Sfinks Polska, zarządzający siecią restauracji, szacuje, że może w tym roku stracić do 20 mln zł gotówki w związku z pandemią. Lockdown zmusił spółkę do skorzystania z rozwiązań restrukturyzacyjnych - poinformował PAP Biznes prezes Sylwester Cacek.


"Przejściowe problemy z płynnością mieliśmy od czasu wprowadzenia zakazu handlu w niedziele, zwłaszcza że w pewnym momencie też straciliśmy finansowanie z faktoringu odwrotnego. Udało nam się potem wyjść na prostą, podpisać ugody, początek roku był bardzo dobry sprzedażowo. Od marca problem zaczął się jednak pogłębiać w związku z wprowadzonym lockdownem. Gdyby nie epidemia, problemów płynnościowych by nie było" - powiedział PAP Biznes Sylwester Cacek.
"Szacujemy wstępnie, że w tym roku możemy stracić nawet do 20 mln zł gotówki w związku z pandemią, a otrzymaliśmy tylko 3,5 mln zł wsparcia z PFR i około 0,6 mln z Urzędu Pracy" - dodał prezes Sfinksa.
Jak powiedział, spółka spodziewała się drugiej fali epidemii i zakładała, że powrót do normalności potrwa do końca przyszłego roku. "Nie zakładaliśmy jednak, że w tej drugiej fali będzie tak dużo zakażeń i nie przewidywaliśmy lockdownu" - powiedział.
Od soboty 24 października rząd wprowadził zakaz działalności stacjonarnej lokali gastronomicznych, pozostawiając jedynie możliwość świadczenia usług na wynos i dowóz. Obostrzenia mają obowiązywać dwa tygodnie z możliwością przedłużenia tego terminu, jeśli liczba zakażeń koronawirusem nie spadnie.

W czwartek Sfinks Polska złożył wniosek do Monitora Sądowego i Gospodarczego o publikację obwieszczenia o otwarciu postępowania o zatwierdzenie układu w ramach uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego (przewidzianego w tzw. tarczy 4.0 z 23 czerwca 2020 roku).
"Gdyby nie było lockdownu oraz takiej wysokiej liczby zakażeń, to pewnie nie musielibyśmy korzystać z tego mechanizmu. Wprowadzony lockdown i bardzo wysoka liczba zakażeń nie zostawiły nam innej możliwości działania. Sytuacja jest nieprzewidywalna, jeszcze we wrześniu nic nie wskazywało na lockdown ani na trend odwracający gwałtownie sprzedaż. Analizując tempo powrotu sprzedaży w tym roku do roku 2019 sprzedaż wrześniowa i tempo powrotu rdr były porównywalne z sierpniem. Gdy zaczęły w październiku narastać zakażenia, zaczęła spadać, ale niedużo" - powiedział Cacek.
"Myślę, że wiele innych przedsiębiorstw gastronomicznych, ale nie tylko, pójdzie naszą drogą" - dodał.
Jak wyjaśnił Cacek, harmonogram restrukturyzacji będzie uzgadniany z doradcą restrukturyzacyjnym. Ustawa przewiduje maksymalnie cztery miesiące na zakończenie procesu, czyli zawarcie układu z wierzycielami i akceptację przez sąd.
Ponadto, spółka będzie się ubiegać o wsparcie finansowe z lipcowej ustawy dotyczącej wsparcia przedsiębiorstw w restrukturyzacji.
Na początku marca, przed zamknięciem branży na skutek pandemii, spółka Sfinks Polska zarządzała 168 lokalami gastronomicznymi na terenie Polski. Obecnie jest ich 145 pod szyldami Sphinx, Chłopskie Jadło i Lepione Pieczone, WOOK, Piwiarnia, Meta oraz Fabryka Pizzy. Część lokali nie wznowiło dotąd działalności po lockdownie, a część została trwale zamknięta.
"W wielu lokalach zostaliśmy z nadzieją, że będzie lepszy rynek, mimo iż nie udało się renegocjować warunków najmu. Teraz to olbrzymie obciążenie i nie można wykluczyć, że będziemy zamykać kolejne lokale, wypowiadać umowy, z powodu siły wyższej" - powiedział prezes Sfinksa.
Cacek poinformował, że w porównaniu z wiosennym lockdownem więcej restauracji spółki jest przygotowanych do świadczenia usług na wynos i dowóz. "Jednak sam kanał delivery nie zapewnia rentowności, choć obniża straty wynikające z płatności czynszów. Ten kanał stanowi jednak kilkanaście proc. udziałów w sprzedaży, czyli tracimy w tej chwili ponad 80 proc. sprzedaży rdr. Pracujemy też nad poprawą oferty cateringowej" - powiedział Cacek.
W związku z pandemią, w I połowie 2020 r. sprzedaż gastronomiczna grupy, uwzględniająca przychody wszystkich restauracji zarządzanych przez Sfinks Polska, także franczyzowych (z wyłączeniem sieci Piwiarnia), spadła o 43 proc. do 54,15 mln zł. Jednocześnie, przychody jednostkowe Sfinks Polska spadły do 39,62 mln zł, czyli o 49 proc. rdr, przy wyniku EBITDA na poziomie 5,8 mln zł wobec 17,5 mln zł rok wcześniej (dane za 2019 r. po przeliczeniu z uwzględnieniem zmienionej polityki rachunkowości). Strata netto pogłębiła się i wyniosła 30,8 mln zł wobec blisko 5 mln zł straty rok wcześniej.
Gastronomia potrzebuje pomocy
"Zaproponowana dotąd pomoc rządowa jest bardzo skromna, biorąc pod uwagę kondycję branży, nie tylko przez drugi już lockdown, ale po czterech latach zmian prawa, które uderzały w gastronomię rykoszetem, w tym głównie zakaz handlu w niedzielę" - powiedział prezes Sfinksa Sylwester Cacek.
Od soboty 24 października rząd wprowadził zakaz działalności stacjonarnej lokali gastronomicznych, pozostawiając jedynie możliwość świadczenia usług na wynos i dowóz. Obostrzenia mają obowiązywać dwa tygodnie z możliwością przedłużenia tego terminu.
Branża gastronomiczna prowadzi konsultacje ze stroną rządową w sprawie środków pomocowych. Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział w ubiegłym tygodniu dla branż dotkniętych jesiennym lockdownem wypłatę świadczenia postojowego, zwolnienie ze składek ZUS za listopad oraz bezzwrotne dotacje w wysokości 5 tys. zł.
"Propozycja np. 5 tys. dotacji jest skierowana głównie dla mikro i małych firm. Zwolnienie z ZUS i postojowe to dobra pomoc, ale to krótkoterminowe działania i w dodatku efekty płynnościowe pomocy za listopad będą dopiero w grudniu. Dodatkowo w listopadzie część firm będzie płacić raty ZUS z pierwszego lockdownu. Niektórzy mogą nie doczekać nawet tych kilku tygodni" - ocenił prezes Sfinksa.
"Gastronomia jest bardzo przeregulowana we wszystkich obszarach, a restauratorzy w centrach handlowych są mocno poturbowani przez nadużywanie pozycji dominującej przez centra handlowe i dodatkowo zakaz handlu w niedziele. Potrzebne są długofalowe rozwiązania dla branży" - powiedział.
Jak wskazał Cacek, w ramach doraźnej, konkretnej pomocy przydałyby się uproszczenia w istniejących przepisach pomocowych dla firm, m.in. w ustawie o restrukturyzacji i szybka pomoc, np. systemowe przesunięcie terminów rozliczeń za pierwszy lockdown, w tym płatności składek ZUS.
Po drugie - jak zauważył - potrzeba zmian regulacyjnych. Branża postuluje jak najszybsze ustawowe wsparcie renegocjacji czynszów. "Namawiamy rząd do wydania rozporządzenia ułatwiającego zabezpieczenia ws. czynszów polegające na skorzystaniu już z istniejących przepisów Kodeksu Cywilnego, czyli określenie w tych nieprzewidywalnych czasach czynszu i opłat z nim związanych jako procent od sprzedaży. Później albo strony umowy najmu, jeżeli się porozumieją, albo sąd uregulują za cały ten okres wysokość czynszu w zależności od indywidualnej sytuacji. Możemy i zaczęliśmy wysyłać wnioski o zabezpieczenie do sądów, ale ponieważ w tym kierunku idzie już większość najemców, to w sądach zaczną się zatory i kodeksowa instytucja zabezpieczenia, czyli w zamyśle szybka ścieżka działania, nie będzie miała sensu" - powiedział Cacek.
"Czynsze zabijają nie tylko naszą branżę i jeśli się nie zmienią, duża część podmiotów, nie tylko gastronomicznych, będzie musiała ogłosić upadłość. Upadłości będą w przyszłych latach dużym obciążeniem także dla budżetu państwa, gdyż pociągają za sobą inne branże, które przestaną płacić podatki, czy straty banków. Po jakimś czasie przyjdą nowi najemcy i dostaną niższe czynsze, by lokale nie stały puste, ale strat spowodowanych upadłościami już nikt nie zrekompensuje" - dodał prezes restauracyjnej spółki.
Zauważył, że wiosną wielu wynajmujących nie chciało negocjować warunków. "Jeśli teraz nie będzie zmian w tym obszarze, to czynsze będą głównym powodem ogłaszania upadłości przez najemców" - powiedział.
Ponadto, jego zdaniem, potrzebne jest strategiczne długoterminowe wspieranie płynnościowe. "Nawet jeśli obniżymy czynsze, to są pewne koszty zmienne np. energii, podatek od nieruchomości, których się nie da ograniczyć poniżej pewnego poziomu i przy spadku sprzedaży ich udział w kosztach ogółem rośnie. Bez zwrotnej pomocy długo będziemy jako branża wychodzić z dołka" - powiedział.
Lockdown w gastronomii może potrwać
Sylwester Cacek zauważył, że przy pierwszej fali epidemii lockdown ogłoszono w połowie marca, gdy było ok. 60 zakażeń koronawirusem dziennie, a został zakończony po dwóch miesiącach przy 500 przypadkach dziennie. Teraz lockdown gastronomii ogłoszono przy ponad 10 tys. zakażeń w ciągu doby.
"Trudno przewidzieć, kiedy zostanie on zakończony. Przy takim poziomie zakażeń, nie spodziewałbym się zakończenia lockdownu w gastronomii przed końcem roku. Nie sądzę, by Ministerstwo Zdrowia pozwoliło otworzyć lokale na okres imprez świąteczno-noworocznych itp." - powiedział.
"Jeżeli rząd postanowi zakończyć ten lockdown za tydzień czy dwa, to tylko po to, żeby uwolnić siebie od odpowiedzialności, gdyż sprzedaż jeszcze długo nie wróci do poprzednich poziomów i bez rozwiązania kwestii czynszowych tylko pogorszy to sytuację. Z jednej strony będziemy mieć bowiem przestraszonych gości, których większość już nie przyjdzie do restauracji, a z drugiej kontrahentów, którzy przestaną negocjować, gdyż nie będzie lockdownu. Do tego zapewne dojdą dodatkowe koszty związane z obowiązkami podwyższonego bezpieczeństwa w lokalach" - dodał.
Jak poinformował, w praktyce niemożliwe jest też negocjowanie stawek czy terminów płatności z instytucjami państwowymi na dostawy energii czy np. gazu, a banki jako pierwsze wykluczyły w drugim kwartale sektorowo gastronomię z kredytowania.
"Dlatego tym razem powinno być też ustawowo uregulowane np. odroczenie tworzenia jakiejś części rezerw przez banki przy restrukturyzacjach kredytów w tym okresie, żeby nie biło to w ich współczynniki adekwatności kapitałowej" - powiedział Sylwester Cacek. "W obecnej sytuacji, bez kompleksowego rozwiązania nasza branża, jak i wiele innych, będzie miała wraz z naszym państwem tylko większe straty" - podsumował.
Sfinks Polska zarządza 145 lokalami gastronomicznymi na terenie Polski, w tym siecią 71 restauracji Sphinx (segment casual dining), 48 pubami Piwiarnia Warki (segment gastro pubów), 10 restauracjami Chłopskie Jadło (segment casual dining), 11 restauracjami Fabryka Pizzy, 3 lokalami działającymi pod szyldami Meta Seta Galareta i Meta Disco, restauracją WOOK (segment casual dining) i lokalem Lepione & Pieczone (fast casual dining).
Anna Pełka (PAP Biznes)
pel/ pr/



























































