REKLAMA

Rok koronakrachu na GPW. Strach, szybkie zyski i bolesne nauczki

Adam Torchała2021-02-24 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2021-02-24 06:00
Rok koronakrachu na GPW. Strach, szybkie zyski i bolesne nauczki
Rok koronakrachu na GPW. Strach, szybkie zyski i bolesne nauczki
fot. Who is Danny / / Shutterstock

Gdy na przełomie lutego i marca WIG20 pikował o przeszło 40 proc., niewielu spodziewało się, że będzie to impuls dla największego skoku zainteresowania giełdą od lat. Rozpoczął się okres żniw i szybkich zysków, który przyciągnął spore grono nowych inwestorów. Obraz rynku się zmienił, zasady jednak nie i w końcu także i one przypomniały o sobie, dając bolesne nauczki. Dziś mija dokładnie rok od początku koronaszaleństwa na GPW.

Choć doniesienia o chińskim wirusie, czy też wirusie z Wuhan, spływały na rynek od początku 2020 roku, styczeń i większość lutego mijały na polskiej giełdzie bez większych zakłóceń. Wprawdzie inwestorzy zastanawiali się, które spółki mają ekspozycję na Azję i mogą w wyniku choroby oraz wprowadzanych przez nią w Państwie Środka ograniczeń ucierpieć, to jednak wciąż ciężko było mówić o panice. 6 lutego 2020 roku WIG20 wspiął się na poziom 2139 pkt., a więc bliski poziomów z otwarcia roku. Do 21 lutego zmieniło się niewiele, WIG20 zamknął tamtą sesję na poziomie 2089 pkt, Inwestorzy nie bali się zatem realizacji najgorszego scenariusza - pandemii, która zaowocuje zamrażaniem gospodarek.

- Rynki w dziwnym stanie. Euforia i przerażenie jednocześnie - pisał w piątek 21 lutego 2020 roku główny analityk Bankier.pl, Krzysztof Kolany. Tamtą sesję WIG20 zakończył na poziomie 2089 pkt., spadkiem o ledwie 0,5 proc. Kolejna sesja przyniosła rozwiązanie impasu. Wygrał strach.

Największe spadki w historii

Weekendowe doniesienia z Włoch, gdzie wirus nie tylko doprowadził do czterech zgonów, ale także spowodował paraliż niektórych regionów na północy kraju, sprawiły, że widmo epidemii zawisło nad Europą - to zdanie z podsumowania poniedziałkowej sesji 24 lutego 2020 roku. WIG20 stracił wówczas 4,2 proc. i był to początek spirali strachu, która w ciągu trzech tygodni ściągnęła indeks do poziomów 1249 pkt. O przeszło 40 proc. niższych, niż wspomniane lokalne maksima z 6 lutego.

Tylko 12 marca 2020 roku WIG20 stracił 13,3 proc. Była to najgorsza sesja w przeszło ćwierćwiecznej historii notowań flagowego indeksu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Panika trwała także na zagranicznych rynkach. Na Wall Street notowania głównych indeksów były nawet chwilowo zawieszane ze względu na ogromną skalę spadków. Co istotne, wcześniejsze spadki także były ogromne, bowiem bessę na Wall Street można było ogłosić jeszcze przed tą feralną sesją.

- Ekspansja epidemii Covid-19 i coraz dalej posunięte ograniczanie wolności w Europie sprawiły, że recesja wydaje się już nieuchronna. Kolejne kraje zamykają granice, zakazują zgromadzeń, zamykają instytucje publiczne i rozpoczynają reglamentowanie środków medycznych - relacjonował wówczas Krzysztof Kolany.

fot. / / Bankier.pl

Inwestorzy, którzy jeszcze do niedawna wyceniali najbardziej optymistyczny scenariusz, teraz zaczęli wyceniać ten najczarniejszy. Na wyobraźnie działały m.in. obrazy z Bergamo oraz widmo zatkania się systemu zdrowotnego. Z czysto spółkowego punktu widzenia obawiano się, że wprowadzane masowo lockdowny przerwą łańcuchy produkcji i zamykania fabryk. Zamknięcie sklepów i innych instytucji oraz nawoływania, by zostać w domu, uderzały z kolei w sektor usługowy. Niemniej zamknięcie ludzi w domach zaowocowało także czymś innym - baczniej zaczęli oni przyglądać się giełdzie.

Krach, którzy przerodził się w boom

W rozbudzeniu zainteresowania pomógł - jakby na przekór - sam krach. Przede wszystkim widmo kryzysu gospodarczego zaowocowało luzowaniem polityki monetarnej. Na rynek zaczęto pompować kolejne miliardy waluty. Gdzie jeszcze było to możliwe - cięto stopy procentowe. Tak było i w Polsce, gdzie po serii trzech cięć stopa referencyjna spadła z 1,5 proc. do 0,1 proc. Niższe stopy w zasadzie unicestwiły sensowność oszczędzania na i tak lichych lokatach. Strumień odłożonych pieniędzy zaczął płynąć m.in. w nieruchomości, ale i na giełdę.

Dodatkowo na rynku nie brakowało okazji do spekulowania i inwestycji. Po pierwsze wiele spółek było bardzo mocno przecenionych, często o 40, 50, a nawet 60 proc. Jeżeli pandemia miała potrwać pół roku, a nawet rok (takie scenariusze wówczas dominowały w debacie), to nawet taki uszczerbek w finansach firmy nie uzasadniał tak gwałtownych przecen (o ile firma miała zdrowe finanse). Tym bardziej, że już w kwietniu zaczął się proces stopniowego odmrażania gospodarki. - Koronawirusowy kryzys może wejść niebawem w zupełnie inną fazę, niż obserwowaliśmy do tej pory - pisałem 13 kwietnia na łamach "Pulsu Biznesu". I rzeczywiście wiele branż szybko zaczęło odrabiać straty, a WIG20 już w czerwcu wrócił powyżej poziomu 1800 pkt. Od dołka z marca w krótkim czasie zyskał 50 proc.

fot. / / Bankier.pl


Po drugie koronawirus i lockdowny okazały się także szansą dla niektórych branż. Przykładowo ecommerce mogło skorzystać na przeniesieniu się zakupów ze sklepów do sieci, gaming, ponieważ zamknięci w domach ludzie więcej będą wydawali na gry, niż inne rozrywki, telekomy na zwiększonym zapotrzebowaniu na szybki internet w domach, dystrybutorzy IT, w związku z większym zapotrzebowaniem na sprzęt do nauki i pracy zdalnej. Notowania takich spółek zachowywały się wyraźnie lepiej od konkurentów z bardziej narażonych na lockdown branż. Prawdziwym hitem okazał się jednak producent i dystrybutor rękawiczek Mercator. Ogromny skok popytu na ten towar wywindował w 2020 roku notowania spółki o przeszło 4 tys. proc.! Wyceniana przed pandemią na ledwie 100 mln zł firma, teraz stoi u bram indeksu 20 najważniejszych spółek warszawskiej giełdy

fot. / / Bankier.pl

Siłę tych podmiotów świetnie obrazowały notowania indeksu sWIG80, czyli tzw. indeksu małych spółek. WIG20 cierpiał obciążony bankami i spółkami tzw. "starej gospodarki", nie dość że w krachu tracił bardzo mocno, to jeszcze słabiej obijał i w efekcie rok 2020 zakończył blisko 8 proc. pod kreską. Na niemal wolnym od banków sWIG80 tymczasem trwała hossa napędzana najpierw przez spółki gamingowe i biotechnologiczne, a później odbijający przemysł i budowlankę. Rok 2020 indeks zakończył 34-proc. wzrostem - największym od siedmiu lat.

Wielki sukces małej giełdy

Po trzecie na giełdzie szybko wyrosło grono spółek, które chciało się podpiąć pod koronawirusa. Jak grzyby po deszczu wyrastały komunikaty o sprowadzaniu testów na COVID, badaniach nad szczepionką, budowie szpitali polowych, dystrybucji środków ochrony czy nawet matach zwalczających wirusa. Inwestorzy szybko podłapywali takie komunikaty i windowali notowania publikujących je spółek.

Szczególnie zasłynęła w tym tzw. mała giełda, czyli rynek NewConnect. Ów w zamyśle twórców miał być wrotami do GPW dla spółek mniejszych, dynamicznie rozwijających się, zebrała się tam jednak i spora grupa podmiotów, które trwały w dziwnym letargu. Sam jeszcze w 2018 roku nazwałem to miejsce "rynkiem groszowych spółek", mizerię uzupełniał szorujący po dnie flagowy indeks tamtejszego rynku. Koronawirus odmienił jednak dynamikę wydarzeń, a NewConnect w 2020 roku stał się mekką nowej fali inwestorów indywidualnych.

fot. / / Bankier.pl

Widać to po statystykach. Łączne obroty na NewConnect za 2020 rok sięgnęły 14,8 mld zł. Wcześniej ani razu nie udało się w ciągu całego roku przekroczyć 1,9 mld zł. Wzrost, jednak nie tak gigantyczny, zanotował i główny rynek GPW. W sumie w całym 2020 roku średnia sesyjna obrotów wyniosła aż 1,179 mld zł. To zdecydowanie lepszy wynik, niż w poprzednich latach, gdy wskaźnik obrotów na GPW miał problemy z przekroczeniem 1 mld zł. W międzyczasie wzrosła i liczba rachunków maklerskich. Pod tym względem rok 2020 był najlepszym od 10 lat.

Spekulant, czyli giełdowy bóg w świecie "łatwych" pieniędzy

Duże zainteresowanie zrodziło jednak i duże problemy. Proste komunikaty, często nawet nie o realizacji, a jedynie wstępnej umowie, bądź nawet zamiarze działania w modnym akurat obszarze powodowały wzrosty nie o kilka, a kilkaset, a czasem nawet o kilka tysięcy procent. Wystarczy powiedzieć, że w pewnym momencie na NewConnect mediana stopy zwrotu za 2020 rok przekraczała 90 proc. Blisko połowa z liczącego przeszło 350 spółek rynku w krótkim okresie podwoiła swoją wartość. Hossa przestała być wielka, zaczęła być absurdalna.

fot. / / Bankier.pl

Inwestorzy nie potrzebowali zresztą nawet komunikatów ze strony spółek. Wystarczy przypomnieć, że przecież na GPW mieliśmy w 2020 roku... "makaronową hossę", gdy w internecie pojawiły się zdjęcia pustych półek z żywnością o długim terminie przydatności. Akcje np. Makaronów Polskich podrożały w krótkim czasie o 100 proc., by później równie dynamicznie wrócić do punktu wyjścia.

fot. / / Bankier.pl

Szybkie skoki wartości działały jednak na wyobraźnie, szczególnie, że w pierwszym półroczu wielu spółkom udawało się śrubować tempo nie przez kilka dni, a kilka tygodni, czy nawet miesięcy. Potrzebny był zapalnik, pozytywna informacja, na bazie której można było zbudować wzrostową historię, a potem inwestorzy nakręcali spiralę, w czym pomagała często niska płynność windowanych akcji. Takie papiery przy gwałtownym skoku popytu szybciej rosną, ograniczona jest bowiem podaż. Podobne historie zdarzały się na giełdzie i przed 2020 rokiem, zdarzają się i w 2021 roku, skala tego procederu latem 2020 roku sięgnęła jednak zenitu. Podobne szaleństwo trwało zresztą i w USA.

fot. / / Bankier.pl

Przez chwilę mogło się wydawać, że wartość i fundamenty straciły znaczenie. Liczyły się by kupić akcję i zachęcić jak najwięcej osób do tego samego, wówczas spółka urośnie jeszcze bardziej. Ważniejsza od analizy fundamentów stała się analiza forów i grup facebookowych. Nawet i bez tego w pewnym momencie ciężko było na NewConnect tracić, nie dość, że drożała większość papierów, to jeszcze drożała pokaźnie. Można było odnieść wrażenie, że pieniądze po prostu leżą na ulicy, co przyciągało kolejnych inwestorów. Bez fundamentów nic nie może jednak rosnąć w nieskończoność i wkrótce stare rynkowe zasady brutalnie o sobie przypomniały.

Krach bańki krachowej

Przełomowym momentem dla napompowanej po koronawirusowym krachu bańki był sezon wyników za II kwartał 2020 roku, gdy wiele obietnic z koronawirusowej gorączki nie znalazło odzwierciedlenia w wynikach. Nawet jednak, gdy znajdowały, okazywało się, że inwestorzy w zakupowej gorączce tak wywindowali ceny, że nawet znakomite wyniki nie wystarczają, by usprawiedliwić wysoką kapitalizację.

fot. / / Bankier.pl

Symbolem stało się XTB. Zysk netto grupy w II kwartale wyniósł 117,5 mln zł (+2,5 tys. proc.), a przychody 211,5 mln zł (+341 proc.). Tymczasem notowania tąpnęły, a wraz z nimi i całe grono tzw. covidowych spółek, gdzie podobne problemy bądź to zaobserwowano wcześniej, bądź przeczuwano, że w końcu nadejdą. Sesja 30 lipca okazała się najgorszą w historii rynku NewConnect - flagowy NCIndex stracił 15 proc. Spadki były zatem nawet większe niż w trakcie lutowo-marcowego krachu. Więcej o problemie gry w ciemno i wywindowanych oczekiwaniach inwestorów pisaliśmy w lipcowych tekstach "Różne losy koronawirusowych gwiazd GPW" i "Pułapka koronawirusowej hossy".

fot. / / Bankier.pl

Warto tutaj podkreślić, że część spółek, które początkowo należały do grona mocno spekulowanych, osiągnęło rzeczywisty sukces i wciąż notowanych jest wysoko. Niektóre z kolei, nawet mimo braku poprawy wyników, czy realizacji obietnic, zdołało mimo mocnych spadków obronić część wcześniejszych wzrostów. Niemniej od wspomnianej sesji 30 lipca NCIndex wciąż nie może doczekać się drugiej fali wzrostów, a zainteresowanie rynkiem w ostatnich miesiącach spada.

Starzy ale jarzy

Jakby dla kontrastu spółki tzw. "starej gospodarki" zaczęły odzyskiwać wigor. W przemyśle koronawirus nie wyrządził takich szkód, jakich się spodziewano, budowlanka w zasadzie działała bez przestoju, deweloperzy szybko odzyskali wigor po jednym fatalnym kwartale. Jesienno-zimowy lockdown nie przyniósł już tak mocnych spadków jak lutowo-marcowy, bowiem z jednej strony wszyscy byli już dużo lepiej przygotowani na obostrzenia, z drugiej na horyzoncie kształtów zaczęła nabierać szczepionka. Problemem pozostały wprawdzie usługi, niemniej WIG, a więc szeroki indeks polskiej giełdy, w pełni odrobił straty sprzed roku.

fot. / / Bankier.pl

Przykład koronakrachu pokazał, że fundamentów nie można lekceważyć, ale i że nie zawsze posiadanie dobrych przeczuć opartych na fundamentach oznacza zarobek. Inwestorzy, którzy grali pod szybki zarobek na covidowych spółkach rosnących bez fundamentów mieli w 2020 roku wymarzone warunki, jednak rajdy najczęściej kończyły się gwałtownymi spadkami, przez co wielu inwestorów równie szybko traciło wcześniej zarobione pieniądze. Spekulacja okazała się ciężkim kawałkiem chleba, a nie tylko łatwym zarabianiem na zasadzie: kupię to, co mocno rośnie i co polecają na forum.

Z kolei inwestorzy fundamentalni, którzy przeczuwali, że panika z zeszłego roku była przesadzona w wielu przypadkach koniec końców mieli rację, odbicia przebiegały jednak w wielu przypadkach wyboiście. Dodatkowo, jeżeli akcje trzymali od "przed krachu", musieli po drodze pogodzić się z 40-, 50-proc. spadkiem wartości posiadanych przez siebie pozycji. To nie tylko trudne z psychologicznego punktu widzenia, ale i ryzykowne, bowiem wiosną zeszłego roku nie wiadomo było jeszcze, jak wysoką falę bankructw przyniesie lockdown. Oczywiście można było "dokupić" na dnie, niemniej dno najłatwiej wskazać, gdy już je widać na historycznym wykresie, a nie "na żywo".

Źródło:
Adam Torchała
Adam Torchała
redaktor Bankier.pl

Redaktor zajmujący się rynkami kapitałowymi. Zdobywca tytułu Herosa Rynku Kapitałowego 2018 przyznanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Swoją uwagę skupia głównie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, gdzie trzyma rękę na pulsie nie tylko całego rynku, ale także poszczególnych spółek. Z uwagą śledzi również ogólnogospodarcze wydarzenia w kraju i poza jego granicami.

Tematy
Sprawdź jak zyskać 300 zł z Kontem Jakie Chcę

Sprawdź jak zyskać 300 zł z Kontem Jakie Chcę

Advertisement

Komentarze (2)

dodaj komentarz
superbroker
Ja będę całkiem dobrze wspominać pandemię z punktu widzenia GPW. Taka zmienność jest naprawdę wymarzoną sytuacją dla day tradera. Spółki "covidowe" zdążyłem kupić jeszcze tanio, a stopy zwrotu były fantastyczne. "Koronahossa" to największe wzrosty jakie przeżyłem w swej krótkiej karierze inwestorskiej.Ja będę całkiem dobrze wspominać pandemię z punktu widzenia GPW. Taka zmienność jest naprawdę wymarzoną sytuacją dla day tradera. Spółki "covidowe" zdążyłem kupić jeszcze tanio, a stopy zwrotu były fantastyczne. "Koronahossa" to największe wzrosty jakie przeżyłem w swej krótkiej karierze inwestorskiej. Gra na indeksach także dała zarobić. Jedyne złe wspomnienie: brak dywidend z większości spółek.
lipsk
Łatwo się opisuje co już było i czasem fajnie poczytać o statystyce historycznej. Nasza gpw ma potencjał do wzrostu na wig 20 do 2450p ,wyżej to już trzeba ostrożnie i z uwagą patrzyć co się dzieje . A spadki co kilka lat większe będą bez względu na przyczynę.

Powiązane: Koronawirus na GPW i giełdach światowych

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki