkę "Tam mieszkam. Życie Polaków za granicą". Absolwentka studiów doktoranckich na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu.

Tematy
Szukasz kelnerki? Kup ogłoszenie za 59,32 zł!

Szukasz kelnerki? Kup ogłoszenie za 59,32 zł!

Advertisement

Komentarze (2)

dodaj komentarz
zzibi2
to jest pewnie po to aby blokować kupowanie ubezpieczeń spoza banku - owszem prawo mówi że możesz wybrać ubezpieczenie inne niż ma bank ale zakres ubezpieczenia musi być taki sam
sel
To jest trochę inaczej , byłeś zalany? lub możesz być? dostałeś pomoc od państwa bo się nie ubezpieczyłeś? , teraz zapłacisz za to 5 razy tyle w nowych podatkach..!!!

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki