Rebelia republikańskich senatorów posłużyła za pretekst do realizacji zysków z akcji i pomogła eurodolarowi pokonać barierę 1,13. Amerykańskim aktywom nie pomogła też obniżka prognoz gospodarczych dla USA.


Najmocniej oberwał najbardziej wygrzany z trzech nowojorskich indeksów: Nasdaq zanotował spadek o 1,61%. S&P500 obniżył się o 0,81%, ale już Dow Jones stracił tylko 0,46%. Kurs EUR/USD wystrzelił w górę o blisko 1,5% i po raz pierwszy od września 2016 znalazł się powyżej 1,13.
Tyle wiemy na pewno. Reszta jest kwestią domysłów. Rynkowe komentarze wiążą wtorkowe spadki z zamieszaniem w amerykańskim Senacie, gdzie odwołano głosowanie nad ustawą mającą zdemontować tzw. Obamacare. Okazało się bowiem, że Republikanie znów nie mają wymaganej większości, aby zrealizować jeden ze swoich sztandarowych postulatów!
To już drugie podejście do reformy państwowego sektora medycznego w USA. Zdaniem niektórych to papierek lakmusowy dla administracji Donalda Trumpa. Jeśli nie potrafi „zaorać” Obamacare, to jak ma sobie poradzić z deregulacją gospodarki i rewolucją w podatkach – mówią. A to przecież prorynkowe obietnice prezydenta Trumpa stały za ostatnią falą wzrostów na Wall Street i umocnieniem dolara.

Ponadto trzeba pamiętać, w jakim miejscu znajduje się obecnie amerykański rynek akcji. Giełdowe indeksy wciąż są blisko nominalnych rekordów wszech czasów i z solidnymi zyskami od początku roku (np. S&P500 w tym roku urósł o ponad 8%). Wyceny spółek są wręcz horrendalnie wysokie w odniesieniu zarówno do historycznych jak i oczekiwanych zysków.
Dodatkowo sentymentu nie poprawiła informacja z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który obniżył tegoroczną prognozę wzrostu PKB dla Stanów Zjednoczonych z 2,3% do 2,1%, a przyszłoroczna z 2,5% do 2,1%. MFW uzasadnił swą decyzję niepewnością wobec polityki gospodarczej Białego Domu.
Nastrojów na Wall Street nie zdołała poprawić szefowa Rezerwy Federalnej. Janet Yellen powiedziała, że za swojego życia nie spodziewa się takiego kryzysu finansowego, jak ten z lat 2007-09. Tego typu wypowiedzi lubią się potem mścić na swoich autorach. I to nierzadko prędzej niż później.
Krzysztof Kolany































































