Coraz wyższe rentowności amerykańskich obligacji skarbowych sprawiły, że inwestorzy mniej chętnie spoglądali w stronę ekstremalnie wysoko wycenianych akcji wielkich spółek technologicznych. W konsekwencji Nasdaq zanotował czwartą spadkową sesję z rzędu.


Ale już indeks S&P500 zdołał odrobić początkowe straty i zamknął się 0,16% powyżej kreski, utrzymując się linię 5 836,22 punktów. Na zdecydowanym plusie dzień zakończyła średnia przemysłowa Dow Jonesa, która zyskała 0,86% , osiągając poziom 42 297,12 pkt.
Ponownie wyraźnie słabiej spisał się Nasdaq Composite, który po utracie 0,38% znalazł się na wysokości 19 088,10 pkt. Choć w trakcie dnia także Nasdaqowi udało się odrobić większość porannych strat, była to już czwarta z rzędu spadkowa sesja w wykonaniu tego benchmarku. Od Świąt Bożego Narodzenia Nasdaq zaliczył tylko dwie wzrostowe sesje przy dziewięciu zakończonych pod kreską.
W poniedziałek mieliśmy do czynienia z intrygującą sytuację. Większość sektorów nowojorskiego rynku świeciło się na zielono, ale pod kreską znalazły się spółki technologiczne wagi super-ciężkiej. Notowania Nvidii spadły o 2%, Mety o 1,2%, Apple’a o 1%, a Google’a i Microsoftu straciły po 0,5%.

Odwrót od Wspaniałej Siódemki trwa już trzeci tydzień i może być spowodowany czymś więcej niż tylko chęcią realizacji pokaźnych zysków z poprzednich dwóch lat (kiedy to Nasdaq niemal podwoił swą wartość). Tym „czymś” najprawdopodobniej są coraz wyższe rentowności obligacji rządu USA, które w teorii finansów wyznaczają tzw. stopę wolną od ryzyka.
Zobacz także
Obecnie 10-letnie Treasuries oferują prawie 4,8% rentowności w terminie do wykupu, podczas gdy wyceniany jest na przeszło 45-krotność zysków tworzących go spółek. Daje to rentowność rzędu 2,2%, a więc wyraźnie mniej, niż oferują obligacje Wuja Sama. Dochodowość tych ostatnich od września poszła w górę o 120 pb., podczas gdy stopa funduszy federalnych w tym samym czasie została obniżona o 100 pb.
Taki sygnał z rynku długu sugerowałby, że inwestorzy coraz mocniej obawiają się długoterminowo podwyższonej inflacji w Stanach Zjednoczonych, ale też permanentnego utrzymywania nadmiernych deficytów fiskalnych. Najnowsze dane o inflacji CPI poznamy w środę. Rynkowy konsensus zakłada, że w grudniu przyspieszyła ona z 2,7% do 2,9% rdr. A to sporo powyżej 2-procentowego celu Rezerwy Federalnej. Maleją więc rynkowe wyceny szans na kolejne obniżki stóp procentowych w Fedzie. A to był przecież czynnik, który napędzał wzrosty na Wall Street w 2024 roku.
Dodatkowo sprawę pogarsza drożejąca ropa naftowa, która podsyca presję inflacyjna. Cena ropy Brent w poniedziałek przekroczyła barierę 80 dolarów za baryłkę, wyrównując najwyższe wartości od października. Oznacza to w dalszej perspektywie droższe paliwa, wyższe odczyty CPI, wyższe koszty przedsiębiorstw oraz presję na dyskrecjonalne wydatki konsumentów. Czyli zasadniczo same złe rzeczy. Cieszyć się mogą jedynie akcjonariusze firm naftowych. Akcje Exxon Mobil w poniedziałek podrożały o 2,6%, a kurs Chevrona wzrósł o 1,4%.
KK






























































