Sąd arbitrażowy w Hadze przywrócił wyrok nakazujący zapłacenie Rosji 50 mld dolarów dla byłych akcjonariuszy Jukosu, w tym Michaiła Chodorkowskiego. To kara za niezgodną z prawem nacjonalizację naftowego giganta.
Odszkodowanie zasądzono już w 2007 roku, jednak Rosjanie je podważyli. W 2014 roku Stały Trybunał Arbitrażowy zarządził jednak wypłatę 50 mld dolarów. Tym razem podważył ją haski sąd regionalny. Jak argumentowano, w wyroku oparto go na traktacie, który Rosja podpisała, jednak go nie ratyfikowała. Akcjonariusze Jukosu walczyli jednak dalej i wnieśli apelację. Ta, we wtorek 18 lutego została uznana przez holenderski sąd i tym samym przywróciła do mocy postanowienie z 2014 roku. Tym samym Rosjanie muszą wypłacić byłym akcjonariuszom Jukosu odszkodowanie w wysokości 50 mld zł. Teoretycznie, nawet jeżeli Rosja zignoruje ten wyrok, może on stać się podstawą do zajmowania rosyjskiego majątku poza granicami kraju.
Kreml nie komentuje decyzji sądu w Hadze ws. koncernu Jukos
"Są to nowe informacje, na razie nimi nie dysponuję, dlatego nie mogę ich skomentować" - powiedział we wtorek Dmitrij Pieskow, rzecznik prezydenta Rosji Władimira Putina. Nie ma na razie danych na ten temat - wyjaśnił.
Ministerstwo sprawiedliwości Rosji ogłosiło, że od tej najnowszej decyzji odwoła się do holenderskiego Sądu Najwyższego. Resort oświadczył w komunikacie, że Rosja nadal stoi na stanowisku, iż byli akcjonariusze Jukosu nie byli sumiennymi inwestorami, a kontrolę nad aktywami przejęli między innymi dzięki łapówkom.
Rosyjski parlamentarzysta, wiceszef komisji ds. ustawodawstwa Michaił Jemeljanow powiedział, że Rosja nie powinna wykonywać decyzji sądu w Hadze, która - jak ocenił - ma charakter polityczny.
Czym "zawinił" Jukos?
Przypomnijmy, Jukos - po prywatyzacji w 1995 roku - stał się jedną z najważniejszych spółek na rosyjskiej mapie nie tylko gospodarczej, ale politycznej. Oligarchowie-akcjonariusze Jukosu, na czele z Michaiłem Chodorkowskim, coraz mocniej zaczęli angażować się w politykę i naciskać na Władimira Putina. I o ile zatrudnianie zachodnich menadżerów i lobbowanie w Dumie za interesami spółki uchodziło jeszcze Jukosowi na sucho, o tyle dążenie do otwartego starcia politycznego z prezydentem sprawiło, że Jukos trafił na celownik Kremla. Otoczenie Putina kusiły także ogromne aktywa Jukosu (w szczycie potęgi firma odpowiadała za 20 proc. produkcji rosyjskiej ropy).
W lipcu 2003 roku aresztowano Płatona Lebiediewa, wiceprezesa Jukosu, który posądzony został o oszustwa podatkowe. Trzy miesiące później do aresztu trafił sam Chodorkowski, a Jukosowi niebawem "udowodniono" zaległości przekraczające wartość spółki, majątek zatem znacjonalizowano i zlicytowano, głównie do innych rosyjskich potentatów naftowych.
Warto dodać, że rosyjska prasa w Chodorkowskim upatrywała także przykładu. - To mógł być dowolny oligarcha - pisały Wiedomosti. Rozprawa z Chodorkowskim miała być dla Putina sposobem na pokazanie innym oligarchom, że nie warto z nim zadzierać. A Chodorkowski nadawał się do owej "rozprawy" jak nikt inny. W momencie aresztowania był prawdopodobnie najbogatszym Rosjaninem, a Forbes umieścił go na 16. miejscu listy najbogatszych ludzi świata. W Europie i Ameryce nazywany był "przyjacielem zachodu", niektórzy przyrównywali go zaś do Steve'a Jobsa. Po aferze Jukosu trafił m.in. do koloni karnej na Syberii. Pod koniec 2013 roku Władimir Putin ułaskawił Chodorkowskiego m.in. w odpowiedzi na międzynarodową krytykę. Chodorkowski od razu po wyjściu zza krat opuścił Rosję.
Adam Torchała/pap




























































