Efekt domina w niemieckiej motoryzacji. Kolejne fabryki zamykają na cztery spusty swoje bramy, przyznając, że plany restrukturyzacyjne, które zakładały redukcję zatrudnienia i wpompowanie milionów euro, nie zadziałały. "Jakość pracy nie jest problemem, a nowa sytuacja rynkowa" - komentują przedstawiciele branży. To oznacza, że bankructwa mogą się dopiero rozpędzać.


Walka o przetrwanie niemieckiej motoryzacji dotyczy całej branży, a dokładniej każdego oka w łańcuchu dostaw. Upadek jednej firmy dodaje problemów kolejnej. Do tego dochodzą wysokie koszty pracy, które powodują, że koncerny przenoszą swoją produkcję bardziej na wschód.
Kolejne niemieckie fabryki na dnie
Jednym z zakładów, które muszą podjąć decyzję o finalnym zamknięciu, jest firma Mann+Hummel, która zajmuje się produkcją systemów filtracyjnych. Zakład w Speyer ma pracować tylko do końca 2028 roku. Obecnie zatrudnia około 600 osób. Jak wyjaśnia tamtejsze kierownictwo, winę ponosi presja ekonomiczna, na którą składa się niepewność na rynkach, wysokie koszty energii czy słaby wzrost gospodarczy.
Drugą fabryką, która rozpocznie wygaszanie po 90 latach pracy, jest Erich Jaeger GmbH. Złożyła już ona odpowiedni wniosek w sądzie. Zakład, zatrudniający ponad 1000 osób m.in. w Polsce, produkuje jeszcze części do instalacji elektrycznych zarówno do samochodów osobowych, jak i ciężarowych. Nie wiadomo jednak jak długo.
Miliony euro nie pomogły
Jednak to nie koniec. Dwa duże zakłady, które dostarczały komponenty - Bohai (zajmowała się odlewami) oraz Schlote-Gruppe (specjalizującej się w silnikach oraz w skrzyniach biegów), nie znalazły zainteresowanych nimi inwestorów. Miliony pompowane w plany restrukturyzacyjne nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Dodatkowo główny klient zapowiedział z kolei, że jesienią rezygnuje z zamówień. Łącznie zatrudnionych jest 1000 osób, ale te upadłości mogą pociągnąć za sobą kolejne.

W ciągu ostatnich dwóch lat z europejskiej motoryzacji zniknęło prawie 104 tys. miejsc pracy. I to jeszcze nie koniec. Branża generuje miliardowe straty, a inwestycje m.in. w elektromobilność, nie zaczęły się jeszcze zdaniem ekspertów zwracać. Do tego dochodzi wyścig, przegrany niemal na starcie, z chińskimi producentami samochodów.
opr. aw
































































