REKLAMA

Premier Czech: Najgorsze jeszcze nie jest za nami

2024-09-15 14:28, akt.2024-09-15 20:00
publikacja
2024-09-15 14:28
aktualizacja
2024-09-15 20:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Premier Czech Petr Fiala powiedział w niedzielę, że najgorsza sytuacja związana z powodzią jeszcze nie minęła. Dodał, że poziom niektórych rzek nie osiągnął jeszcze stanu kulminacyjnego i Czesi będą musieli jeszcze mierzyć z trudną sytuacją.

Premier Czech: Najgorsze jeszcze nie jest za nami
Premier Czech: Najgorsze jeszcze nie jest za nami
fot. David Cerny / / Reuters

Na terenach powodziowych zaczęły pod wpływem naporu wody rozpadać się domy. Takie przypadki potwierdziła starostka Jesionika Zdeńka Blisztanova. Miasto jest praktycznie odcięte od świata. Po zalanych drogach nie mogą nawet przejechać pojazdy strażackie i ratunkowe. Do tego rejonu skierowany został do ewakuacji ludzi oraz dostarczenia zaopatrzenia wojskowy śmigłowiec Black Hawks.

Premier zaapelował, aby mieszkańcy zagrożonych miejscowości postępowali zgodnie z instrukcjami władz miejskich i służb ratunkowych. Podkreślił, że wiele z podejmowanych środków zapobiegawczych ma sens i nie są one bezużyteczne. Odniósł się do sytuacji, w których obywatele nie stosują się do wezwań do ewakuacji. "To jest coś, co staje się niebezpieczne, nie tylko dla nich, ale także dla tych, którzy próbują ich ratować" - dodał.

Na odmowy do ewakuacji zwracali uwagę także ministrowie, którzy zasiadają w centralnym sztabie kryzysowym. Przypomnieli, że taka odmowa może skutkować nałożeniem kary, a także wymuszeniem ewakuacji przez policjantów lub ratowników.

W całych Czechach ewakuowano ponad 10,5 tysiąca mieszkańców zagrożonych terenów. W samym tylko Czeskim Cieszynie w niedzielę nad ranem swoje domy musiało opuścić kilka tysięcy osób.

Wakacje na giełdzie

Powodzie w istotny sposób ograniczyły możliwość przejazdu z Polski do Czech. Nieprzejezdna jest autostrada D1 prowadząca do Ostrawy. Jadąc od północy, już po czeskiej stronie można dojechać jedynie do zjazdu na Bogumin. Dalej droga jest zamknięta. Nieprzejezdne są także drogi w Karkonoszach.

Przepływ wody podczas kulminacji Odry na czesko-polskiej granicy ma być niższy od prognozowanego

Kulminacja Odry na czesko-polskiej granicy jest spodziewana w niedzielę około północy. Jak poinformowała PAP rzeczniczka państwowego zarządcy wód na tym terenie (Povodi Odry) Szarka Vlczkova - przepływ ma być niższy niż zapowiadane wcześniej 2 tys. metrów sześciennych na sekundę.

Prognozę taką przedstawił wcześniej w niedzielę minister rolnictwa Marek Vyborny, który odpowiada za gospodarkę wodną. „Teraz te prognozy zostały dopracowane i szczytowy przepływ jest obecnie szacowany na 1500 do 1600 metrów sześciennych na sekundę" - powiedziała PAP Vlczkova. Odra osiąga czesko-polską granicę na wysokości Starego Bogumina, przez chwilę jest rzeką graniczną, a od ujścia do niej Olzy płynie już po polskim terytorium.

Rzeczniczka zapewniła PAP, że Povodi Odry nie prowadzi żadnych zrzutów wody z zapór, które znajdują się w jej administracji. „Obecnie nie uwalniamy niczego z zapór, ponieważ zatrzymujemy całą znajdującą się w nich wodę. Oznacza to, że ogromne masy wody, które trafiają do Odry, pochodzą z rzeki Opawy i z padającego wciąż deszczu” - wyjaśniła Vlczkova.

Dodała, że w zbiornikach retencyjnych po czeskiej stronie jest jeszcze miejsce na padający deszcz. Podobne zapewnienie opublikowane jest na oficjalnej stronie Povodi Odry, które głosi: „ze zbiorników praktycznie nic nie odpływa”.

Jak poinformowali meteorolodzy, w Republice Czeskiej będzie padać jeszcze w poniedziałek, ale opady mają być niższe niż w weekend. Poziom wody podniesie się najbardziej w rejonie Jesionika, Karniowa, Opawy, Ostrawy i w Beskidach, ale nad częścią z tych terenów przestało padać lub opady są zdecydowanie mniej intensywne niż w minionych dniach.

Mimo ewakuacji oraz podtopionych miast i osad w województwie morawsko-śląskim sytuacja zdaje się poprawiać. Poziom rzeki Opawa w mieście Opawa, a także w Karniowie osiągnął maksimum.

W Opawie poziom nie rośnie od kilku godzin. W Karniowie, który był zalany w 80 procentach, zaczął spadać. Wcześniej jednak musiano ewakuować śmigłowcem z tamtejszego szpitala czterech pacjentów podłączonych do respiratorów. W mieście graniczącym z Polską nie ma prądu i nie ma sygnału komórkowego.

Opady przesunęły się na zachód Republiki Czeskiej. Władze województwa libereckiego wprowadziły stan zagrożenia na terenie Frydlantu położonego tuż przy granicy z Polską. Ten region oddziela Bogatynię od Świeradowa-Zdroju. Decyzja ma związek z padającym deszczem i złymi prognozami na poniedziałek. Władze samorządu zakładają, że uprawnienia związane ze stanem zagrożenia będą potrzebne przy ewentualnym ogłoszeniu ewakuacji mieszkańców.

Z Pragi Piotr Górecki (PAP)

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Powódź w Europie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki