Można już latać do Rygi, niebawem także do Pragi. Eksperci nie mają jednak wątpliwości — biznesu z tego nie będzie.
W dniu rozpoczęcia roku szkolnego Lotnisko Radom też obchodziło święto — łotewska linia airBaltic zainaugurowała regularne loty pasażerskie (trzy razy w tygodniu). To znakomite wieści dla portu, który był obiektem żartów: jeszcze nikt stąd nie latał, a już można było zwiedzić lotnisko. Pierwszego dnia do bombardiera, który ma 78 miejsc, wsiadło 36 osób, w tym część z delegacji miasta. 8 i 10 września airBaltic odwołał loty — zabrakło pasażerów.
— Jeśli Polacy będą latać, airBaltic też będzie. Dopiero uruchomiliśmy połączenie z Radomia. Nasi polscy partnerzy — pasażerowie, region Radomia, władze krajowe i samorządy, port, społeczność biznesowa i media muszą się zaangażować, by zachęcić ludzi do lotów do Rygi i przez Rygę do takich miast, jak Oslo, Sztokholm, Helsinki i inne — mówi Janis Vanags z linii airBaltic, która w sezonie letnim otworzyła 14 nowych tras.
Eksperci wskazują, że kierunek jest nietrafiony. — airBaltic lata z Lotniska Chopina. Gdyby linia zmniejszyła tę ofertę, być może byłoby więcej pasażerów z Radomia. Pewnie lotnisko do końca roku będzie linii dopłacać za niewykorzystane miejsca, a potem powoli kierunek zniknie — twierdzi przedstawiciel jednego z portów.































































