REKLAMA

RPP porzuciła Taylora. Czy powinna do niego wrócić?

Krzysztof Kolany2017-01-12 15:02główny analityk Bankier.pl
publikacja
2017-01-12 15:02
Dodaj Bankier.pl w Google

Do jesieni 2012 roku Rada Polityki Pieniężnej przy ustalaniu stóp procentowych mniej lub bardziej świadomie kierowała się tzw. regułą Taylora. Potem na nasze szczęście ją porzuciła. Ale wraz z powrotem inflacji powstaje pytanie, czy nie powinna do niej wrócić.

RPP porzuciła Taylora. Czy powinna do niego wrócić?
RPP porzuciła Taylora. Czy powinna do niego wrócić?
/ NBP

Reguła Taylora jest bardzo popularnym (przynajmniej w niektórych kręgach) zaleceniem dotyczącym prowadzenia polityki monetarnej. Czyli mówiąc po polsku: manipulowaniem stopami procentowymi przez decydentów w bankach centralnych.  Autorem tej koncepcji jest amerykański ekonomista i profesor Stanford University John B. Taylor.

W roku 1993 profesor Taylor zaproponował regułę, która w wersji opisowej brzmiała:

"Stopa funduszy federalnych jest podnoszona lub obniżana stosownie do tego, co dzieje się z realnym produktem krajowym brutto i inflacją. Jeśli realny PKB wzrasta o jeden procent ponad PKB potencjalny, to stopa funduszy federalnych powinna zostać podniesiona – przy uwzględnieniu bieżącej stopy inflacji – o 0,5 procent. Jeśli inflacja wzrasta o jeden procent ponad cel wynoszący 2 proc., to z tego powodu stopa funduszy federalnych powinna zostać podniesiona o 0,5 procent. Jeśli realny PKB jest równy PKB potencjalnemu, a inflacja jest równa celowi wynoszącemu 2 proc., to stopa funduszy federalnych powinna pozostawać zbliżona do 4 proc., co implikuje średnią realną stopę procentową w wysokości 2 proc.".

Wzór na stopy procentowe

Pomysł Taylora pojawił się po dekadzie, w której banki centralne krajów rozwiniętych prowadziły (na ogół) konserwatywną politykę pieniężną, tłumiąc inflację i przyczyniając się do wielkiej prosperity lat 80. i 90. Reguła Taylora – choć formalnie niewiążąca – zyskała taką popularność, że przy jej pomocy można było wyjaśnić decyzje Rezerwy Federalnej.

Wakacje na giełdzie

Przed kryzysem finansowym utarło się przekonanie, że oparcie polityki monetarnej na regułach nie tylko uczyni ją bardziej przewidywalną, ale też skuteczniejszą. Jeszcze dziesięć lat temu wydawało się, że reguła Taylora jest prostą odtrutką na ekonomiczne widzimisię decydentów w bankach centralnych, których błędne decyzje doprowadziły do kilku poważnych kryzysów gospodarczych z Wielką Depresją lat 30. i stagflacją lat 70. na czele.

Wierzono, że w nowym wspaniałym świecie politykę pieniężną można sprowadzić do prostego wzoru:

r = r* + αy + β*(π-π*)

gdzie: r to nominalna stopa procentowa banku centralnego, r* to realna stopa procentowa odpowiadająca stanowi pełnego zatrudnienia, y to rozmiar „luki popytowej”, czyli różnicy pomiędzy PKB rzeczywistym a potencjalnym, π* to przyjęty cel inflacyjny, π to aktualna stopa inflacji (w oryginale: deflator PKB), zaś α i β to parametry przypisane przez dany bank centralny znaczeniu inflacji i koniunktury gospodarczej.

Zerwanie z regułami

Wielu ekonomistów dodawało własne pomysły, komplikując tą prostą (by nie rzec: prymitywną) koncepcję do poziomu zaawansowanych modeli ekonometrycznych. Dodajmy, że równanie jest niby proste, ale dość kłopotliwe w praktycznym zastosowaniu. Opiera się bowiem na mocno abstrakcyjnych założeniach. O ile jeszcze zamiast szukać „realnej stopy procentowej odpowiadającej stanowi pełnego zatrudnienia” wystarczy po prostu policzyć średnią realną stopę procentową w długim okresie, to już „luka popytowa” jest pojęciem czysto akademickim. Realna gospodarka nie zna takich tworów jak „produkt potencjalny”. Ponadto cała koncepcja bazuje na dość wątpliwej – choć obecnie dominującej - teorii makroekonomicznej J.M. Keynesa.

Jednak pomimo wszystkich tych wątpliwości okazało się, że przynajmniej w latach 2007-12 Rada Polityki Pieniężnej ustalała wysokość stóp procentowych NPB mniej więcej zgodnie z regułą Taylora. Choć złośliwi dodadzą, że na ogół robiła to z opóźnieniem.

Jednakże od roku 2013 w decyzjach Rady widoczne jest zerwanie z regułą Taylora. I bardzo dobrze, ponieważ mechaniczne stosowanie tej zasady wpędziłoby nas w pułapkę ujemnych stóp procentowych. I to mocno ujemnych. Według moich obliczeń, stosując się do modelu amerykańskiego profesora, trzeba byłoby obniżyć stopę referencyjna nawet do -3,5%. Wątpię, aby ktokolwiek w Polsce trzymał pieniądze w banku oprocentowane na tak głęboko ujemny procent.

Reguły w świecie deflacji

Reguła Taylora kompletnie zawiodła, gdy tylko pojawiła się lekka deflacja cenowa wywołana spadkiem cen ropy naftowej. Model ten kalibrowany był w czasach, gdy deflacja była zjawiskiem nie do pomyślenia, a głównym wrogiem banków centralnych była inflacja.

Ale teraz wracamy do „normalności”, jaką w reżymie banków centralnych jest permanentna utrata siły nabywczej pieniądza. Inflacja CPI wróciła do Polski już w grudniu, po 1,5 roku nieobecności. Za sprawą wzrostu cen paliw wskaźnik CPI w najbliższych miesiącach najprawdopodobniej ostro pójdzie w górę, być może nawet zbliżając się do 2,5-procentowego celu NBP. Co w takiej sytuacji powinna zrobić Rada Polityki Pieniężnej?

Bankierzy centralni i większość zawodowych ekonomistów zapewne odpowie, że nic. Że to jednorazowy skok cen z powodu czynników zewnętrznych, na które Rada nie ma wpływu i że „w średnim terminie” inflacja jeszcze długo nie wróci do celu. I w obecnej sytuacji reguła Taylora stanie po ich stronie. Podstawiając do modelu dane z projekcji inflacyjnej NBP, otrzymamy stopę referencyjną rzędu 0,5-0,8%, czyli nawet niższą od obecnej.

Lecz wystarczy, aby wskaźnik CPI podskoczył do 2,5%, co przy założeniu przyspieszenia dynamiki PKB w okolice 3% implikowałaby konieczność podwyżki stóp o 75-100 pb. Taki scenariusz obecnie nie jest brany pod uwagę ani przez ekonomistów, ani przez rynek stopy procentowej.

Historia ostatnich 15 lat sugeruje, że RPP – i to niezależnie od składu personalnego – kieruje się jeszcze jedną zasadą. I to bardzo prostą. Z wyjątkiem kilku miesięcy w roku 2011, RPP prawie zawsze utrzymywała realnie dodatnie stopy procentowe. Nominalna stopa referencyjna NBP była wyższa od bieżącej inflacji CPI. Co więcej, przez 78% z ostatnich 15 lat realne stopy procentowe w NBP były wyższe niż 1%. A przez ponad połowę tego okresu (53%) przekraczały 2%.

Tymczasem w grudniu realna stopa procentowa w Polsce spadła do 0,69% i po raz pierwszy od września 2012 roku była niższa niż 1%...

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (28)

dodaj komentarz
~Niezadowolony
Powinna podwyższyć. Kiedyś zarabialem na lokatach na niezłe wakacje każdego roku a teraz h.j
~prosefor
Przewiduję raczej podniesienie stóp procentowych w Polsce a nie obniżenie.
~glos_rozsadku
Przede wszystkim prawdziwa inflacja w Polsce jest wyższa niż podają .Metodologia liczenia tego wskaźnika jest oszukana, bo jakby Polacy skapnęli się ile tak na prawdę tracą ich oszczędności rocznie i o ile mniej zarabiają co roku jeśli nie dostanąpodwyżki to by wyszli na ulicę. POPATRZCIE NA PODAŻ PIENIĄDZA 3 M.
~matko
silvio_gesell = glos_rozsadku? To może otwórz nam oczy i napisz nam najpierw co rozumiesz pod pojęciem inflacja, a później ile ta 'prawdziwa' inflacja obecnie wynosi... podaż pieniężne to nie to samo co inflacja.
~glos_rozsadku odpowiada ~matko
inflacja to spadek wartosci sily pieniadza. metodologia wyliczania inflacji nie bierze pod uwage np.jakosci produktu. Dam realny przykład: jogurt grecki TOLONIS w biedronce kosztował 4 lata temu 2zł i był moim ulubionym jogurtem. Dzisiaj kosztuje 1,35zł i jest tak ochydny, że się go nie da jeść. Poza tym wyrzuca się z koszyka najbardziej inflacja to spadek wartosci sily pieniadza. metodologia wyliczania inflacji nie bierze pod uwage np.jakosci produktu. Dam realny przykład: jogurt grecki TOLONIS w biedronce kosztował 4 lata temu 2zł i był moim ulubionym jogurtem. Dzisiaj kosztuje 1,35zł i jest tak ochydny, że się go nie da jeść. Poza tym wyrzuca się z koszyka najbardziej zmienne produkty i nie wlicza np. cen elektryczności. Poza tym ceny się nierównomiernie rozkładają, co mi z tego, że w Bieszczadach coś potanieje jak to samo w Wawie podrozeje.
~silvio_gesell odpowiada ~matko
Tu jest najlepszy wskaźnik inflacji, czyli deflator PKB, gdzie koszykiem jest całe PKB:
http://www.tradingeconomics.com/poland/inflation-gdp-deflator-annual-percent-wb-data.html
~silvio_gesell
Reguła Tylora oraz realna stopa procentowa nie ma sensu, jeśli jako wskaźnik inflacji stosuje się CPI zamiast deflatora PKB. Poza tym naturalna stopa w długim terminie jest zgodna z demografią - jeżeli trend spadającej populacji się utrzyma to będziemy mieć niedługo ujemne realne stopy czy się nam to podoba czy nie.
~pa
Stąd nasilenie walki z gotówką, w przeciwnym razie ujemne stopy oznaczają krach systemu bankowego. Ciekawe tylko, czy oprócz gotówki uda się też wyeliminować barter, weksle i kruszce. Bez państwa policyjnego, zdolnego do używania przemocy w obronie turbośmieciowej waluty nie widzę na to szans.
~silvio_gesell odpowiada ~pa
Ujemne realne stopy są nieuniknione i nie zależy to od tego co chcą instytucje - muszą się dostosować do demografii albo zostaną zastąpione przez inne instytucje (słabszy pieniądz wyprze mocniejszy, albo ludzie wyemigrują tam gdzie pieniądz jest słabszy). Ujemne realne stopy nie wymagają jednak ujemnie oprocentowanego pieniądza -Ujemne realne stopy są nieuniknione i nie zależy to od tego co chcą instytucje - muszą się dostosować do demografii albo zostaną zastąpione przez inne instytucje (słabszy pieniądz wyprze mocniejszy, albo ludzie wyemigrują tam gdzie pieniądz jest słabszy). Ujemne realne stopy nie wymagają jednak ujemnie oprocentowanego pieniądza - mogą być także osiągniete przez inflację, gdy wzrośnie deficyt budżetowy, czyli spadną wpływy podatkowe i wzrosną wydatki państwa. Problemem jest efektywna dystrybucja dodrukowanego pieniądza - najbardziej neutralny sposób to bezpośrednie świadczenia na dzieci, gdyż to jedyne świadczenie które nie zmniejsza dzietności, w przeciwieństwie np. do dochodu podstawowego (gdyż kobiety nie chcą mieć dzieci z mężczyznami, którzy nie wykazują umiejętności zdobywania środków do życia - stąd niska dzietność w bogatych krajach, a wysoka w biednych).

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki