Banki centralne Korei Południowej, Tajwanu oraz Hong Kongu obniżyły dziś oficjalną cenę pieniądza o 25 pkt. bazowych. Bank Japonii (który stóp obniżać nie może, bo już wynoszą tylko 0,5%) rzucił na rynek pieniężny 2 bln jenów (20 mld $). Wczoraj koszty kredytu zredukował także Ludowy Bank Chin (cięcie o 27 pb.).
„Bardziej intensywne działania władz monetarnych powinny zmniejszyć awersję do ryzyka, co powinno osłabić jena” – powiedział w wywiadzie dla Bloomberg Television Greg Gibbs, strateg walutowy w banku ABN Amro Australia.
Rynek potwierdził te przypuszczenia. O godzinie 9:20 dolar był wyceniany na 100,72 jenów, a więc o 1,7% wyżej niż w środę. Euro zyskało 2,1%, osiągając cenę 137,90 jenów. Ruch ten jest korektą bardzo silnego umocnienia japońskiej waluty w ostatnich dniach – od początku tygodnia kurs USD/JPY spadł o 3,9%.
Za zmianami kursu jena w znacznej mierze stoją spekulanci stosujący strategię carry trade, w ramach której tanio pożyczone jeny zamieniają na bardziej dochodowe aktywa na Antypodach, w Europie, RPA czy Brazylii. Dlatego też ostatnie załamanie na rynkach finansowych doprowadziło do aprecjacji jena względem dolara australijskiego i nowozelandzkiego – od początku miesiąca waluty te straciły na wartości odpowiednio 21% i 16%.
Do powrotu do carry trade zachęca także mniejsza zmienność implikowana na parze dolar-jen. W czwartek współczynnik ten spadł o 3,73 pkt. proc., do poziomu 21,32%. Mniejsza zmienność oznacza niższe koszty zabezpieczenia ryzyka kursowego i poprawia opłacalność tego typu spekulacji.
K.K.




























































