„Firmy zgodnym chórem przyznają, że muszą dawać podwyżki, bo za minimalną płacę mało kto chce u nich pracować. Według Małgorzaty Krzysztoszek ekonomistki Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" szczególnie dobrze widać to w dużych miastach, gdzie niemal na każdym rogu widać ogłoszenia: "przyjmę pracownika". W Warszawie bezrobocie pod koniec marca wynosiło 4,4 proc., w Poznaniu - 4,6 proc., w Krakowie - 5,3 proc., w Trójmieście - 5,5 proc., we Wrocławiu - 7,4 proc. Średnia dla całego kraju to 13,7 proc. - poziom najniższy od prawie siedmiu lat. Presja wyższych wynagrodzeń wywołuje inne zaskakujące efekty. Firmy zaczęły szukać pracowników wśród osób, których do niedawna by nie przyjęły. - Zdecydowaną większość pracowników bierzemy teraz z pośredniaka. Pracują jednak tylko tak długo, aby z powrotem dostać prawo do zasiłku dla bezrobotnych” uważa cytowany przez Gazetę Wyborczą szef dużej sieci sklepów.
„Firmy coraz głośniej też mówią o renegocjowaniu kontraktów. Wspomniana na początku grupa Impel ze względu na naciski płacowe musiała zrezygnować z dwóch dużych kontraktów - z TP SA oraz z PKO BP. - Kontrakt z PKO BP zawarliśmy w 2004 roku. Przez kolejne trzy lata trzykrotnie zmieniała się minimalna płaca krajowa. Wartość umowy przestała pokrywać koszty związane z realizacją kontraktu" - tłumaczy Ireneusz Dzik, prezes Zarządu Impel Cleaning. - "Kontrahenci korzystający z naszych usług będą musieli uwzględnić ten fakt i zwiększać wartość umowy” czytamy w Gazecie Wyborczej.
Tymczasem zamieszanie na rynku pracy może zwiększyć rząd, wprowadzając zapowiadaną od dawna podwyżkę płacy minimalnej, która ma docelowo stanowić 50-60 proc. przeciętnego wynagrodzenia.
Po wielu latach „chudych” pracownicy, szczególnie ci niewykwalifikowani, mogą wreszcie poczuć się dowartościowani. Coraz częściej to pracodawca stara się zatrzymać pracownika w firmie, godząc się na podwyżkę pensji, powoli przestaje mieć rację bytu tradycyjny argument o setkach chętnych czekających na stanowisko. Problem z zatrudnieniem osób mają nie tylko polskie firmy, dalekowschodnie koncerny branży elektronicznej i motoryzacyjnej zaczynają zastanawiać się nad opłacalnością zatrudnienia pracowników z ich własnych państw, ponieważ za minimalne płace w Polsce nikt już nie chce pracować.
Więcej informacji na ten temat w dzisiejszej Gazecie Wyborczej, w artykule Piotra Mączyńskiego i Leszka Baja „Robotnicy żądają podwyżek”.






























































