Donald Trump dokonuje putinizacji Stanów Zjednoczonych - ocenił korespondent dziennika "Le Monde" w USA, a wcześniej w Moskwie, Piotr Smolar. Według niego USA pod rządami administracji Donalda Trumpa zmieniają się z państwa liberalnego w rządzone oligarchicznie.


W ocenie autora, Trump buduje swoją administrację, opierając ją na swoich bliskich i zaufanych współpracownikach, którzy mają wykonywać rozkazy prezydenta, nie zważając na system polityczny tego państwa.
Podobieństwo pomiędzy Trumpem a Putinem jest widoczne w podejściu amerykańskiego przywódcy do demokracji i prawa międzynarodowego. Putin w czasie swojego 25-letniego panowania zajął 20 proc. terytorium Gruzji w 2008 roku, następnie zaanektował Półwysep Krymski i rozpoczął podbój wschodniej Ukrainy z zamiarem przejęcia kontroli nad całym jej terytorium.
Trump w pierwszych miesiącach drugiej kadencji w Białym Domu zapowiedział przejęcie Grenlandii - autonomicznego regionu Danii - podporządkowanie Kanady i utworzenia z niej 51. stanu, a teraz za dostęp do ukraińskich złóż mineralnych, chce zawrzeć umowę z Putinem.
Smolar zwrócił także uwagę, że w poniedziałkowym głosowaniu w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, USA opowiedziały się po raz pierwszy po stronie agresora, sprzeciwiając się rezolucji, potępiającej rosyjską agresję na Ukrainę. Tym samym kolebka współczesnego liberalizmu dołączyła w ONZ do grona takich państw, jak Sudan, Białoruś, czy Węgry, które również sprzeciwiły się uznaniu Rosji za najeźdźcę.

Dziennikarz "Le Monde" zaznaczył, że niezależnie od tego, jak wiarygodne są deklaracje Trumpa, to pokazują one brak szacunku dla tych państw i są świadectwem wiary w idee mocarstw, dzielących pomiędzy siebie świat na strefy wpływów.
Autor ocenił, że w dłuższej perspektywie Rosja nie zmieniła swojego nastawienia do Stanów Zjednoczonych. Wraz z Chinami zakłada, że świat liberalny chyli się ku końcowi. Zdaniem Smolara Moskwa widzi w amerykańskim prezydencie Michaiła Gorbaczowa, jako przywódcę, który chce być reformatorem, ale nie rozumie mechanizmów, prowadzących do rozpadu państwa, które sam uruchamia. Dlatego też związek Chin z Rosją - według dziennikarza - może być trwalszy niż niektórzy przewidują.
Reprezentantem tworzącej się w USA oligarchii - zdaniem Smolara - jest Elon Musk. Autor porównuje tego amerykańskiego miliardera do Borisa Bieriezowskiego, szarej eminencji lat 90. w Rosji. Zastrzega, że ta paralela powinna być traktowana jako ćwiczenie intelektualne. Bieriezowski był zausznikiem Borysa Jelcyna, który zdołał wykorzystać chaos po rozpadzie Związku Radzieckiego, aby zinstrumentalizować wewnętrzne obawy i skonsolidować reżim. Musk określił rząd federalny, jako wroga ludu i zadeklarował, że go zwalczy, zyskując dzięki temu poklask Amerykanów.
Dziennikarz "Le Monde'a" przytoczył opinię żyjącego na uchodźctwie rosyjskiego opozycyjnego dziennikarza Michaiła Zygara, który obawia się, że Trump wraz z Muskiem, inspirując się Kremlem, dopracują putinowski system i sprawią, że z pojedynczego zjawiska stanie się on normą dla świata.(PAP)
awm/ mal/


























































