Zarząd Brastera poinformował o podjęciu decyzji o rozpoczęciu przeglądu różnych opcji strategicznych wspierających dalszy rozwój spółki. Wcześniej spółka po raz kolejny rozczarowała wynikami sprzedażowymi.
- Na obecnym etapie zarząd emitenta rozważa różne opcje strategiczne. Przegląd ten ma na celu wybór optymalnego wariantu dalszego rozwoju emitenta i realizację przyjętej przez spółkę strategii rozwoju do 2021 roku. Zarząd emitenta dokonał wyboru doradców finansowych wspierających zarząd BRASTER SA przy przeprowadzeniu przeglądu ww. opcji strategicznych. Emitent przekaże do publicznej wiadomości decyzję zarządu w przypadku wyboru konkretnej opcji strategicznej - czytamy w opublikowanym we wtorek po południu komunikacie Brastera.
Decyzja ta została upubliczniona dzień przed walnym zgromadzeniem, na którym głosowane będzie m.in. podwyższenie kapitałów spółki. Ta ma bowiem spory problem. Swoje autorskie urządzenie do samodzielnej profilaktyki raka piersi spółka wprowadziła na rynek w październiku 2016 roku. Matryca ciekłokrystaliczna miała być w zapowiedziach zarządu innowacją, która zrewolucjonizuje tę gałąź medycyny, niestety tak się nie stało. Od początku wprowadzenia produktu sprzedano ledwie 2754 urządzenia, w drugim kwartale 2018 roku tylko 8. Spółka zarzeka się wprawdzie, że przełom nastąpi, gdy wyjdzie na rynki zagraniczne, problem jednak jest widoczny.
Fatalny wynik za ostatni kwartał uzasadniany jest przez spółkę cięciem nakładów marketingowych, jest to jednak pochodna wcześniejszych nieudanych kwartałów. Choć koszty przekraczały 5 mln zł kwartalnie, spółka ledwie raz potrafiła wygenerować przychody wyższe od 200 tysięcy złotych. Z drugiej strony ciągłe straty powodują, że w kasie spółki było coraz mniej gotówki do przepalenia. W lipcu alarmowaliśmy, że w kasie spółki jest już tylko 19,5 mln zł (stan na 31 marca 2018 roku) i w takim tempie przepalania pieniędzy gotówki braknie już za niecały rok. Przegląd opcji strategicznych nie tyle ma więc związek z planami rozwojowymi, co ratunkowymi. Spółka liczy także, że złą kartę odmieni ekspansja zagraniczna i zapewne roztaczanie wizji udanej sprzedaży produktów za granicą będzie ostatnią deską ratunku dla zarządu Brastera w rozmowach z inwestorami.
Warto także dodać, że wraz z publikacją wyników sprzedażowych za II kwartał, spółka poinformowała o zmianie podejścia. Brastera mają więc teraz kupować nie konsumentki, a lekarze. Pytanie jednak, co stoi za dotychczasową słabą sprzedażą produktu. Jeżeli byłaby to tylko cena, taki ruch mógłby mieć sens. Problem w tym, że produktowi Brastera towarzyszą wątpliwości co do skuteczności i sensowności stosowania go w diagnostyce raka piersi. Zastrzeżenia dotyczące termografii (na niej bazuje Braster) wystosowywali w przeszłości nawet regulatorzy rynków medycznych w USA czy Kanadzie. Braster odbija piłeczkę, pokazując badania potwierdzające skuteczność swojego produktu, powyższe wątpliwości mogą jednak stanowić istotną przeszkodę w drodze do gabinetów lekarskich.

Pytanie, czy w takich okolicznościach ktokolwiek zdecyduje się dać Brasterowi pieniądze na kolejne kwartały działalności. Przegląd opcji strategicznych w takim układzie nie dziwi. Szerzej o problemach Brastera pisaliśmy w czwartek, 2 sierpnia, w artykule "Miała być innowacja, jest giełdowa katastrofa".
Adam Torchała






























































