We wtorek o godzinie 13:50 za baryłkę ropy Brent płacono 72,89$, czyli o 0,7% mniej niż dzień wcześniej. Przed południem notowania surowca spadły nawet do 72,59$ i były najniższe od 7 lipca. Ropą z Teksasu handlowano po kursie 72,26$ za baryłkę, co oznacza spadek o 1,1% względem poniedziałkowego zamknięcia.
Ropa tanieje, ponieważ inwestorzy coraz poważniej biorą pod uwagę scenariusz zakładający nawrót recesji w Stanach Zjednoczonych. To zaś oznaczałoby osłabienie aktywności gospodarczej w skali globalnej i spadek zapotrzebowania na paliwa i ropę naftową. Dlatego inwestorzy wyprzedają kontrakty surowcowe i akcje, a gotówkę lokują na rynku papierów skarbowych.
„Trend spadkowy trwa od tygodnia. Tempo wzrostu gospodarczego zwalnia i wszyscy się o to martwią. Zarówno po stronie podaży jak i popytu fundamenty są słabe” – komentował dla Reutersa Andrey Kryuchenkov, analityk z londyńskiej firmy VTB Capital.
Niepokój budzą także amerykańskie zapasy paliw. Mimo letniego szczytu zapotrzebowania na benzynę, w połowie sierpnia zapasy produktów naftowych osiągnęły rekordowy poziom. Analitycy ankietowani przez Reutersa szacują, że zeszłym tygodniu w magazynach przybyło kolejne 0,8 miliona baryłek ropy. Cotygodniowy raport American Petroleum Institute poznamy już dziś wieczorem, zaś oficjalne dane Departamentu Energii ujrzą światło dzienne w środę o godzinie 16:30.
Niemniej jednak analitycy w większości spodziewają się zatrzymania spadków powyżej poziomu 70$ za baryłkę. Za takim scenariuszem przemawia kalendarz – wrzesień jest okresem największej aktywności huraganowej w Zatoce Meksykańskiej, która jest głównym ośrodkiem wydobycia ropy w USA. Poziom 70$ jest też wsparciem z punktu widzenia analizy technicznej. Z kolei zwolennicy analizy fundamentalnej argumentują, że ceny niższe niż 70$ mogą sprowokować działania OPEC, który może wówczas obniżyć limity wydobycia.
K.K.




























































