Kryterium służby na rzecz totalitarnego powinno być oceniane na podstawie wszystkich okoliczności sprawy, w tym także na podstawie indywidualnych czynów i ich weryfikacji pod kątem naruszenia podstawowych praw i wolności człowieka - orzekła w środę w uchwale Izba Pracy Sądu Najwyższego.


"SN uważa, że trzeba wreszcie rozstrzygnąć te wątpliwości, bo sprawa tej ustawy i jej stosowania toczy się już kilka ładnych lat i brak jest jakiś jednoznacznych wytycznych, w jakim kierunku rozumieć te przepisy i jak je stosować" - powiedział w uzasadnieniu uchwały siedmiu sędziów SN prezes Izby Pracy Józef Iwulski.
Sprawa przed SN została zainicjowana pytaniem prawnym, które w końcu listopada ub.r. zadał Sąd Apelacyjny w Białymstoku rozpatrując apelację od wyroku ws. odwołania od decyzji MSWiA o ponownym przeliczeniu emerytury byłego funkcjonariusza z PRL.
ReklamaZobacz także
SA zapytał, czy do obniżenia emerytury byłego funkcjonariusza służb PRL wystarczające jest kryterium "pełnienia służby na rzecz państwa totalitarnego", czy też powinno się dokonywać oceny indywidualnych czynów poszczególnych funkcjonariuszy. Ponadto SA zapytał, czy jeśli uzna się, że formalny fakt pełnienia służby w PRL jest wystarczający do ponownego przeliczenia emerytury, to czy powinno to skutkować ponownym obniżeniem świadczenia emerytalnego wobec funkcjonariusza, któremu już na podstawie wcześniejszych przepisów - w 2009 r. - obniżono to świadczenie.
W uchwale SN przesądził, że powinno dokonywać się oceny indywidualnych czynów poszczególnych funkcjonariuszy przy sprawach o obniżenie ich emerytur.

Przewodniczącym składu orzekającego w tej sprawie jest prezes Izby Pracy Józef Iwulski, który w latach 70. służył w Wojskowej Służbie Wewnętrznej. W środę rano SN odrzucił dwa wnioski złożone przez prokuraturę - jeden dotyczył odroczenia rozpoznawania sprawy przez SN do czasu wydania rozstrzygnięcia przez Trybunał Konstytucyjny, drugi - wyłączenia od orzekania w tej sprawie sędziego Józefa Iwulskiego.
Przedstawiciel prokuratury wniósł w imieniu Prokuratora Generalnego przed SN o podjęcie uchwały mówiącej, że kryterium pełnienia służby na rzecz totalitarnego państwa zostaje spełnione w przypadku formalnej przynależności do wymienionych w ustawie służb oraz, że spełnienie tej formalnej przynależności powoduje "kolejne obniżenie świadczenia emerytalnego".
Jak przypomniał, ustawa dezubekizacyjna miała na celu podjęcie działań w zakresie "przywrócenia elementarnej sprawiedliwości społecznej". Dodał, że w ustawie zawarte są już wyjątki od zasady obniżenia emerytury.
PiS komentuje wyrok Sądu Najwyższego
Biorąc pod uwagę skład orzekający trudno było oczekiwać innego wyroku - ocenił w rozmowie z PAP poseł PiS Przemysław Czarnek, komentując uchwałę SN ws. emerytur b. funkcjonariuszy służb PRL. Jego zdaniem, wyłącznie indywidualna ocena jest niemożliwa.
Zdaniem Czarnka "biorąc pod uwagę skład orzekający i przewodniczącego sędziego Józefa Iwulskiego, trudno było oczekiwać innego wyroku". "Osoby kojarzone, bezpośrednio uczestniczące w PRL-owskim aparacie władzy do 1989 roku od 30 lat bronią się przed dekomunizacją, lustracją i jakimkolwiek rozliczeniem z aparatem państwa totalitarnego zawsze tą samą argumentacją - +nie jest możliwa odpowiedzialność zbiorowa. Sądźcie nas indywidualnie+" - stwierdził.
Według posła PiS "wyłącznie indywidualna ocena jest niemożliwa i prowadzi do paraliżu procesu przywracania sprawiedliwości materialnej, jako wartości nadrzędnej". "Z tego powodu dzisiejsze orzeczenie Sądu Najwyższego musi być ocenione negatywnie" - zaznaczył.
"W przypadku ustawy dezubekizacyjnej obniżyliśmy emerytury do normalnego, standardowego poziomu, a nie zabraliśmy emerytury osobom, które bezpośrednio brały udział i pracowały w aparacie państwa totalitarnego, i nie ma tu nic sprzecznego z zasadami praworządności" - podkreślił Czarnek.
"Nie możemy działać jak państwo totalitarne"
Państwo jest uprawnione do rozliczeń z byłym reżimem, jednak przed sądem zawsze staje konkretny człowiek; nie możemy działać jak państwo totalitarne, które nie przestrzegało żadnych reguł, wówczas stalibyśmy się tym samym systemem, który krytykujemy - wskazał w środę Sąd Najwyższy.
W ustnych motywach orzeczenia sędzia sprawozdawca Bohdan Bieniek podkreślił, że należałoby się zastanowić, czego dotyczy rozpatrywany w środę przez sąd problem prawny. Sędzia zaznaczył, że sprowadza się on do tego, jak mamy sobie poradzić się z przeszłością. "Jak ją rozliczyć i czy to jest aby na pewno tylko domena prawa" - mówił.
Jak wywodził, że taki rozrachunek z przeszłością "powoduje silne linie podziału od strony etycznej, społecznej, ideologicznej czy wręcz politycznej" i ścierają się wówczas dwie przeciwstawne koncepcje.
Jako pierwszą wskazał koncepcję tzw. grubej kreski. "Czyli sytuacja, w której budujemy demokratyczne państwo prawa ze spojrzeniem w przyszłość i uznaniem, że oceny w stosunku do konkretnych czynów i faktów związanych z polityką władz komunistycznych są domeną historii, a nie prawa" - mówił. Jak wskazał, druga koncepcja zakłada zaś konieczność podjęcia "radykalnych działań zmierzających do rozliczenia osób za dawne niegodziwości, by w ten sposób zadośćuczynić ich ofiarom".
Sędzia przyznał, że z takim problemem borykały się także inne kraje postkomunistyczne. "Na pewno trzeba tu powiedzieć wyraźnie, że Sąd Najwyższy w składzie rozpoznającym sprawę podziela pogląd, że państwo jest uprawnione do rozliczeń z byłym reżimem, reżimem, który w warunkach demokratycznych został skutecznie zdyskredytowany" - stwierdził sędzia.
Podkreślił przy tym, że przed sądem staje zawsze "konkretny człowiek". Jak wskazywał, w związku ze znowelizowaną w 2016 r. ustawą powstał problem, czy ustawodawca chce oceniać czyny jednostki, czy też zmierza do ustanowienia odpowiedzialności zbiorowej. "Proszę zauważyć, że ilość stanów faktycznych, które mogą być objęte treścią tej ustawy, jest nie do uchwycenia z perspektywy abstrakcyjnej odpowiedzi na pytanie" - mówił sędzia.
Powołując na preambułę do konstytucji, w której mowa m.in. o gwarancji praw obywatelskich, sędzia wskazywał, że wskazana gwarancja "odcina nas od metod typowych dla państw totalitarnych". "My nie możemy działać jak to państwo totalitarne, które nie przestrzegało żadnych reguł, żadnych praw jednostki do rzetelnego i sprawiedliwszego procesu. Stalibyśmy się wówczas niczym innym, jak tym samym systemem, który krytykujemy" - powiedział sędzia Bieniek.
Jak podsumował, w rezultacie miejsce pracy i okres pełnienia służby nie może być jedynym kryterium pozbawienia prawa do świadczenia emerytalnego b. funkcjonariuszy PRL.
Z kolei w stanowisku Rzecznika Praw Obywatelskich wskazano, że dla SN znaczenie muszą mieć nie tylko rozważania dotyczące abstrakcyjnych norm prawnych, tylko konkretny człowiek, w związku z którym trafiła sprawa do SN - a więc 96-letnia osoba, której obniżono świadczenie po raz kolejny do poziomu minimum socjalnego.
Pytanie prawne w sprawie tzw. ustawy dezubekizacyjnej białostocki SA zadał w końcu listopada ub.r. Jak informował zespół prasowy SN, wątpliwości SA odnośnie do wykładni niektórych przepisów tej ustawy ujawniły się w toku rozpoznawania sprawy zainicjowanej odwołaniami emeryta Aleksego T. urodzonego w 1924 r.
Odwołania dotyczą decyzji dyrektora Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA z 28 czerwca 2017 r. o ponownym ustaleniu wysokości renty inwalidzkiej oraz emerytury w trybie przepisów ustawy o "policyjnym" zaopatrzeniu emerytalno-rentowym, wedle ich brzmienia ustalonego ustawą dezubekizacyjną. "Na mocy obu decyzji organ rentowy ustalił Aleksemu T. z dniem 1 października 2017 r., wysokość emerytury, jako świadczenia korzystniejszego, niż renta inwalidzka, na 91,27 zł, jednocześnie podwyższając ją do kwoty minimalnej emerytury 1 tys. zł, co finalnie, wraz z dodatkiem pielęgnacyjnym, zamknęło się kwotą 1 tys. 209,59 zł" - informował zespół prasowy SN.
Aleksy T. służył w Milicji Obywatelskiej od 30 marca 1950 r. Sąd Okręgowy w Białymstoku w czerwcu 2019 r. oddalił odwołanie od obu decyzji m.in. z tym uzasadnieniem, że informacja IPN-u miała charakter wiążący dla organu rentowego, a to oznacza, że obie decyzje dotyczące ustalenia emerytury były uzasadnione pod względem faktycznym i prawnym. Od tego rozstrzygnięcia emeryt wniósł apelację.
Sprawa dotycząca tzw. ustawy dezubekizacyjnej oczekuje także na rozstrzygniecie w Trybunale Konstytucyjnym. Dotychczas Trybunał dwukrotnie zajmował się tymi przepisami. W połowie lipca TK rozpoczął w pełnym składzie rozpatrywanie wniosku warszawskiego sądu okręgowego w tej sprawie tych regulacji. Na rozprawie w połowie sierpnia zaś przedstawiciele Sejmu i Prokuratora Generalnego odpowiadali na pytania sędziów TK. Kolejny termin rozprawy w TK był wyznaczony na 11 września, ale w zeszłym tygodniu został przełożony na 6 października. (PAP)
autor: Marcin Jabłoński
mja/ aj/































































