Po nieudanym zamachu na Donalda Trumpa inwestorzy zaczęli dyskontować coraz bardziej prawdopodobny powrót do władzy byłego prezydenta. Oznaczało to wzrost cen akcji i delikatny wzrost rentowności obligacji skarbowych.


W sobotę republikański kandydat na prezydenta przeżył zamach na swoje życie podczas wiecu w Pensylwanii. Zdaniem komentatorów to wydarzenie może znacząco zwiększyć szanse Donalda Trumpa w listopadowych wyborach prezydenckich. Jako pierwszy zareagował rynek kryptowalut, gdzie mocno w górę poszły notowania bitcoina. Dopiero w poniedziałek mogły zareagować „konwencjonalne” aktywa finansowe.
Indeks S&P500 zakończył poniedziałkową sesję skromną zwyżką o 0,28%, ale i tak oznaczało to nowy śródsesyjny rekord wszech czasów (5 666,81 pkt.), ale już bez najwyższego w historii kursu zamknięcia. Nasdaq zyskał 0,40% i dotarł na wysokość 18 472,57 pkt. Od początku roku oba indeksy zyskały odpowiednio 18% i 23%.
Analitycy coraz śmielej rysują scenariusze makroekonomiczne po oczekiwanej wygranej Donalda Trumpa. Eksperci Goldman Sachs spodziewają się wprowadzenia nowych ceł na towary z Europy. Ale na rynku dominuje pogląd, że prezydent Trump oznaczałby wyższy dług publiczny (choć administracja Joe Bidena jest w tej konkurencji absolutnym rekordzistą), wyższą inflację i zmianę restrykcyjnego kursu organów federalnych (SEC) względem kryptowalut. Generalnie poprzednia prezydentura Republikanina była nadzwyczaj sprzyjająca dla amerykańskiego rynku akcji za sprawą obniżek podatków, deregulacji i polityki przyjaznej biznesowi.

- Jesteśmy w roku wyborczym i gdy spojrzysz na historyczne rezultaty, to taki rok wyborczy był generalnie bardzo dobry – zaznaczył Bruce Zaro z Granite Wealth Management cytowany przez agencję Reuters. Więcej o tzw. cyklu prezydenckim na amerykańskim rynku akcji można przeczytać w tekście zatytułowanym „Cykl prezydencki kontra AI”.
Na froncie makroekonomicznym inwestorów rozczarowały dane z Chin, gdzie oficjalny wzrost PKB w II kwartale okazał się znacząco słabszy od oczekiwań oraz wolniejszy niż w I kwartale. Wyraźnie pod kreską dzień zakończyły główne indeksy w Europie. W USA gorzej od prognoz zaprezentował się lipcowy odczyt indeksu NY Empire State, który osunął się z -6 pkt. do -6,6 pkt.
Niewiele nowego wniosło za to przemówienia Jerome’a Powella. Szef Fedu powtórzył wcześniej wygłoszoną w Senacie frazę o tym, że niedawne dane inflacyjne „dodały pewności”, iż presja cenowa trwale wraca do 2-procentowego celu (w czerwcu inflacja CPI w Stanach Zjednoczonych spadła z 3,3% do 3,0%).
KK





























































