Zakaz niedzielnego handlu zaproponował wiosną 48-letni bezrobotny, radny niezależny Andrzej Langowski. Argumentował, że zależy mu na prawach pracowników - głownie kobiet, którzy za minimalne wynagrodzenie zmuszani są do pracy w dni wolne. Przeciwnicy pomysłu, jak Bohdan Karaś z SLD - szef radomskiego oddziału Ruch SA, twierdzili, że zamknięcie sklepów powiększy tylko bezrobocie, które obecnie wynosi już 30 proc. Ponadto radomscy strażnicy miejscy, zmuszeni będą chronić zamknięte sklepy przed złodziejami, a przez to będą mieli dodatkowe zajęcie.
Uchwała w zamyśle radnych Radomia ma uderzyć we właścicieli największych hipermarketów. Doświadczenie ze Zgierza w Łódzkiem pokazuje, że zgodnie z zasadą równości podmiotów gospodarczych zapis czyniący jakiekolwiek wyjątki od reguły jest sprzeczny z konstytucją. Dlatego też w Radomiu zakaz niedzielnego handlu dotyczy wszystkich podmiotów z wyjątkiem aptek i stacji benzynowych. W celu ochrony osiedlowych „interesów” radni dopuścili możliwość otwarcia sklepów jedynie w godzinach od 11 do 14.
Za nieprzestrzeganie zakazu handlu w niedzielę radomscy radni ustanowili karę 2,5 tys. zł. Nieoficjalnie mówi się, że właściciele supermarketów planują płacić kary i nadal handlować. W pozostałych miastach Polski od wielu miesięcy także trwają dyskusje na temat niedzielnego handlu. Zwolennicy pomysłu, głównie Liga Polskich Rodzin, twierdzą, iż dzień ten powinien być wolny od pracy z powodów religijnych. Inne uzasadnienie to troska o interesy pracowników supermarketów oraz właścicieli mniejszych sklepów, które nie wytrzymują konkurencji wielkich sieci handlowych.
A.P.





























































